Oskar Zawada: Nie mam już czasu na nowości

Rozmowa z Oskarem Zawadą, piłkarzem Wisły Płock.

Oskar Zawada
 /  fot. Michał Lada/Wisła Płock  /  źródło: Materiał prasowy

Dariusz LEŚNIKOWSKI: Za panem pierwszy w polskim klubie seniorskim zimowy okres przygotowawczy. W Niemczech trwa on dużo krócej. Było trudno - zwłaszcza w styczniu, kiedy Wisła „ładowała akumulatory” w Cetniewie?
Oskar ZAWADA: - Nie. Miałem w Niemczech wielu trenerów. Poznałem i lekkie treningi, i takie, po których... się wymiotuje. Nic mnie tu nie zaskoczyło, choć faktem jest, że tak mocnej zimowej pracy, jakiej doświadczyłem na pierwszym zgrupowaniu, na Zachodzie się nie wykonuje. Przerwa jest tam dużo krótsza.

 

Swoją drogą - skąd ten pomysł wyjazdu do Niemiec w tak młodym wieku?
Oskar ZAWADA: - Z Dobrego Miasta - skąd pochodzę i gdzie zaczynałem kopać piłkę - niełatwo się wyrwać do wielkiego futbolu. Moim marzeniem zawsze była gra w ekstraklasie i miałem nadzieję, że do nie j kiedyś trafię. Ale kiedy zagrałem w juniorskiej reprezentacji Polski - przeciwko Słowacji, przeciwko Niemcom - pojawiły się zagraniczne propozycje - z Włoch, z Anglii, z Niemiec właśnie... No i nagle okazało się, że jest i inna droga rozwoju. Było trochę myślenia; w końcu miałem tylko 16 lat. Uznałem jednak, że być może będę lepszym piłkarzem, niż gdybym dalej szkolił się wyłącznie w kraju.

 

I udało się?
Oskar ZAWADA: - Myślę, że tak. Przy moim wzroście nie jest łatwo być dobrym technikiem i potrzeba więcej czasu na poprawę tych elementów. Na Zachodzie zaś - mam wrażenie - ten nacisk na futbol techniczny jest dużo większy niż w Polsce. To była dobra szkoła piłki i... życia. Od samego początku pobytu w Niemczech zobaczyłem inny świat piłkarski. Nie spodziewałem się na przykład, że nawet na siedemnastolatka każdego dnia w szatni czekać będą czyste, pachnące i uprasowane stroje, złożone w kosteczkę. Do tej pory przyzwyczajony byłem do tego, że trenuję we własnym sprzęcie i sam o niego dbam. Generalnie wszystko było czymś nowym dla chłopaka wyjeżdżającego z 15-tysięcznego miasteczka.

 

Dlaczego akurat Wolfsburg?
Oskar ZAWADA: - Bo po 1-2 wizytach poczułem, że to jest „to miejsce i ten klimat”. Owszem, były zaproszenia z Aston Villi, z Fiorentiny. Ale do Niemiec było najbliżej, a i niemiecki jakoś najłatwiej mi przychodził.

 

Przyjeżdżał pan do VfL z jakimś określonym „planem czasowym”? Powiedzmy: „za dwa lata chcę być w pierwszej drużynie”?
Oskar ZAWADA: - Nie. Nie miałem wielkich oczekiwań, ruszając trochę „w nieznane”. Konkurencja zresztą na miejscu była ogromna w zespole U-17, by wymienić choćby Julian Brandta (dziś Bayer Leverkusen - dop. red.) czy Federico Palaciosa Martineza (obecnie FC Nuernberg - dop. red.). Generalnie przebija się zaś do pierwszej drużyny jedna osoba z danego rocznika. W sumie więc poczytuję to sobie za sukces, że po dwóch latach treningów z juniorami zacząłem regularnie trenować z zespołem seniorów. Początkowo pomagał mi Mateusz Klich, potem Kuba Błaszczykowski. A kiedy ich nie było, złapałem w szatni dobry kontakt z Brazylijczykami i Hiszpanami.

 

Szansy na debiut w 1. Bundeslidze jednak pan nie dostał. Wypożyczenie do Twente było „poszukiwaniem minut” na boisku?
Oskar ZAWADA: - Wszystko rozgrywało się wtedy dość szybko. Skauci holenderscy zwrócili na mnie uwagę w trakcie meczu Niemcy - Polska drużyn U-20. Szczegóły przeprowadzki dopięto w ostatnim dniu zimowego okienka transferowego 2016. Wiedziałem, że łatwo nie będzie: miałem za sobą trzymiesięczną rehabilitację po kontuzji i zaledwie trztygodniowe treningi. To w końcu dało znać o sobie, ale z pięciu pierwszych meczów byłem bardzo zadowolony. Niedosyt pozostał jedynie z powodu braku bramek. Częściej trafiałem w słupki i poprzeczki, niż do siatki. Wydaje mi się jednak, że i tak wyciągnąłem dużo z tego pobytu, bo praktycznie w każdym meczu przebywałem na boiskach Eredivisie.

 

Nie było pomysłu pozostania w Holandii?
Oskar ZAWADA: - Był. Już po miesiącu pobytu w Enschede zaczęły się na ten temat rozmowy. Ale Twente groziła wówczas dyscyplinarna degradacja do II ligi. Ba; nawet taka decyzja zapadła. Wróciłem więc do VfL, zacząłem przygotowania do nowego sezonu, a wtedy przyszła informacja, że karę jednak uchylono. Cóż... Zostałem na kolejne pół roku w Wolfsburgu. VfL nie zgodził się bowiem na kolejne wypożyczenie.

 

Porażka?
Oskar ZAWADA: - Nie. Na palcach jednej ręki można policzyć tych chłopaków, którym udało się przebić z zespołów młodzieżowych do pierwszej drużyny VfL. Wziąłem to pod uwagę, bo przecież z rezerw trudno się przebić do reprezentacji młodzieżowej - a to był jeden z moich celów. Wtedy - zimą 2017 - pojawiło się po raz pierwszy zainteresowanie ze strony Wisły Płock. Uznałem jednak wówczas, że jeszcze przez chwilę „dam sobie szansę” w 2. Bundeslidze. Stąd wybór Karlruher SC. Pechowy, nie pechowy... Zacząłem dostawać regularnie szansę dopiero w końcówce sezonu. W pięciu ostatnich meczach zdobyłem dwa gole, znalazłem się nawet w jedenastce kolejki. Sęk w tym, że KSC spadł. Na występy w 3. Bundeslidze – gdzie gra się przede wszystkim siłowo – ochoty już nie miałem. Czułem, że stać mnie na grę i na rozwój w lepszej piłkarsko lidze. Były jednak naciski ze strony klubu, a przede wszystkim trenera (Marc-Patrick Meister - dop. red.). Zostałem, ale szkoleniowca... po piątej kolejce zwolniono. U nowego zaś z napastnika numer jeden stałem się numerem czwartym. Jesień de facto została spisana na straty, a ja podjąłem decyzję, że zimą wracam do kraju. Była propozycja z angielskiej League Championship, z 2. Bundesligi, ale ja jednak - bodaj już w październiku czy listopadzie - zdecydowałem się na Wisłę. Nie mam już czasu na nowości - czyli np. wyjazd do Anglii. Chcę jak najszybciej grać, a o to w Polsce - gdzie aklimatyzacji mi nie potrzeba - powinno być łatwiej.

 

Cele na wiosnę w Płocku?
Oskar ZAWADA: - Grać. Nic więcej. Nie myślę o 5 czy 10 bramkach, ale o minutach na boisku. Wisła - proponując mi 3,5-letni kontrakt - dała mi duży kredyt zaufania i możliwość rozwoju, ale ja właśnie takiej stabilizacji - więzi dłuższej niż pół roku - potrzebuję.

 

Wisła dziś balansuje na krawędzi grupy mistrzowskiej i spadkowej. Pańskie prognozy na 9 najbliższych kolejek?
Oskar ZAWADA: - Jest w tym zespole duży potencjał, więc wydaje mi się, że miejsce w czołowej ósemce powinno być absolutnie będzie w naszym zasięgu. Są w ekipie wyjadacze, ale jest i młodzież z ambicjami reprezentacyjnymi - na razie w młodzieżówce. Jestem tym wszystkim bardzo pozytywnie zaskoczony.

 

Z tej samej kategorii