Moją religią jest życzliwość - Seweryn Kiełpin odkrywa filozofię Wschodu

Górnik jest ważny w jego życiu. Zabrze też. I ludzie z Zabrzem i z Górnikiem związani. W meczu Wisła Płock - Górnik Zabrze jednak nie zagrał. Thomas Daehne - nowy nabytek „nafciarzy”, w dwóch ostatnich sparingach zimowych nie wpuścił Seweryna Kiełpina do bramki nawet na minutę, i to na Niemca postawił w piątek Jerzy Brzęczek. Ryzyko? Patrząc na gole tracone przez płocczan (niezależnie od końcowego wyniku) - i owszem.

A przecież jeszcze jesienią niezastąpiony był między słupkami właśnie Kiełpin: 21 pełnych meczów. Sezon wcześniej - właściwie też, przynajmniej do momentu, w którym występy uniemożliwiła mu kontuzja. - Rywalizacja jest w każdym klubie. W Płocku konkurowałem o miejsce w składzie m.in. z Bartkiem Kanieckim, który miał ekstraklasowe doświadczenia z Widzewa, a kiedyś dostał nawet powołanie od Leo Beenhakkera do kadry. Potem na moje miejsce ostrzył sobie ząbki Mateusz Kryczka, wyróżniający się w pierwszej lidze bramkarz Dolcanu Ząbki. Ale bramkarzem jestem, to... umiałem się obronić - uśmiecha 30-letni golkiper. Niestraszna mu wspomniana rywalizacja o miejsce w składzie, bo tak naprawdę... „wyszarpał” do dziś w swej przygodzie z piłką chyba więcej, niż mu prorokowano.

Te przeklęte centymetry

184 - taka liczba figuruje w jego „arkuszu personalnym” w rubryce „wzrost”. Dużo? Nie dla golkipera... - Ja z tym problemu nie miałem, bo mam inne atuty. Ale miewali... trenerzy. Jako dzieciak zbierałem wiele wyróżnień na różnych turniejach jako najlepszy bramkarz. Jako 16-latek dostawałem już zaproszenia na treningi z pierwszą drużyną. Ale gdy mój menedżer proponował mnie klubom - również zagranicznym - zawsze „na dzień dobry” padało sakramentalne: „Ile ma wzrostu?”. Słysząc odpowiedź, rozmówca zwykle odkładał słuchawkę - wspomina Sewer. Może i dlatego nie dostał nigdy szansy w macierzystym Górniku, choć był jego zawodnikiem od 7 do 18 roku życia, a bramkarskiego abecadła uczył go Jerzy Machnik. - Jemu zawdzięczam wszystko, co umiem. Wiele razy mówiono mi w życiu, że czym jak czym, ale techniką bramkarską mogę zaimponować. A zatem: „Dzięki, panie trenerze” - również i tą drogą nasz rozmówca kłania się nisko odkrywcy i szlifierzowi talentów m.in. Łukasza Skorupskiego i Tomasza Loski.

W polonezie „Leona”

Zabrze to generalnie ważne dla bramkarza Wisły miejsce. Nie tylko trenował w Górniku, ale i chodził do zabrzańskiego liceum. I kibicował drużynie z trybun - zresztą ze starszym o dwa lata bratem Emanuelem. To on „natchnął” go do tego, by zmienić rolę na murawie. - Zaczynałem jako obrońca, ale zawsze podziwiałem brata, który był bramkarzem. Zainspirował mnie. Wziąłem kiedyś od niego rękawice, stanąłem między słupki i... tak już zostało.
Emanuela do dziś można spotkań w sektorach „Torcidy”. Teraz - być może w koszulce z autografem Igora Angulo. Sewer podrzucił ją bratu sam, po niedawnym jesiennym meczu charytatywnym Górnika w Sierakowicach. Do domu w Gliwicach - akurat w lidze była przerwa na kadrę, więc z Płocka ściągnął „w stare kąty” - przywiózł mu ją zaś osobiście Stanisław Sętkowski, czyli znany na cały kraj „człowiek z dzwonkiem” z Roosevelta. - „Leon” to dla mnie wyjątkowa postać. „Za bajtla” po treningach woził często Zabrza do Gliwic mnie i Wojtka Popiela. Tak, tym polonezem, którym jeździ do dziś - z postawionymi na sztorc wycieraczkami - śmieje się golkiper Wisły.

Najlepsze, co mogło się Sewerynowi Kiełpinowi przydarzyć w Zabrzu: znajomość ze Stanisławem Sętkowskim...

Z tej samej kategorii