Niespodziewane turbulencje Ślązaka w bramce Wisły Kraków

Michał Buchalik niespodziewanie został w lecie w Wiśle Kraków i awansował na pierwszego bramkarza. To się jednak może zmienić.

Michał Buchalik
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Ostatnie dwa mecze nie były dla Michała Buchalika zbyt udane. Pochodzący z Rybnika bramkarz w starciach z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza i Górnikiem Zabrze puścił aż sześć goli. Przy niektórych nie był bez winy. W meczu ze „Słoniami” przepuścił piłkę między nogami, po strzale Szymona Pawłowskiego, a przeciwko zabrzanom puścił gola bezpośrednio z rzutu rożnego i nie popisał się przy uderzeniu Szymona Żurkowskiego, które skutkowało trzecim golem. - Trzecią bramkę muszę wziąć „na klatę”, nie ma o czym gadać. Nie widziałem momentu strzału, ale wydaje mi się, że ta piłka była jak najbardziej do wybronienia. Co do bramki z rożnego, wiem, że Szymon Matuszek absorbował moją uwagę – twierdzi golkiper krakowian.

 

Wariant rezerwowy
Gdyby nie dwa ostatnie mecze, 28-latek przeżywałby miesiące jak z bajki. W połowie czerwca dowiedział się z komunikatu na stronie klubowej, że Wisła nie przedłuży z nim kontraktu. Nowym numerem jeden miał zostać Hiszpan Julian Cuesta, a jako jego zmiennika dyrektor sportowy Manuel Junco chciał ściągnąć Słowaka Martina Vantrubę ze Spartaka Trnawa. Tego drugiego nie udało się jednak pozyskać, a trener Kiko Ramirez wstawił się za Buchalikiem i ostatecznie klub zaproponował mu nową, roczną umowę. Bramkarz, który w poprzednich dwóch sezonach, cały czas zmagał się z kontuzjami, przez co nie rozegrał ani jednego meczu, nie wahał się długo. - Nie miałem innych ofert z ekstraklasy. Pomyślałem sobie, że warto w niej zostać. Nawet w roli rezerwowego. Spodziewałem się, że rozpocznę sezon na ławce, ale cały czas miałem w głowie to, że rezerwowy bramkarz zawsze jest blisko gry. Różne rzeczy się przytrafiają – zaznacza. Dla niego i tak był to awans w hierarchii, bo wiosną, gdy już był zdrowy, był golkiperem numer trzy, za Łukaszem Załuską i Michałem Miśkiewiczem.

 

Cuesta naciska
W czwartej kolejce, przeciwko Wiśle Płock, Cuesta doznał kontuzji mięśniowej. Buchalik wreszcie wskoczył do bramki i jak na razie miejsca nie oddał, prezentując przez długie miesiące życiową formę. Hiszpan wrócił do zdrowia, ale od kilku tygodni mecze ogląda jedynie z ławki rezerwowych. - Nie rozmawiamy zbyt dużo, bo bariera językowa trochę nas ogranicza, ale staramy się porozumiewać po angielsku. Wiem, w jakiej jest sytuacji i że jest mu ciężko. Przychodził jako numer jeden, zaczął sezon w bramce, a przez kontuzję stracił w niej miejsce. Wrócił już do zajęć i czuję, że wraca do swojej normalnej dyspozycji – podkreśla Buchalik. Dopiero dwa ostatnie mecze mogły dać Cueście nadzieję na powrót do bramki. Kiko Ramirez będzie miał teraz ból głowy, na kogo postawić w starciu z płocczanami. Cuesta był jego pierwszym wyborem, ale Buchalik ostatnimi miesiącami zapracował na większe zaufanie. Teraz dopiero, po jego błędach, okaże się, czy został ponownie numerem jeden Wisły na dobre i na złe. Nawet jednak, jeśli będzie musiał wrócić na ławkę, ostatnie miesiące pokazały, że potrafi wyjść z trudnych sytuacji i nie poddaje się nawet, gdy klub ogłasza, że już go nie chce.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
Głupie usprawiedliwianie swych błędów.
Ja też ostatnio zrobiłem kupkę do piżamki bo śniło mi mi się że siedzę na kibelku.
6 gru 22:17 | ocena:67%
Liczba głosów:3
33%
67%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii