Michal Papadopulos wspomina Lubin: „Przydałby się w Piaście Szymek Pawłowski!”

ZAGLEBIE LUBIN - RUCH CHORZOW
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Cztery i pół roku czeski napastnik występował w barwach Zagłębia Lubin. Dziś (godz. 18.00) - po raz drugi w karierze - zjedzie na lubiński stadion z kolegami z Gliwic. Z poprzedniej wizyty „zabrał” na Okrzei gola. Jak będzie teraz?

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Piast wreszcie zaczął zdobywać gole - dwa strzelił Sandecji - ale pan pełnej satysfakcji nie miał. Pana nazwiska na liście strzelców zabrakło...
MICHAL PAPADOPULOS: Ja to się cieszę przede wszystkim z tego, że po 2-3 meczach bez dobrej okazji, wreszcie taką miałem (w 73 minucie - dop. red.). Zresztą nie tylko ja... Musimy jednak je wykorzystywać! Ta moja - przy stanie 1:1 - mogła przecież sprawić, że mecz potoczyłby się zupełnie inaczej.

Miał pan trochę czasu, by pomyśleć nad wariantem zakończenia tej akcji. Były inne opcje w głowie?
MICHAL PAPADOPULOS: Pewnie były, ale w tamtym momencie uznałem, że strzał z 15 metrów to najlepsze rozwiązanie. Ale - jak widać - niezbyt dobre jak na Michała Gliwę. Ale ma sezon!

Wy - wręcz przeciwnie. Idzie „jak po grudzie”...
MICHAL PAPADOPULOS: Po zgrupowaniu w Kamieniu - co zresztą było widać już w meczu z Sandecją - może być już tylko lepiej. Ja przynajmniej świetnie się po tym obozie czuję.

Zdaje się, że dostaliście tam mocno „w kość”. Prezes Piasta w jednym z wywiadów powiedział, że we wcześniejszych spotkaniach widać było, iż „cierpicie na boisku”. Miało to znaczyć, że brakowało wam sił. Prawda to?
MICHAL PAPADOPULOS: Nie chcę oceniać pracy trenera Wdowczyka; mogę mówić jedynie o jej efektach w moim przypadku. A prawdą jest, że brakowało mi trochę „pary” w końcówkach meczów. W Kamieniu, z trenerem Fornalikiem, na pewno pracowaliśmy ciężej i intensywniej niż wcześniej. Ale pamiętajmy, że to zawsze indywidualna sprawa: jedni do złapania optymalnej dyspozycji potrzebują więcej luzu, inni - „przykręcenia śruby”. Ja należę do tych drugich.

I do Lubina - dobrze sobie znanego - pojedzie pan po kolejną bramkę?
MICHAL PAPADOPULOS: Oby! Natomiast faktem jest, że już nie będzie to ani tak szczególny mecz, ani - ewentualnie - tak szczególny gol. Jednego już tam zdobyłem dla Piasta (12 maja br. - dop. red.). Dreszczyk jednak jest; w końcu spędziłem tam 4,5 roku. A kibice chyba zapamiętali mnie sympatycznie: ostatnie przyjęcie z ich strony było miłe.

W Zagłębiu miewał pan sezony, w których zbliżał się pan - albo i przekraczał tę granicę - do 10 trafień ligowych. Dobrzy „asystenci”?
MICHAL PAPADOPULOS: Zwłaszcza jeden - Szymon Pawłowski. Znaleźliśmy „chemię”, świetnie się rozumieliśmy. Przydałby się w Piaście (śmiech), choć oczywiście Sasza Żivec - oby wrócił jak najszybciej - też potrafi dograć taką piłkę, jak Szymek.

Dziś „na językach” całej ligi jest Jakub Świerczok. Nie zazdrości mu pan trochę tej obecnej formy?
MICHAL PAPADOPULOS: Wręcz przeciwnie. Życzę mu jak najlepiej. Ja w codziennym życiu wierzę w „karmę”: jeśli innym życzysz dobrze, owo dobro do ciebie wróci.
Pytam o Świerczoka, bo to napastnik, który świetnie wychodzi na „boiskowym egoizmie”...
MICHAL PAPADOPULOS: I chce pan powiedzieć, że mnie by się też trochę takiego „egoizmu” przydało? Wiem, wiele osób mi to już mówiło. I może mają rację. Ale ja już mam 33 lata, i „na starość” raczej nie zmienię swojego sposobu gry.

Liczba snajperska
11
- tyle ligowych goli strzelił Michal Papadopulos dla Zagłębia w 26 grach w swym debiutanckim sezonie w polskiej ekstraklasie (2012/13)...
5
-... a tyle ma ich na koncie w tym roku, w 25 występach ligowych w barwach Piasta

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Piast potrzebuje wymienić tylko z piętnastu piłkarzy i może grać.
20 paź 13:55 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii