Alan Czerwiński: Musimy być bardzo... poukładani

Alan Czerwiński
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Ligowej piłki uczył się w GKS-ie Katowice. Teraz gra w ekstraklasie. Wybrał Zagłębie Lubin, klub solidnie prezentujący się w obecnym sezonie.

Dariusz LEŚNIKOWSKI: W szatni Zagłębia już się „godo”, zamiast mówić?
Alan CZERWIŃSKI: - Nie... A skąd to pytanie?

 

Ludzi z Górnego Śląska sporo w lubińskiej szatni. Ale OK, to tylko przekorne pytanie „na rozgrzewkę”. To właściwe brzmi: 835 dni bez ligowego gola, a tu nagle bramka na wagę remisu w Poznaniu. „Smakowała” wybornie?
Alan CZERWIŃSKI: - Fajnie, że wpadło do bramki. Szkoda, że się nie udało więcej wyciągnąć z tego meczu. Choć oczywiście punkt zdobyty przy Bułgarskiej, w meczu, w którym trzeba gonić wynik, jest cenny.

 

Oddając strzał, nawet pan nie spojrzał na bramkarza. Gol „z zamkniętymi oczami”?
Alan CZERWIŃSKI: - Nie. Widziałem chwilę wcześniej, że bramkarz stoi przy krótkim słupku, celowałem więc w długi róg.

 

Skąd w ogóle wziął się Alan Czerwiński pod bramką Lecha?
Alan CZERWIŃSKI: - Jestem „wahadłowym”, więc - zgodnie z taktyką i przyjętymi zadaniami - muszę zamykać akcje drugiego „wahadłowego”. Oczywiście to dużo biegania, ale... ja to zawsze lubiłem. I w Lubinie też staram się iść za każdą akcją.

 

Ale to jeszcze nie faktu, że w tamtym momencie znalazł się pan na faktycznej pozycji „dziewiątki”...
Alan CZERWIŃSKI: - Arek Woźniak wybiegł poza linię boczną „szesnastki” za zbyt głębokim podaniem z lewej strony, więc ja zostałem w polu karnym.

 

Ta bramka to dowód, że okres aklimatyzacji w nowym miejscu i drużynie przebiegł pomyślnie?
Alan CZERWIŃSKI: - Myślę, że tak. Trener Stokowiec miał - jak widać - swój plan na wprowadzanie mnie do drużyny. Nie zagrałem w dwóch pierwszych kolejkach i w Pucharze Polski, ale teraz - kiedy dostałem swoją szansę - wszystko zaczyna iść po mojej myśli. Zresztą tak naprawdę już nie tylko w spotkaniach ligowych, ale na każdym treningu muszę pokazywać, że mogę być przydatny drużynie.

 

Jakieś zaskoczenia taktyczne, boiskowe?
Alan CZERWIŃSKI: - Nie. Grywałem już w systemie 1-3-5-2, który stosujemy w Lubinie, więc pozycja „wahadłowego” nie jest dla mnie nowością. Na pewno natomiast na tej ogólnej taktyce jest bardzo osobista, konkretna „pieczęć” trenera Stokowca: wymóg twardej, agresywnej gry, natychmiastowej próby odbioru piłki. Trener ma swoją filozofię i pomysł na drużynę. I odpowiednich do niego wykonawców.

 

Brzmi ambitnie. Kroi się medal w Lubinie?
Alan CZERWIŃSKI: - Nie chciałbym składać deklaracji, za nami raptem pięć kolejek. Lepiej skupiać się na każdym kolejnym meczu.

 

Przymierzał się pan do ekstraklasy przez parę lat: do Białegostoku, do Krakowa. Znalazł się pan jednak w Lubinie. Dobry wybór - z perspektywy tych kilku tygodni?
Alan CZERWIŃSKI: - O stronie sportowej już mówiłem: dobrze mi w takim ustawieniu. A inne kwestie? Może to wyświechtane stwierdzenie, ale w Zagłębiu wszystko poukładane jest tak, że można skupić się wyłącznie na „byciu piłkarzem”. Inna rzecz, że i my musimy być bardzo... poukładani. Wszystko jest dla trenera ważne: ot, choćby to, czy w szatni odpowiednio poustawiane są buty. Uczę się takich rzeczy, bo wcześniej nie byłem przyzwyczajony do tego, że można - trzeba! - zwracać uwagę nawet na takie, najmniejsze, szczegóły. Ale to ma swoje uzasadnienie: porządek z szatni w jakimś stopniu przenosi się na boisko.

 

„Czarne diamenty” zamieniane w miedź, czyli o piłkarzach ze Śląska w Lubinie

 

 

Z tej samej kategorii