Ireneusz Mamrot: Trenerzy z niższych lig powinni mi kibicować

- Zawsze robiła wrażenie praca Waldemara Fornalika z zespołami ligowymi, z Ruchem. Sposób gry, przygotowania motorycznego, o którym mówiło się, że jest trochę nietypowe – to świetny dowód na to, że w Polsce nie brakuje bardzo dobrych trenerów - mówi Ireneusz Mamrot, szkoleniowiec Jagiellonii która na inaugurację wiosny zmierzy się z Piastem Gliwice.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Jagiellonia BIalystok - Piast Gliwice. 26.08.2017
 fot. Irek Dorożański  /  źródło: 400mm

Jest w ogóle sens zastanawiać się, czy przed panem najważniejsze jak dotąd półrocze w życiu?

IRENEUSZ MAMROT: Spokojnie. Skoro już tak do tego podchodzimy, to mimo wszystko pierwsze miesiące w Jagiellonii były istotniejsze. Najważniejsze półrocze miałem zaś kilka lat temu - wtedy, gdy zostawiłem pracę zawodową i poszedłem do Głogowa. To był przełom, próba przejścia na profesjonalny poziom. Drogi były dwie – albo na niego wskoczę, albo wrócę i będę musiał zaczynać swoje życie zawodowe od nowa. Z pewnością teraz przede mną znacząca runda, jeśli chodzi o mój byt w ekstraklasie. Uważam jednak, że kluczowa była ta pierwsza. Spójrzmy na to, co działo się w ekstraklasie; jak wielu trenerów straciło pracę. Ja się utrzymałem. Cieszę się, że jest mi tu dane popracować nie przez miesiąc czy dwa, a znacznie dłużej. Wiosna będzie ważna, lecz ważniejsze było podjęcie tego życiowego kroku przed laty, przejście do Chrobrego i postawienie na futbol.

 

Czy 21 meczów i 4 miejsce w ekstraklasie wystarczyło, by wskoczyć na tę osławioną ekstraklasową trenerską karuzelę?
IRENEUSZ MAMROT: Nie wiem, pewnie trzeba by popytać prezesów klubów. Pojawiłem się jako nowe nazwisko, ale jeszcze muszę trochę popracować. Cały czas powtarzam, że w przypadku trenerów trafiających do ekstraklasy z pierwszej ligi, ich dobra robota stanowić będzie przepustkę dla kolejnych. Trenerzy z pierwszej czy drugiej ligi powinni mi dziś kibicować – tak samo, jak kibicowałem ja. Dla nich inne, szersze spojrzenie klubów ekstraklasowych na nasz rynek to szansa, której nie będzie, jeśli działacze trzymać się będą kręgu tych samych nazwisk.

 

Jeden z piłkarskich frazesów głosi: „uczymy się tej ligi”. To co, nauczył się pan już ekstraklasy?
IRENEUSZ MAMROT: Zawsze coś może zaskoczyć i sprawić, że trzeba szybko podjąć decyzję, zareagować. Moja wiedza przez te miesiące na pewno jest znacznie większa. Jest duża różnica między oglądaniem ekstraklasy z trybun czy sprzed telewizora, a tym, co widzi się w środku. Wbrew temu, co często się powtarza, różnice między nią a pierwszą ligą są duże. Praktycznie pod każdym względem. Musiałem się tego bardzo szybko uczyć.

 

Wiele zaskoczyło?
IRENEUSZ MAMROT: Jestem bardzo zadowolony z pracy z piłkarzami. Układa się do tej pory dobrze. Podoba mi się ich podejście, profesjonalizm. Przypuszczam, że teraz przed nami trochę trudniejsza runda. Jesienią niby mieliśmy liczebnie podobną kadrę, ale w pewnym momencie dotknęło nas sporo kontuzji i praktycznie każdy zawodnik miał moment, w którym dostawał szansę i grał. Teraz rywalizacja jest większa. Od piłkarzy będzie wiele zależało. Trener też musi poświęcić czas tym, którzy nie występują regularnie. Ich podejście do treningu, sposób zaakceptowania tej sytuacji, muszą być odpowiednie. Właśnie pod tym względem świadomość zawodników w ekstraklasie jest większa niż w pierwszej lidze. To zaskoczyło mnie na plus.


Czyli – wbrew temu, co mogłoby się wydawać na podstawie wyższych kontraktów i... większego ego – łatwiej prowadzić piłkarza w ekstraklasie niż pierwszej lidze?

IRENEUSZ MAMROT: 
Tak, bo w ekstraklasie piłkarze rozumieją, że to trener ponosi największą odpowiedzialność za wynik; to on podejmuje decyzje odnośnie składu, sposobu prowadzenia zespołu, systemu gry, taktyki. W pełni to akceptują, potrafią też szybko przestawić się na zmiany. Wiedzą, że trener tego wymaga. Za chwilę może przyjść ktoś inny – i znów trzeba się dostosować. W ekstraklasie rotacja szkoleniowców jest zbyt duża, to wiemy, ale jednocześnie ona uczy zawodników szybkiego dostosowania się do realiów. Podczas mojego pobytu w pierwszej lidze zmian na ławkach było mniej. W niższych ligach nie każdy z zawodników ma takie doświadczenie; bagażu lat pracy z wieloma trenerami. W danym zespole dwóch, trzech, czterech graczy jest w pełni uświadomionych. Pozostali – jakby nie do końca. Czasem wydaje im się, że jakaś rzecz powinna wyglądać inaczej, zostać zrobiona prościej.

 

Czyli w niższych ligach jest więcej maruderów?
IRENEUSZ MAMROT: Pod tym względem żadna szatnia – czy to na poziomie profesjonalnym, czy amatorskim – się nie zmienia. Nigdy zawodnik, który nie gra, nie będzie zadowolony. Różnica jest w funkcji, jaką sprawuje wtedy nawet nie tyle trener, co inni zawodnicy. Oni też muszą pilnować pewnych kwestii, pomagać trenerowi, by w zespole mieć świadomość celu, o jaki się walczy, i realizować go. Trener nie wie o wszystkich sprawach, które dzieją się wewnątrz grupy. W Jagiellonii ważną rolę pełnią starsi zawodnicy. Dbają, byśmy sami sobie nie odbierali i nie komplikowali możliwości grania o wytyczone cele.

 

Spędziliście zimą aż trzy tygodnie na zgrupowaniu w Turcji. Nie mieliście siebie dość?
IRENEUSZ MAMROT: Obawiałem się tego, dlatego drugą wartością obozu – prócz tego, że obyło się bez poważniejszych kontuzji – było to, że zaczynaliśmy go i kończyliśmy w naprawdę świetnej atmosferze. Zmienialiśmy też system gry, a nowe rzeczy to zawsze pewne urozmaicenie, powodujące, że nie ma monotonii. Przez trzy tygodnie nie mieliśmy za wiele luzu. Praktycznie jedynie dwa dni były wolne, a poza tym - tylko jednego dnia nie było podwójnych zajęć. Mimo to, zgrupowanie zostało przepracowane w bardzo dobrych humorach. Trochę się bałem, bo wiemy, jak to jest, gdy grupa długo przebywa ze sobą, nie mając kontaktu z rodzinami. Mówię jednak zupełnie szczerze, że fajnie się to ułożyło.

  


Słowo o tym nowym systemie?

IRENEUSZ MAMROT: Próbowaliśmy nowego wariantu. Gramy 4-2-3-1, ale zamierzamy też operować systemem 4-3-3, by wykorzystać go w poszczególnych meczach, czy też przestawić się na niego już w trakcie gry. Inni przeciwnicy też reagują, dlatego nie chcemy ograniczać się do jednego ustawienia.

 

 

Z tej samej kategorii