Do kina marsz!

Czy to przypadek, że od momentu, w którym swą kinową premierę miała komedia (?) „Szkoła uwodzenia Czesława M.”, Bruk-Bet już tylko... przegrywa w ekstraklasie?

Piast Gliwice - Bruk Bet Termalica Nieciecza
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

„Śpiewający Czesiek” to postać zupełnie nie z mojej bajki. Nawet jeżeli Czesław M.(ozil) daje wiele sygnałów, że do swej celebryckiej kariery podchodzi z dystansem, a czasem może i zażenowaniem („Zjednoczmy się w obciachu”), a dyplom Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej czy płyta poświęcona poezji Czesława M.(iłosza) każą w nim widzieć artystę o szerokich horyzontach muzycznych, trudno mi przekonać się do jego manierycznego sposobu śpiewania i tekstów częstokroć banalnych. „Multiplatynowość” jego pierwszej płyty świadczy jednak o tym, że znalazł grono wiernych odbiorców.


Z „Trenującym Cześkiem” jest... trochę podobnie. Czesław M.(ichniewicz) też ma spore grono... wyznawców; też całkiem nieźle odnajduje się - choć raczej na terenie mediów społecznościowych i na gruncie sportowym - w świecie celebryckim; też eksploruje nowe rubieże w swej profesji (drony na treningach, iPady z zadaniami domowymi dla podopiecznych); też swymi popularnymi tekstami (najsłynniejszy: „Porażka jest gorsza od śmierci, bo trzeba się po niej obudzić”) czasami ociera się o kicz.


„Szkoły uwodzenia Czesława M.” (premiera - 21 października) na ekranie nie widziałem. Kiedy zagląda się jednak do emocjonalnych recenzji widzów, trudno nie odnieść wrażenia, że to film... skrojony na aktualną sytuację szkoleniowca. Traktuje o „samotnikach starających się za wszelką cenę wyrwać z objęć depresji”, czyli - jako żywo! - o Wiśle Kraków i Piaście Gliwice. Porażki Bruk-Betu z tymi zespołami w minionych dniach pozwoliły krakowianom wyrwać się z ligowego dna, gliwiczanom zaś - zachować wciąż żywymi nadzieje na awans do czołowej ósemki! A wszystko to - kosztem drużyny z podium tabeli. Słowem: „król życia odbiera lekcję pokory”...


Wspomnianymi cytatami można by bawić się jeszcze długo (bohater „przypomina, że ma na koncie zaledwie jeden prawdziwy przebój”...). Może jednak - choćby wyłącznie ze względu na tytuł - Czesław M. powinien zabrać swych podopiecznych ma terapeutyczny seans do tarnowskiego „Millenium” czy „Marzenia”. Skuteczna bowiem przez wiele tygodni w lidze „szkoła uwodzenia” jakby przestawała działać. A z tego punktu już tylko krok do gorzkiego zakończenia jednej z recenzji: „to film, który ostatecznie dał mniej, niż obiecywał”. W zawodzie trenerskim taka cenzurka (z ust pracodawcy) najczęściej oznacza przecież dymisję...

Z tej samej kategorii