Hipnoza majowa, jak zawsze

Jagiellonia Bialystok - Cracovia Krakow
 /  fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Przystawka w piątek, danie główne w niedzielę. Chociaż tak naprawdę mogłoby być dokładnie odwrotnie. Oba bieguny tabeli wydają się równie pasjonujące.

Od lat nic się nie zmienia – maj to ulubiony miesiąc kibica. Przynajmniej tego piłkarskiego. Trzy ligowe kolejki na przestrzeni 10 dni generują taki trans, jakiego trudno doznać na arenach niefutbolowych. To prawie hipnoza. Jedna fala emocji nie zdąży jeszcze opaść, a już nadciąga następna. Ta najbliższa uderzy w piątek wieczorem…

 

Sceneria ta sama
Bitwa o złoto to danie główne, zarezerwowane na niedzielę. Na przystawkę dostajemy szarpaninę o życie, choć tak naprawdę mogłoby być dokładnie odwrotnie. Oba bieguny tabeli wydają się równie pasjonujące.
Zespoły ze strefy spadkowej w piątkowy wieczór zagrają poza domem. Najpierw Arka we Wrocławiu, potem Ruch w Krakowie. Obie ekipy miały w tym sezonie chwile wielkości na stołecznym gruncie – gdynianie sięgnęli tam po krajowych puchar, a chorzowianie koncertowo rozbili obrońców tytułu. Dzisiaj nie ma to jednak żadnego znaczenia. Liczy się już tylko siła grawitacji. Każdy, kto zrobi krok do tyłu zamiast przed siebie, musi liczyć się z upadkiem z dużej wysokości. Sceneria jest dobrze znana - ostatnie akty tego widowiska, jak co roku, rozgrywają się nad przepaścią.

 

Bogaci w opałach
Z potyczek sobotnich najbardziej elektryzująco zapowiada się ta w Gliwicach. Piast podejmie Górnika Łęczna i po raz kolejny zagra o honor Górnego Śląska. Coraz bardziej realny wydaje się bowiem wariant ekstraklasy z jednym lub bez żadnego zespołu z najbogatszego regionu kraju. Od razu sprecyzujmy – najbogatszego, jeśli chodzi o historię, tradycje i liczbę sportowych podmiotów.
Albo Piast, albo nikt? Zaprotestują pewnie najzagorzalsi kibice z Chorzowa i Katowic, a może nawet z Zabrza. Nie zaprzeczą jednak, że najwięcej powodów do optymizmu mają dzisiaj kibice właśnie „Piastunek”. Niby tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, ale przecież… w samej ekstraklasie łatwo naliczyć pięć klubów, które chętnie by się z gliwiczanami zamieniły.

 

Chronologia profitów
Areny starć wagi ciężkiej to ponownie Polska północna – tym razem Poznań i Białystok. Sto osiemdziesiąt minut bezpardonowej batalii o miejsce w historii, sławę i pieniądze. Koniecznie w tej kolejności.
Mistrza Polski w ten weekend jeszcze nie poznamy, ale może dowiemy się, jak wielką krzywdę zrobił Jagiellonii trener Michał Probierz, dopuszczając do wycieku informacji o jego spodziewanej emigracji. Piłkarz powinien być profesjonalistą i wzruszyć ramionami, ale na tym etapie rywalizacji zawsze bezpieczniej jest unikać wszystkiego, co może wywołać w szatni mniejszy lub większy ferment. W tym przypadku ktoś tego nie dopilnował.
Legioniści tymczasem po raz pierwszy bronią fotela lidera i jadą do stolicy Podlasia z podniesioną przyłbicą. Wiedzą, że skoro otwierają tabelę, nie mając w drużynie napastnika z prawdziwego zdarzenia, to muszą być szalenie mocni. Przy okazji za wspomniane na wstępie emocje możemy dzisiaj podziękować dwóm panom - Nemanji Nikoliciowi i Aleksandarowi Prijoviciowi. Gdyby zostali w Warszawie do lata, dzisiaj ostrą amunicją strzelano by do siebie prawdopodobnie tylko na jednym biegunie tabeli…

 

Z tej samej kategorii