Nie ma już miejsca na nietrafione decyzje kadrowe

W Piaście wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że tej zimy transfery muszą być niezwykle przemyślane. Nie można sobie pozwolić na błędy z przeszłości.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice. Konferencja prasowa. 20.09.2017
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Żaden klub na świecie nie dokonuje tylko dobrych i trafionych transferów. To oczywisty fakt. Z drugiej jednak strony można w pewnym sensie ograniczać ryzyko popełnienia błędów. W poprzednich latach w klubie z Okrzei różnie z tym bywało. Przykłady? Ściągnięto kilku, a nawet kilkunastu, wyróżniających się piłkarzy z niższych lig i żaden z nich kariery w Gliwicach nie zrobił. Piast jeszcze do niedawna miał całą „armię” niechcianych piłkarzy, którzy grali na wypożyczeniach. Sukcesywnie klub „schodzi” z tych obciążeń kontraktowych i prawdziwe porządki będzie można zrobić latem.

 

Kto za nimi stoi?
Najświeższymi symbolami niezbyt przemyślanych ruchów są Edvinas Girdvainis i Stojan Vranjesz. Litewski stoper trafił do Piasta latem 2016 roku i podpisał aż trzyletni kontrakt, choć tak naprawdę gliwiczanie nie potrzebowali kolejnego nowego środkowego obrońcy. „Edi” furory nie zrobił, delikatnie mówiąc, na szczęście dla budżetu gliwiczan udało się go wypożyczyć do rosyjskiego Toma Tomsk. Girdvanis ma jednak umowę aż do połowy 2019 roku, więc latem problem powróci. Stojan Vranjesz trafił na Okrzei zeszłej zimy. Trener Radoslav Latal był bardzo zadowolony z tego transferu, choć już na wstępie rodził on pewne kłopoty, a wszystko przez to, że Piastowi przybył trzeci piłkarz z paszportem spoza Unii Europejskiej, a w lidze może grać tylko dwóch. Za czasów czeskiego trenera dochodziło też do wielu nieporozumień i kłótni, czego sami byliśmy świadkami. Pewnego razu, gdy dziennikarze pytali trenera Latala o przymiarki transferowe, ten z wściekłością rzucił: „Pytajcie się Artura Płatka”. Płatek doradzał wówczas gliwiczanom w sprawie transferów i jak widać nie zawsze było mu po drodze z trenerem. Z takiego zamieszania nie rodziło się nic dobrego, o czym świadczy fakt, że dziś nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za transfer Bośniaka.

 

W grupie lepiej
Dlatego właśnie aktualny prezes, Paweł Żelem chce, żeby wyglądało to zupełnie inaczej. Po pierwsze o transferach ma decydować grupa osób, a po drugie przy każdym ruchu musi podpisać się osoba decyzyjna, a na papierze ma pojawić się ocena danego zawodnika i wytłumaczenie dlaczego klub sięga właśnie po niego. - Osobiście odpowiadam za kwestie finansowe. Mówię jedynie na kogo nas stać, a na kogo nie, ile możemy płacić pensji i tyle. Gdy ktoś mnie spyta o zdanie na temat poszczególnego piłkarza to odpowiem, ale w szukaniu i dobieraniu zawodników bierze udział dyrektor Jacek Bednarz oraz sztab szkoleniowy z Waldemarem Fornalikiem na czele. Ważne jest te zdanie skautów. Oni wszyscy mają ze sobą rozmawiać, nie muszą się ze sobą zgadzać, ale ważne, żeby wypracowywali kompromis – mówi prezes Piasta Gliwice.
Jeśli chodzi o pierwsze konkrety to do Gliwic nie zawita Łukasz Budziłek. Bramkarz był w kręgu zainteresowań, ale ostatecznie zdecydował się podpisać kontrakt z Pogonią Szczecin. Piast ma jednak na oku kilku innych bramkarzy, z Polski i zagranicy.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Haha to było trafione
2 sty 20:56 | ocena:80%
Liczba głosów:5
20%
80%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii