Bardzo dobry upadek

Gornik Zabrze - Piast Gliwice
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Wszyscy zazwyczaj życzą nam braku kontrowersji. A my - jako sędziowie - kontrowersji się nie boimy - tak kończył się obszerny wywiad, którego pół roku wstecz - przed ekstraklasowym meczem Ruch Chorzów - Piast Gliwice - udzielił nam Piotr Lasyk.

Najwyżej notowany śląski arbiter dość regularnie wyznaczany był już wtedy przez szefa Kolegium Sędziów do prowadzenia spotkań derbowych w „swoim regionie”. I wywiązywał się z nich bez zarzutu - a przynajmniej bez większych uwag z którejś ze stron na murawie.

 

Nagły skok adrenaliny

W niedzielne popołudnie potyczka przy Roosevelta też układała się - rzec można - po jego myśli. Bez dramatycznych zwrotów, akcji trudnych do oceny; nawet bez - zwyczajowej w starciach derbowych - adrenaliny na podwyższonym poziomie. Aż do - feralnej, jak się później okazało - 78 minuty. Przyniosła rzut karny dla Górnika, przyniosła czerwoną kartkę dla Jakuba Szmatuły, przyniosła emocje bynajmniej nie sportowe - i to u członków „piłkarskiej rodziny” zazwyczaj dość umiarkowanych w wyrażaniu radykalnych opinii. Trener Waldemar Fornalik na przykład kilka znaczących słów na temat pracy arbitra wypowiedział już na konferencji prasowej. Potem - już w holu między szatniami obu zespołów - raz jeszcze, już bez wymogów „konferencyjnego gorsetu” - w luźniejszych rozmowach z przedstawicielami mediów konsultował ich sposób postrzegania starcia Martina Konczowskiego z Igorem Angulo.

Radzili w Spale...

W poniedziałkowy poranek chcieliśmy dać rozjemcy szansę na przedstawienie własnego punktu widzenia na całą sytuację. Tym bardziej, że - zwłaszcza ze strony gliwickiej - dobiegały w międzyczasie sugestie: „Przyznał, że popełnił błąd”. Piotr Lasyk telefon odebrał; obiecał podzielenie się swymi refleksjami po zaplanowanym na samo południe spotkaniu szkoleniowym arbitrów ligowych w Spale. [Zbigniew Przesmycki], szef Kolegium Sędziów, przyznał, że sytuacja z Zabrza będzie jednym z ważnych punktów na tejże konsultacji. Ostatecznie jednak - po wielu godzinach - arbiter (i jego przełożony) uznali, że w interesie środowiska nie leży wyjaśnianie przez niego okoliczności całego wydarzenia.

… zaspali w Zabrzu

Pytanie o zasadność podyktowania „jedenastki” sam przewodniczący KS skwitował krótko. - A czy ktoś spytał Igora Angulo, czy był faulowany. W końcu swym upadkiem - bardzo dobrym upadkiem... - wyraźnie to zasugerował - mówił Zbigniew Przesmycki podkreślając, że sytuacja do oceny była trudna. Co do tego nie ma wątpliwości; trudno było nie odnieść wrażenia, że bytomski rozjemca w pierwszym momencie zamierzał ukarać Hiszpana za próbę wymuszenia karnego. Potem jednak - pod wpływem sugestii asystenta? - decyzję (na swoje nieszczęście) zmienił.
To był kropla, która kielich goryczy przelała u wspomnianego golkipera Piasta. „Gwałtowne, agresywne zachowanie; naruszenie nietykalności sędziego poprzez szarpnięcie” - tak, zgodnie z przepisami, brzmiał wpis arbitra w pomeczowym protokole, uzasadniający usunięcie Szmatuły z boiska. - Zgodnie z najnowszymi wytycznymi, otrzymanymi od prezesa Zbigniewa Bońka, nie ma tolerancji wobec tego typu zachowań - mówił niedawno „Sportowi” jeden z krajowych rozjemców, komentując zmiany w interpretacjach niektórych boiskowych „incydentów”.

Uszło „na sucho”

W kontekście tej - ale nie tylko tej w miniony weekend - sytuacji pojawia się pytanie o słynny (i coraz słynniejszy) VAR. Tak, w Zabrzu byli sędziowie, śledzący przebieg wydarzeń przed ekranem. Tyle że... „na sucho”, w ramach nabywania niezbędnej praktyki - a więc bez łączności z kolegami na murawie. - A ta sytuacja spełniała kryteria dla użycia VAR-u - przyznaje prezes Przesmycki. Tyle że użyć go nie można było...
Swoją drogą miniona kolejka przyniosła jeszcze jeden „edukacyjny” (dla kibiców, dziennikarzy, ekspertów) przypadek użycia VAR-u. Mowa o Tomaszu Kwiatkowskim i jego „konsultacji z monitorem” podczas meczu Wisła Kraków - Jagiellonia. Miał prawo to uczynić w przypadku, gdy na pytanie zadane „z wozu”: „Widziałeś starcie (Sadloka z Runje - dop. red.) w polu karnym?” odpowiedział „Nie”. I najwidoczniej tak było; w gąszczu głów i rąk „na żywo” przepychanka ta mu umknęła. Po spojrzeniu w ekran uznał, że nie nadawała się do podyktowania „jedenastki”. Bo VAR - a więc arbiter siedzący w studio - nie jest od podawania konkretnego rozstrzygnięcia; ostateczna decyzja zawsze należy do jego kolegi, biegającego z gwizdkiem...

 

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~FANUżytkownik anonimowy
~FAN :
No photo~FANUżytkownik anonimowy
Piast płacze, trzeba było strzelić celnie na bramkę patałachy....zamurowali bramkę, mają taktykę, nie ma co...hahah
3 paź 10:31 | ocena:67%
Liczba głosów:27
67%
33%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii