300 milionów na szwedzkim stole? Kto nam pokaże LOTTO Ekstraklasę?

Bieżący rok wydaje się kluczowy dla nowego rozdania praw telewizyjnych w ekstraklasie. Nikt nie ma wątpliwości, że padnie rekordowa cena, ale najpierw trzeba ustalić za co stacje będą musiały zapłacić.

KGHM Zaglebie Lubin - Cracovia Krakow
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Szykując się na stawki, które nigdy wcześniej w polskim futbolu nie padły warto – ku przestrodze ؘ– przypomnieć, jak wyglądał ostatni przetarg, rozstrzygnięty dopiero w 2015 roku, niemal równo ze startem rozgrywek. Otóż wówczas, już po mariażu z agencją MP&Silva, Ekstraklasa SA przystępowała dwukrotnie do rozdania. I to nie z tego powodu, że dysponowała nie wiadomo jak rozchwytywanym produktem, ale dlatego, że w grudniu 2014 roku stacja nc+ zaproponowała za czteroletni kontrakt po 65 milionów złotych w skali roku. Czyli niewiele ponad 15 milionów euro, co mogło wywołać wyłącznie jeden skutek – bożonarodzeniową bezsenność szefów ligowej spółki. I wywołało.

 

W lutym 2015 roku, mimo że do nowego sezonu pozostało zaledwie 5 miesięcy, propozycja nowego rozdziału tortu wróciła do oferentów. Na rynku pojawił się nowy gracz, Eleven Sports Network, co jednak nie gwarantowało jeszcze sukcesu w odgrzewanych negocjacjach. Stacja, która dopiero miała rozpychać się na polskim rynku, nie dysponowała bowiem technicznymi możliwościami nadawania programów. Wówczas do akcji miał wkroczyć prezes PZPN, Zbigniew Boniek, który korzystając z koneksji w Polsacie wydobył od telewizji Zygmunta Solorza gwarancje, że debiutujący podmiot znajdzie miejsce na jej platformie. I to okazało się przełomowym momentem w mocno spóźnionym przetargu. Dość szybko na stole pojawiła się oferta kanału FOX Sports, który chciał zapłacić po 140 milionów – czyli ponad dwukrotnie więcej niż pierwotnie nc+ – za sezon. Tyle że z zastrzeżeniem, iż kontrakt zostanie podpisany na 10 lat, na niezmiennych warunkach przez cały okres współpracy. Wtedy była to kwota atrakcyjna, ale z dzisiejszej perspektywy parafowanie tak długiej umowy odbierane byłoby jako błąd. Zwłaszcza że w sezonie 2017-18 z tytułu praw telewizyjnych – krajowych i zagranicznych – ESA skasuje 158 milionów złotych...

 

Nowy kontrakt do 2023 roku

Zatem, aby uniknąć nerwów i zagrywek sprzed trzech lat, obecne kierownictwo spółki – nie tylko dlatego, że trudno byłoby powtórzyć zastosowane wówczas tricki – chce najpóźniej w lipcu bieżącego roku (rok przed upływem obecnie obowiązującego kontraktu) zdefiniować nowe pakiety i ogłosić przetarg. Najpierw trzeba jednak wiedzieć, co będzie sprzedawane, czyli jaki konkretnie będzie kształt rozgrywek w najwyższej piłkarskiej lidze w Polsce w latach 2019-2023. Należy bowiem zakładać, że najbliższy okres telewizyjny w ekstraklasie obejmie również 4 lata. Takie są w każdym razie plany.

 

Harmonogram prac w ESA na najbliższe miesiące obejmuje spotkania z PZPN oraz MP&Silva. Jak udało się dowiedzieć „Sportowi", w ligowej spółce ponownie liczą na pomoc Bońka przy rozprowadzeniu przetargu – a jeszcze bardziej przy pozyskiwaniu sponsora tytularnego rozgrywek za kwoty znacznie poważniejsze niż dziś (właściciel marki Lotto zapłaci za obecny sezon od 6 do ok 7,5 miliona za ten przywilej). Tyle że zimowe spotkanie prezesa Ekstraklasy SA Marcina Animuckiego z szefem związku w pierwszej kolejności dotyczyć będzie przedłużenia praw do organizacji rozgrywek. W świetle obecnych regulacji kompetencje spółki w tym zakresie wygasają w roku 2021, a zatem obejmują tylko połowę okresu, na który mają być sprzedane prawa telewizyjne. To ograniczenie narzuciło również długość umowy z pośrednikiem, który tak bardzo przydał się w ratowaniu ostatniego kontraktu, czyli MP&Silva, wygasającej również za trzy lata. A mimo że agencja Andrei Radrizzaniego jest kapitałowo zaangażowana w stację Eleven, w ESA jest wola dalszej współpracy z Włochami. Zatem należy zakładać, że zima skończy się dla szefów ligowej przedłużeniem dwóch umów wygasających w 2021 roku, zapewne zresztą daleko poza wymagany rok 2023. I dopiero wówczas zaczną się... schody.

 

Jaki kształt ligi? Czyżby ESA 30?

Przedmiotem sporu może okazać się bowiem kształt rozgrywek. Już wiadomo, że sezon 2018-19 (a zatem ostatni w obecnym rozdaniu telewizyjnym) zostanie rozegrany w formule ESA 37. Natomiast nie zostały jeszcze przesądzone zasady spadków i awansów. Pierwotny projekt zakładał degradację z ekstraklasy tylko jednego zespołu i promocję trzech pierwszoligowców, co skutkowałoby poszerzeniem najwyższej ligi do 18 zespołów, które miałaby rozegrać 34 kolejki, systemem mecz i rewanż. Czyli bez podziału na fazę zasadniczą i rundę finałową, i bez dzielenia punktów na żadnym z etapów sezonu. Za takim wariantem opowiada się prezes PZPN – a warto pamiętać, że zarząd związku każdorazowo musi zatwierdzać innowacje w regulaminie rozgrywek przed sezonem, zaś w przypadku zmiany liczebności drużyn istnieje wymóg zwołania Walnego Zgromadzenia delegatów.

 

Do niedawna także część klubów głośno popierała tę nowelę. Problem w tym, że grono zwolenników dzielenia tortu telewizyjnego, jak dowiedział się „Sport" – topnieje. Przy obecnych stawkach wiązałoby się to bowiem z zmniejszeniem wpływu z praw mediowych po około 2 miliony złotych na każdy zespół. Dla wielkich i bogatych, Legii i Lecha, nie byłaby to wielka strata, ale dla pozostałych – znacząca. Prawda jest zresztą taka, że właściciel mistrza Polski, Dariusz Mioduski, publicznie – i konsekwentnie – opowiada się za... zmniejszeniem ligi do 12 zespołów. Zatem trudno oczekiwać, że będzie głosował za rozgrywkami w formule 18-drużynowej. A raczej nieprzypadkowo w ubiegłym tygodniu został przedstawicielem stołecznego klubu w Radzie Nadzorczej ESA, gdzie zapewne zechce stworzyć przeciwwagę dla stronnictwa pro-Bońkowego.

 

Dziś trudno więc przesądzić jaki będzie kształt ekstraklasy w latach 2019-23, mimo że – jak można usłyszeć od dobrze zorientowanych – szef RN ESA, Karol Klimczak, który jest jednocześnie prezesem Lecha Poznań ma tak zwane dobre przeloty z Zibim. A co najmniej poprawne – co w ostatnich latach wcale nie było normą – wypracował z szefem PZPN także Animucki, który zarządza ligową spółką. Na koniec dnia kluby, i to nie tylko te najbiedniejsze, będą bowiem walczyć o jak największe kawałki tortu. Zatem – najprawdopodobniej – stacjom, które przystąpią do przetargu zostanie zaoferowane bazowo (czyli co najmniej) do pokazania na antenie 240 meczów. A więc tyle, ile obejmuje cały sezon w klasycznej formule przy... 16 zespołach, czyli 30 kolejkach. Na dziś taki wariant też jest brany pod uwagę. Nie można jednak wykluczyć, że kompromisową propozycją będzie... kontynuacja ESA 37, której co prawda nie bronią względy sportowe, ale argumenty komercyjne – i to liczne – już tak.

 

Czy liga jest już warta cztery... piwa miesięcznie

Przywołany już właściciel Legii latem ubiegłego roku zadeklarował, że jeśli nowy kontrakt telewizyjny nie będzie gwarantował klubom wpływu na poziomie co najmniej 300 milionów złotych rocznie, uzna to za wielką porażkę ligowej spółki. Mioduski działa, i to aktywnie – obecnie jest wiceprezesem – w ECA (Europejskie Stowarzyszenie Klubów profesjonalnych), dzięki czemu jak nikt inny może śledzić trendy zarysowujące się w Europie. A te zewnętrzne są tak korzystne, jak nigdy dotąd. Nie dość, że prawa do angielskiej Premier League regularnie sprzedawane są za kosmiczne kwoty, to w kolejce – także w La Lidze – ustawiają się internetowi giganci, przede wszystkich Amazon i Facebook. Na razie jeszcze nieśmiało, nie chcą być posiadaczami głównych pakietów, ale jeśli próbne galopy przyniosłyby oczekiwane zyski, należy zakładać, że za kilka lat będziemy świadkami kolejnej rewolucji. Zarówno finansowej, jak i technologicznej. A jest to tym bardziej prawdopodobne, że na świecie futbol sprzedaje się fantastycznie nie tylko jeśli idzie o relacje live, ale też w formach bardziej publicystycznych, a nawet dokumentalnych. O czym świadczy rosnące zaangażowanie światowego hegemona jakim jest Neftlix, w produkcje wokół piłkarskie.

 

Prezes Legii umie oczywiście liczyć, a ma dostęp do danych, które zostały zebrane przed poprzednim przetargiem w ekstraklasie, więc wcale nie rzuca w przestrzeń publiczną kwot nierealnych. A z badań jasno wówczas wynikało, że kibic piłkarski w Polsce jest skłonny bez oporu zapłacić miesięcznie za dostęp do krajowej ligi równowartość... 2 (słownie: dwóch) piw. Czyli dwa euro, co przy ówczesnym przeliczniku dawało 8 złotych. Ostatecznie dostęp skalkulowano na 10 PLN, czyli 2,5 euro, mimo że punktem granicznym, który eliminował większą grupę zainteresowanych ligową piłką była suma 28 złotych. Rezerwy są zatem spore. I to nie tylko dlatego, że obecnie polska gospodarka jest bardziej rozpędzona, a stopa życiowa się podniosła. Otóż relacje są takie, że w Belgii dostęp do ligi skalkulowano na 17 euro, zaś w Holandii – na 18. To oczywiście nadal są bogatsze kraje od Polski, ale pytanie czy aż około 7-krotnie?

 

Gole będą na żywo w internecie

Z wyliczeń ekonomistów jasno wynika, że aż takiej dysproporcji być nie powinno, a po najbliższym rozdaniu wartość kontraktu telewizyjnego – biorąc pod uwagę także, a może przede wszystkim wielkość naszego rynku – powinna sytuować ESA w pierwszej dziesiątce w Europie. Czyli przed Norwegią i Danią, które teraz jeszcze nas wyprzedzają. Okazuje się, że ze wstępnej analizy rynku wynika, że obecnie wszelkimi prawami do polskiego ligowego futbolu (jeśli weźmie się pod uwagę także internetowe i mobilne) mogą być zainteresowane aż 34 podmioty. To naprawdę dużo, należy więc zakładać, że pakietów do nabycia będzie więcej niż w obecnie obowiązującym rozdaniu. Zwłaszcza że świetnie sprzedaje się magazyn ze skrótami w telewizji otwartej, ale także – podobna audycja w internecie. Dlatego w tych sektorach powinny nastąpić największe wzrosty cen i ofert.

 

Innowacje technologiczne to zresztą konik prezesa Animuckiego, który z zysku wypracowanego przez Live Park (spółka-córka Ekstraklasy SA, zajmująca się produkcją sygnału z meczów najwyższej klasy) z kontraktu na realizację ligi... piłki ręcznej zafundował wszystkim 16 klubom ESA system TRACAB, dostarczający wszelkich możliwych danych fitness. To innowacja na miarę Premier League, czy Bundesligi, która nie tylko wyrównuje szanse uczestników rozgrywek (dotąd tylko Legię i Lecha stać było na mierzenie danych motorycznych wszystkich zawodników z taką dokładnością). Pozwala też w sposób bardziej atrakcyjny realizować obraz pokazywany widzowi z poszczególnych spotkań. Co ciekawe, polska strona nabyła technologię od firmy ChyronHego za jedną czwartą tego (licząc za mecz), co zapłacili Niemcy.

 

A to nie koniec modyfikacji na tę rundę. „Sport" dowiedział się, że trwają prace nad aplikacją – ESA w porozumieniu z nc+ – na której będą pokazywane gole jeszcze w trakcie meczów (teraz skróty można prezentować w internecie najwcześniej 5 minut po końcowym gwizdku).

 

Czarny koń może przygalopować ze Sztokholmu

Kwestia najważniejsza – kto wystartuje w przetargu na cztery główne pakiety telewizyjne? Kształt i ich liczba mają zostać rozstrzygnięte po spotkaniach z wszystkimi potencjalnymi oferentami, których finisz zaplanowano w ESA na koniec czerwca. Wedle informacji uzyskanych przez „Sport" na rynku jest obecnie 5 poważnych graczy, którzy powinni rozstrzygnąć rywalizację o podstawowe prawa mediowe na lata 2019-2023 we własnym gronie.

 

Pierwszy to oczywiście aktualny, potrójny, partner Lotto Ekstraklasy. Czyli nc+ (pokazuje sześć meczów w kolejce), Eurosport (dwa spotkania – pierwsze piątkowe i poniedziałkowe) i TVP (magazyn plus mecz finałowy, czyli lidera po 36 kolejce wraz z ceremonią dekoracji mistrza kraju). Pytanie, czy wspomniane podmioty nie są zmęczone współpracą, i czy zechcą złożyć wspólną ofertę, jest oczywiście zasadne. Jako tercet są konkurencyjne nie tylko z uwagi na zasięg narodowego operatora, ale także z uwagi na prawa zagraniczne konsumowane obecnie przez Eurosport, dzięki którym do wspólnej kasy ESA trafia rocznie 13 milionów złotych.

 

Drugi w kolejce, choć niewykluczone, że będzie bardziej zdeterminowany po utracie praw do reprezentacji Polski na rzecz TVP od obecnych posiadaczy praw, jest Polsat. W kuluarach słychać, że właściciel tej stacji już przed kilkoma miesiąca zdeponował w banku 200 milionów złotych z jednej z niedoszłych transakcji – właśnie z myślą o największym pakiecie do ekstraklasy. Ile w tym prawdy, dopiero się przekonamy. Polsat to poważny gracz także ze względu na wiele kanałów dystrybucyjnych – płatnych i otwartych w tradycyjnych pasmach, dzięki ipla w internecie. A jest przecież w stanie skonsumować również prawa mobilne.

 

Trzeci, ale bardzo logiczny z punktu widzenia ESA kontrahent to powiązana z MP&Silva stacja Eleven Sports Network. Co prawda szefowie tego kanału (kanałów) dają do zrozumienia, że mają co robić już przy obecnie zakupionych licznych licencjach, ale skoro telewizja nieustannie się rozrasta i rozwija naprawdę dynamicznie, nie powinna mieć najmniejszego kłopotu z ewentualną obsługą praw do polskich rozgrywek. Należy zatem zakładać, że bardzo aktywnie będzie uczestniczyć w przetargu.

 

FOX Sports od 2015 roku ma chrapkę na prawa do ekstraklasy, a niderlandzkie doświadczenia zbierane przez lata w kanałach FOX Sports Eredivisie dedykowanych holenderskiej ekstraklasie mocno uwierzytelniają tego operatora. Ludzie z koncernu kontrolowanego przez rodzinę australijskiego giganta medialnego Ruperta Murdocha mają świadomość, ile trzeba zapłacić w Polsce za prawa, ale też ile można zarobić. O czym świadczy bardzo dobrze skalkulowana oferta sprzed trzech lat.

 

Modern Times Group z siedzibą w Sztokholmie to stacja najmniej znana w Polsce. Ale  może okazać się czarnym koniem w przetargu. Jest hegemonem nie tylko na rynku szwedzkim, obsługuje również duńską piłkarską ekstraklasę, zbiera doświadczenia na rynku norweskim, a jako operator dysponuje nie tylko tradycyjnymi telewizyjnymi kanałami pan-nordyckimi. Jest także posiadaczem stacji radiowych i serwisu internetowego. Skandynawski pretendent jest zatem kompleksowo przygotowany, a podobno od dłuższego czasu sondował możliwość ekspansji na polski rynek. I przedstawiciele ESA nie musieli specjalnie zachęcać Szwedów do zainteresowania się wymogami zbliżającego się przetargu...

 

O co ESA może pokłócić się z PZPN?

Punktem spornym między ESA i PZPN może okazać się – poza liczebnością ekstraklasy – także termin... rozgrywania finału Pucharu Polski. Obecnie jest stały, w Dniu Flagi Rzeczypospolitej 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tymczasem w większości poważnych piłkarsko państw krajowy puchar ma zwieńczenie po zakończeniu ligi. Kwestia ta z pewnością będzie więc dyskutowana, choć z góry wiadomo, że rozszerzenie liczby zespołów w ekstraklasie wiązałoby się z koniecznością ograniczenia ćwierćfinałów i półfinałów PP do jednego spotkania (obecnie w tej fazie obowiązuje formuła mecz i rewanż).

 

Nie wiadomo również – a tę sprawę także należy wyjaśnić przed ogłoszeniem przetargu na prawa telewizyjne – czy w czterolatce rozpoczynającej się w roku 2019 liga będzie rozgrywana również w poniedziałki. Zbigniew Boniek, który ma aspiracje do bycia głównym rozgrywającym także na naszej ligowej scenie – wielokrotnie krytykował takie rozwiązanie. Natomiast w ESA mają jeden, za to koronny argument – zespoły uczestniczące w Lidze Europy po czwartkowych meczach wyjazdowych nie są w stanie zregenerować się do niedzieli. Co niekorzystnie wpływa na ich miejsce w tabeli i ogólny poziom.

 

Zatem – kwiecień i maj, mimo że to wczesna wiosna, zapowiadają się w tym roku na gorące miesiące w polskim futbolu. To wówczas bowiem powinny zapadać decyzje dotyczące przyszłego kształtu i terminarza ESA oraz PP.

 

Szacunkowa wartość praw mediowych w polskiej ekstraklasie w ostatniej dekadzie:

2008-09 – 120 mln PLN

2009-10 – 120 mln

2010-11 – 120 mln

2011-12 – 90 mln

2012-13 – 100 mln

2013-14 – 110 mln

2014-15 – 120 mln

2015-16 – 145 mln

2016-17 – 150 mln

2017-18 – 158 mln

2018-19 – 165mln

 

Jak wzrastała wartość zagranicznych praw telewizyjnych do meczów polskiej ekstraklasy:

2008 – 1 mln PLN

2012 – 4 mln

2015 – 13 mln

2019 – 25 mln?

Komentarze (6)

Napisz komentarz
No photo
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
~Jontek :
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
Poziom ekstraklasy jest tak wielki ze z TV nie powinno być problemu!Tylko kto to bedzie chciał ogladać!Zabrze to za mało!
14 lut 21:32 | ocena:57%
Liczba głosów:7
43%
57%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~fredredUżytkownik anonimowy
~fredred :
No photo~fredredUżytkownik anonimowy
Oby tylko nie polsat. To byłaby tragedia słuchajac Hajtę
16 lut 08:55 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~mietekUżytkownik anonimowy
~mietek
No photo~mietekUżytkownik anonimowy
do ~fredred:
No photo~fredredUżytkownik anonimowy
16 lut 08:55 użytkownik ~fredred napisał
Oby tylko nie polsat. To byłaby tragedia słuchajac Hajtę
Spokojna twoja rozczochrana. Solorz zakoduje i zaśpiewa sobie tyle za prawa, że tylko nieliczni usłyszą głos tego gamonia Hajty. Skoro za durną siatkówkę brał stówkę, to za piłke ze 3 krzynie.
18 lut 03:31
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii