Śląskie wiktorie przy Łazienkowskiej

W ostatnich latach zespoły ze Śląska nierzadko wygrywały z Legią Warszawa na jej stadionie. W niedzielę przed swoją szansą stanie Górnik Zabrze. A jak bywało w przeszłości z naszymi klubami?

18 października 1998

źródło: SPORT


Legia - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Sobczak, 90 min
To było ostatnie - do niedzieli? - zwycięstwo zabrzan przy Łazienkowskiej. Patrząc na skład drużyny prowadzonej przez Jana Żurka, nie dziwi, że do niego doszło. W wyjściowej jedenastce - m.in. Kamil Kosowski, Michał Probierz, Adam Kompała, bramki strzegł Andrzej Bledzewski. To właśnie on oraz środkowy obrońca Grzegorz Lekki otrzymali wtedy od „Sportu" najwyższe noty, po „7”. Bohaterem był jednak rezerwowy Tomasz Sobczak. Wszedł na boisko w 79 minucie za Daniela Gacka, a w ostatniej minucie pokonał Grzegorza Szamotulskiego. W tamtym spotkaniu - od 69 minuty - zagrał również obecny szkoleniowiec Górnika, Marcin Brosz.

 

17 kwietnia 2005

źródło: SPORT


Legia - Odra Wodzisław 0:1 (0:0)
0:1 - Woś, 56 min
Odrze, jak żadnej innej śląskiej jedenastce, udawało się dość regularnie wygrywać przy Łazienkowskiej. W ciągu swojej 14-letniej przygody z ekstraklasą wodzisławianie zwyciężali w Warszawie aż trzy razy. Jedna z tych wiktorii miała miejsce w kwietniu 2005 roku. Zespół spod czeskiej granicy walczył wtedy o utrzymanie w ekstraklasie, ale z Legią (3. na koniec sezonu) wygrał na jej terenie. Tytuł z relacji w „Sporcie” mówił wszystko: „Lekcja mistrza Smudy”. Mistrzowskim pociągnięciem okazało się przesunięcie z obrony do drugiej linii Gorana Popova, który potem z powodzeniem grał w holenderskim Heerenveen, Dynamie Kijów czy West Bromwich Albion. Macedończyk oraz strzelec zwycięskiego gola ocenieni zostali wtedy przez „Sport” na 8.

 

10 września 2011

Fot. archiwum / źródło: SPORT


Legia - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (0:2)
0:1 - Górkiewicz, 24 min, 0:2 - Patejuk, 45 min, 1:2 - Vrdoljak, 47 min
Kilka tygodni przed starciem w stolicy rozpoczęła się przygoda „górali” z ekstraklasą. Beniaminek na pierwsze zwycięstwo w sezonie 2011/12 czekał właśnie do meczu w Warszawie. Nikt nawet nie sądził, że jest ono możliwe. Legia grała wówczas w fazie grupowej Ligi Europy, dla bielszczan wszystko było nowe. - Wygrać pierwszy mecz w ekstraklasie i to w dodatku z Legią - uczucie nie do opisania! Mieliśmy tak skonstruowany plan na ten mecz, żeby wytrącić rywalom wszystkie atuty. Oni nas chyba nieco zlekceważyli - mówił szczęśliwy pomocnik Podbeskidzia, Marek Sokołowski.

 

20 lutego 2017

źródło: SPORT


Legia - Ruch Chorzów 1:3 (0:2)
0:1 - Lipski, 14 min, 0:2 - Urbańczyk, 42 min, 0:3 - Niezgoda, 51 min, 1:3 - Radović, 84 min
To nie była sensacja, a megasensacja. Ruch przed meczem w stolicy był ostatni w tabeli i wydawało się, że nawet nie powalczy o utrzymanie, tylko wywiesi białą flagę. Okazało się, że zwycięstwo z Legią dało niezwykłego „kopa” zespołowi skazywanemu na pożarcie. W kolejnych 5 meczach po triumfie w Warszawie chorzowianie zdobyli 11 punktów, nie przegrywając ani razu. Gdyby nie późniejsze zawirowania, pewnie pozostaliby w elicie. Przy Łazienkowskiej Ruch znokautował gospodarzy prowadząc po 51 minutach 3:0! Cudownego gola z dystansu strzelił Maciej Urbańczyk, który dziś - w I-ligowej rzeczywistości - pełni funkcję kapitana „Niebieskich”. Ruch strzelał, ale przede wszystkim walczył; czasem aż za bardzo. Efektem czego była czerwona kartka dla Adama Pazia, który... spoliczkował Artura Jędrzejczyka!

 

Z tej samej kategorii