Zabrzanie sięgają po orzełka!

Lechia Gdansk - Gornik Zabrze
 fot. Marzena Kacka  /  źródło: Pressfocus

Kiedyś pierwsza reprezentacja - i młodzieżowa także - zbudowane były w lwiej części na zawodnikach Górnika. Mam nadzieję, że te czasy wrócą... - rozmarzył się miesiąc temu trener zabrzan, Marcin Brosz.

Pytaliśmy go wówczas o - nową dla niego - sytuację, w której w tracie tzw. przerwy reprezentacyjnej traci 3-4 zawodników, wyjeżdżających na mecze zespołów narodowych. - Kłopot? Żaden kłopot - wzruszał wówczas ramionami. - Jesteśmy w kontakcie ze sztabami szkoleniowymi poszczególnych reprezentacji, monitorujemy pracę wykonaną przez naszych chłopaków podczas zgrupowań. W kontekście tych powołań mówimy więc przede wszystkim o wyróżnieniu i prestiżu dla klubu. I liczymy, że liczba powołanych będzie się zwiększała. Mam nadzieję, że wrócą jeszcze czasy, w których w kadrze grywało nawet sześciu-siedmiu piłkarzy zabrzańskich - podsumowywał wtedy szkoleniowiec Górnika.

 

Dobili do szóstki!
No i... (prawie) przewidział obecną sytuację. Damian Kądzior - z wezwaniem od Adama Nawałki. Wojciech Hajda - co prawda tylko jako „uzupełnienie taktyczne na treningach” - ćwiczący z podopiecznymi Dariusza Dźwigały, biorącymi udział w turnieju eliminacji ME dziewiętnastolatków. Wreszcie najbardziej pokaźna grupa: czterech „górników” szykujących się do jutrzejszego starcia z Finlandią oraz wtorkowego spotkania z Litwą. Oba - w ramach eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy 2019. Jak by nie liczyć - jest już sześciu!

 

Koniec z wycieczkami!
Dla trójki podopiecznych Brosza nominacja od Czesława Michniewicza to nie nowość: Mateusz Wieteska, Szymon Żurkowski i [Tomasz Loska] „posmakowali” już smaku eliminacji MME miesiąc temu, przy okazji wyjazdowej potyczki z Gruzją. To znaczy... „posmakowali” jest nadużyciem w przypadku tego ostatniego. - Zaliczyłem wycieczkę... - uśmiecha się golkiper, przed którym zadanie trudne: numerem jeden na razie był w tej kadrze Bartłomiej Drągowski z Fiorentiny, numerem dwa - Kamil Grabara z Liverpoolu. Zabrzanin jednak zamierza ową hierarchią „zatrząść”. Choćby po to, by poczuć frajdę z występu w koszulce z orzełkiem na piersi. - Na razie zagrałem w niej tylko w sparingu z Lechem Poznań; 45 minut, ale gola nie puściłem - wspomina wydarzenia sprzed czterech tygodni. Tak naprawdę jednak - niekoniecznie w żartach - przyznaje, że jego marzenia (cele?) sięgają wyżej. - Ten trykot z orzełkiem i tak do Paniówek przywiozę. Z pierwszej reprezentacji! - zapewnia.

 

Nieobecność do odrobienia
Dla Macieja Ambrosiewicza (na zdjęciu) na razie ważna jest przede wszystkim reprezentacyjna nominacja od trenera Michniewicza. Miesiąc temu był jeszcze „tylko” reprezentantem w kategorii U-20, grając w meczach Europa Elite Legue - turnieju może i prestiżowego, ale przecież bez rangi mistrzowskiej. Od tamtej pory... zmienił pozycję na boisku w drużynie klubowej i zapracował na powołanie do młodzieżówki. - Po poprzednim zgrupowaniu chłopaki z kadry U-21 śmiali się, że czekają na mnie; że czegoś im brakowało - uśmiecha się szeroko wychowanek Arki. - Przez te miesiąc po prostu robiłem swoje: trenowałem, grałem i... żyłem myślą, że fajnie byłoby dołączyć do nich. No i jestem!
Z Maciejem rozmawialiśmy przy okazji niedzielnych derbów z Piastem. Kręcił się nerwowo na trybunie. - Zły byłem na siebie za te kartki w meczu z Pogonią (3. i 4. w sezonie, uniemożliwiające występ przeciw gliwiczanom - dop. red.). Dziwnie się czułem, kiedy po przyjeździe na stadion, miast do szatni, musiałem pójść na widownię... Cóż, „odrobię” tę nieobecność zaangażowaniem na zgrupowaniu - zapewniał z uśmiechem.

 

„Znamy się (nie) tylko z widzenia”
Ambrosiewicz do chwili otrzymania wspomnianego powołania do kadry U-20 nigdy nie wcześniej w konsultacji zespołu narodowego w żadnej kategorii wiekowej nie uczestniczył. Nie znaczy to jednak, że Czesław Michniewicz - selekcjoner młodzieżówki - to dla niego postać anonimowa. Wręcz przeciwnie; jechał do Grodziska Wlkp. (bazy naszych młodzieżowców), nucąc pod nosem „Znamy się tylko z widzenia” - czyli hit „Trubadurów”, lekko jednak zmodyfikowany. - Kilka lat temu, w juniorach Arki, uczestniczyłem w treningu pokazowym, prowadzonym przez trenera Michniewicza. I zapamiętałem dokładnie te zajęcia. Raz - że były mocno zaawansowane taktycznie. Dwa - bo każdy z chłopaków „topowemu szkoleniowcowi” chciał się pokazać - wyjaśnia zabrzanin.

 

„Się dopasuję”
Trudno przypuszczać, by z grona kilkunastu nastolatków „polski Mourinho” zapamiętał akurat Ambrosiewicza. Ale... być może „z tyłu głowy” miał jego twarz. Jako mieszkańcy tej samej gdyńskiej dzielnicy - Dąbrowy - mijali się zapewne wielokrotnie na ulicy. I na stadionie Arki też, b szkoleniowiec - zwłaszcza w okresie „oddechu” od pracy ligowej - wpadał na obiekty żółto-niebieskich. - A przed samym powołaniem miałem z trenerem kontakt telefoniczny - mówi piłkarz Górnika. Nie chce jednak („Bo nie wypada...”) zdradzać, co od selekcjonera usłyszał. - Juniorskie lata spędziłem w środku pola i fajnie byłoby znów się tam pojawić u boku Szymona (Żurowskiego - dop. red.) - zabrzanin nawiązuje do początków sezonu ligowego; pojawiał się wówczas w Górniku w roli defensywnego pomocnika. - Ale ostatnio sporo grywałem też na bocznej obronie, więc się dopasuję. Najważniejsze, by tą szansę dostać!

 

Z tej samej kategorii