Krzysztof Pilarz: Do Cracovii z wiecznym sentymentem

Krzysztof Pilarz
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

- Transfer do Termaliki mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że zimą będą na mnie chętni - mówi bramkarz niecieczan.

W ciągu sześciu dni września, idąca do tego momentu jak burza, Cracovia przegrała dwa mecze z beniaminkami z rzędu. Najpierw uległa 2:3 Termalice Bruk-Betowi Nieciecza, a w następnej kolejce 2:4 Zagłębiu Lubin. Po starciu w Lubinie, trener Jacek Zieliński stwierdził, że zespół potrzebuje nowego impulsu i do bramki wstawił Grzegorza Sandomierskiego, w miejsce kapitana Krzysztofa Pilarza. Więcej w barwach "Pasów" doświadczony piłkarz już w ekstraklasie nie zagrał. - Trochę szkoda, że tak wyszło. Czasem coś się ewidentnie zawali i traci się miejsce w składzie. A tutaj nie czułem, żeby zespół przegrał przeze mnie. Na pewno byłem zaskoczony, bo siedem ostatnich meczów sezonu było bardzo dobre, zaczęliśmy też dobrze i nic nie wskazywało na to, że za chwilę pożegnam się z Cracovią - przyznaje Pilarz.

 

W Cracovii od początku mu się układało. - W Ruchu Chorzów radziłem sobie dobrze, ale w Kielcach mi nie wyszło. W Cracovii odbudowałem się po nieudanym pobycie w Koronie - wspomina bramkarz Termaliki. Do Krakowa trafił po tym, jak drużyna spadła z ligi, a z klubu odeszli do Zawiszy Bydgoszcz Wojciech Kaczmarek, dotychczasowy pierwszy bramkarz i jego zmiennik Radosław Cierzniak. Pilarz szybko wywalczył miejsce w składzie, bronił bardzo pewnie, dostał opaskę kapitańską. Wielokrotnie ratował "Pasy" w czasach, gdy - już po awansie - ustawienie z trzema obrońcami kompletnie nie funkcjonowało, a cała Polska mówiła, że Cracovia gra systemem "Pilarz-5-2". - Przeżyłem przy Kałuży wiele naprawdę fajnych chwil, na czele z awansem do ekstraklasy i utrzymaniem, choć byliśmy już skazywani na spadek. Ten czas zapisuję na wielki plus - podkreśla.

 

Wydawało się, że Pilarz, mimo iż Sandomierski spisywał się w drugiej połowie jesieni dobrze, powalczy o miejsce w podstawowym składzie. - Taki był plan, ale wszystko potoczyło się bardzo szybko. Byłem na obozie i nie spodziewałem się, że akurat teraz ktoś będzie mną zainteresowany. Byłem po rozmowie z trenerem Zielińskim i wiedziałem, że wiosnę zacznie w bramce Grzesiek. Okazało się, że po kontuzji Sebastiana Nowaka trener Piotr Mandrysz szukał bramkarza do rywalizacji z Andrzejem Witanem i zdecydowałem się skorzystać z oferty, zwłaszcza, że kontrakt w Cracovii wygasał mi za pół roku. Tutaj jest szansa na dłuższą umowę, choć nie jest wcale powiedziane, że będę grał - tłumaczy 35-letni bramkarz.

 

W barwach Termaliki Pilarz już zadebiutował. Niefortunnie, bo - choć to nie jego wina - musiał aż pięciokrotnie wyciągać piłkę z bramki w meczu z Lechem Poznań. - Wynik był zdecydowanie za wysoki, ale walczymy dalej. Cracovia zaczęła wiosnę z rozmachem. Jest wstanie walczyć o najwyższe cele. Jej atutem jest to, że od lat gra w bardzo podobnym składzie. Środkowi pomocnicy Damian Dąbrowski i Marcin Budziński już od dawna są ze sobą zgrani. Do tego dochodzą umiejętności takich zawodników jak chociażby Mateusz Cetnarski. W ósemce już praktycznie są, więc stać ich będzie w tym sezonie na wiele - chwali Pilarz. Czy dziwnie będzie mu rywalizować z drużyną, której jeszcze niedawno był kapitanem? - Nie traktuję tego tak. Po meczu chętnie porozmawiam z chłopakami, ale wcześniej będę się starał ich zatrzymać. Też gram w fajnym klubie. Takie jest życie piłkarza - mówi doświadczony bramkarz. Coś o tym wie. Termalica jest już jego ósmym klubem w ekstraklasie.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii