Kiedy noc bywa za krótka...

Człowiek niewyspany funkcjonuje gorzej, a ekstraklasa „spała” w tym sezonie wyjątkowo krótko. Grać jednak trzeba, a to przecież lepsze od żmudnego trenowania.

KGHM Zaglebie Lubin - Piast Gliwice
 fot. Pawel Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Ekstraklasa nie kazała nam długo w tym sezonie na siebie czekać. Z zimowego snu obudziła się najwcześniej w dziejach rozgrywek i chociaż od kilku sezonów, a dokładniej - od wprowadzenia w życie projektu ESA 37 - zdążyliśmy się przyzwyczaić do lutowego grania, to nie ulega wątpliwości, że tym razem jest wyjątkowo wcześnie. Kiedy cztery lata temu rozgrywki wznowiono meczem Podbeskidzie - Widzew, igrzyska trwały w najlepsze, a Kamil Stoch był już mistrzem olimpijskim. Dziś, w godzinie rozpoczęcia meczu w Płocku, jeszcze nim nie będzie. Miejmy nadzieję, że dzień później to się zmieni. Nie zmieni się natomiast to, że drużyn z tamtego meczu w najbliższej kolejce ekstraklasy nie zobaczymy...

 

Nawet krócej żyjemy...
W Internecie bez większego trudu można znaleźć naukowe mądrości na temat tego, do czego może doprowadzić zbyt krótki sen. Piłkarze, generalnie, nie należą do rannych ptaszków. Artur Boruc np. nigdy nie ukrywał tego, że na śniadanie, nawet w domu, zawsze przychodzi ostatni. Odnosząc się jednak do całości zagadnienia: człowiek niewyspany jest narażony m.in. na wzrost wagi, wzrost ciśnienia tętniczego krwi, spadek odporności i zapominalstwo. Kiedy noc bywa za krótka, trudniej nam kontrolować emocje, mamy wrażenie, że nic nam się nie chce, gorzej pracujemy, a nawet... krócej żyjemy. Kilka z tych negatywnych dla naszego funkcjonowania elementów można, bez trudu, odnieść do naszych ulubionych rozgrywek i wcale nie mówimy o tym, co czeka nas już za kilkanaście godzin. Nie wszyscy piłkarze wyglądają jak posąg z rzeźby Myrona, a niektórymi swoimi zachowaniami na boisku podnoszą ciśnienie kibicom. Ci zaś czasami nie kontrolują emocji, a gorsze dni w pracy przytrafiają się np. arbitrom. Nawet nam, dziennikarzom, zdarza się z kolei, od czasu do czasu, zapomnieć zadać ważne pytanie. Taka jest ekstraklasa...

 

Nic do stracenia, wiele do zyskania
Jednak w żadnym wypadku nie możemy traktować powrotu, który zrównał się w czasie z najważniejszą zimową imprezą czterolecia, w kategoriach nieprzyjemnej konieczności. Owszem, gdzieniegdzie zabraknie kojącej zieleni murawy, bo jej barwa nie będzie tak intensywna jak na wiosnę. Idąc dalej tym tokiem rozumowania: boiska nie pozwolą na wirtuozerię. Zespoły, niektóre dosyć poważnie przemeblowane, będą potrzebowały nieco czasu, aby zyskać „swój styl gry”. Trenerzy mieli miesiąc na to, aby przygotować swoje drużyny. Może to mało czasu, ale zawodnicy zawsze podkreślają, że od treningów wolą mecze. Zatem niech grają, bo grając w naszej ekstraklasie, do stracenia mają niewiele, a do zyskania - całkiem sporo. Kto będzie mistrzem, kto królem strzelców, kto spadnie? Na te pytania, otwierając dyskusję, która trochę potrwa, odpowiadają na wcześniejszych stronach nasi eksperci. Teraz czas na ligowców. Na zweryfikowanie prognoz czasu jest aż nadto.

 

Z tej samej kategorii