Józef Drabicki: Menedżerowie nie są pijawkami

- Menedżer w pierwszej kolejności ma zabezpieczyć interesy zawodnika, którego reprezentuje, a nie siebie. Często jest jednak tak, że to prowizja jest ważniejsza niż los piłkarza - uważa były prezes i dyrektor Piasta Gliwice.

JOZEF DRABICKI
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Michał ZICHLARZ: Kto rządzi śląską piłką? Właściciele, prezesi, trenerzy, piłkarze czy menedżerowie?
Józef DRABICKI: - Hmm… W dużej mierze właściciele. Z litery prawa powinno być tak, że o wszystkim powinien decydować prezes i zarząd. W praktyce są to rady nadzorcze, poprzez swoich właścicieli podejmujące wiążące decyzje i decydujące o wszystkim. Tak nie powinno być, bo często zasiadają w nich osoby, które nie do końca mają rozeznanie w sprawach sportowych. To specjaliści od zarządzania, finansów czy prawa. Potem, kiedy przychodzi do rozmowy z menedżerem, to dla osoby z rady nadzorczej on może okazać się guru, autorytetem. Jeszcze raz powtórzę: nie powinno tak być. To bolączka naszej ligowej piłki.

 

Menedżerowie to pijawki, które psują piłkę, czy ludzie, bez których współczesny futbol nie może się obyć?
Józef DRABICKI: - Menedżerowie nie są pijawkami. Jest tak jednak wtedy, kiedy klub im na to pozwoli. Menedżer jest usługodawcą w stosunku do piłkarza, którego reprezentuje, i do klubu. Powinien się kontaktować z dyrektorem sportowym, który ma wszelką wiedzę dotyczącą funkcjonowania klubu, jego budżetu, strategii, możliwości i nie powinien być uwikłany w jakieś dziwne powiązania. Menedżer w pierwszej kolejności ma zabezpieczyć interesy zawodnika, którego reprezentuje, a nie siebie. Często jest jednak tak, że to prowizja jest ważniejsza niż los piłkarza.

 

Przez lata, najpierw jako dyrektor Piasta, a potem prezes klubu z Gliwic, miał pan możliwość współpracy z różnymi menedżerami. Jak to wyglądało?
Józef DRABICKI: - Z warsztatowego doświadczenia wiedziałem, czego potrzeba klubowi. Rozmawiałem z wieloma menedżerami, o których miałem dobre zdanie. To dotyczyło Pawła Wojtali, Marka Citki czy Janusza Pontusa, o którym różnie mówiono, ale był konkretną osobą, a nie jakimś demagogiem. Jak pokazał czas, dobrze pokierował karierą takich zawodników jak Glik, Wilczek czy Matuszek. Podam przykład, kiedy trafiał do nas Glik. Miał wtedy dziesięć razy lepszą ofertę z angielskiego Stoke City. Wybrał jednak ze swoim menedżerem Piasta, bo tutaj widział dla siebie miejsce do dalszego rozwoju. To rola dyrektora sportowego, żeby przekonać piłkarza do takiej decyzji, a nie kogoś z rady nadzorczej, kto o sportowych sprawach nie ma pojęcia, a chce być kimś wielkim.

 

Przeanalizowaliśmy przynależność śląskich piłkarzy i wychodzi na to, że są w kilkunastu agencjach menedżerskich. To dobry układ?
Józef DRABICKI: - Zdecydowanie! Takie zróżnicowanie jest jak najbardziej wskazane. To lepsze niż sytuacja, kiedy w danym klubie są zawodnicy jednego menedżera, bo to niezbyt zdrowe. U jednego jest przecież dobry napastnik, a u innego obrońca, wtedy klub może wybierać, a to zdecydowanie bardziej higieniczne.

 

Z tej samej kategorii