Patryk Dziczek: „Sodówka” mi nie grozi

Piast Gliwice - Slask Wroclaw
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

To, że zagrałem w kilku meczach w ekstraklasie to nie znaczy, że jestem wielkim zawodnikiem. Jeszcze wiele pracy przede mną – mówi 19-letni pomocnik gliwiczan, który przebojem wdarł się do składu zespołu z Okrzei.

Krzysztof BROMMER: Dwa ostatnie mecze i dwa gole. Spodziewał się pan, że tak to się potoczy w pierwszej drużynie Piasta? Bo pozycja Patryka Dziczka stale rośnie...
Patryk DZICZEK: - Na pewno cieszę się z bramek, choć dużo więcej radości sprawił mi gol w Mielcu, bo przypieczętował zwycięstwo ze Stalą, a tego po wcześniejszych spotkaniach bardzo potrzebowaliśmy. Gol ze Śląskiem niewiele dał, bo tylko zremisowaliśmy, a powinniśmy wygrać. To już jednak historia, teraz liczy się piątkowy mecz z Legią. Dużo czasu na odpoczynek nie było, ale musimy się odpowiednio zregenerować i przygotować.

Wykonał pan rzut karny w Mielcu, piłka zanim wpadła do bramki otarła się o słupek. Zadrżało serce, bo trzeci z rzędu niewykorzystany karny to byłby dramat?
Patryk DZICZEK: - Wiadomo jak byłoby to postrzegane. Ćwiczymy ten element na treningu, ja także oddaję sporo strzałów i myślę, że wyrobiłem pewnego rodzaju powtarzalność, a o to w piłce chodzi. Piłka się otarła, ale nawet gdyby bramkarz rzucił się w ten róg bramki to nie miały szans tego złapać.

Jak Konstantin Vassiljev zareagował na to, że to pan będzie strzelał tym razem?
Patryk DZICZEK: - Myślę, że przyjął to z dużym spokojem. Wydaje mi się, że te dwa przestrzelone karne trochę siedziały mu w głowie i musiał sobie wszystko poukładać. Sam mówił w wywiadach, że taki odpoczynek od rzutów karnym może mu wyjść na dobre.

Pan za to jest coraz bardziej „wielofunkcyjnym” pomocnikiem, bo nie dość, że wykonuje pan rzut karne, to strzela z dystansu i wrzuca piłki z autu wprost w pole karnego. Czego Patryk Dziczek jeszcze nie potrafi?
Patryk DZICZEK: - To są moje atuty i staramy się z nich korzystać. Jeśli chodzi o auty to lubię je wykonywać i mam cichą nadzieję, że wkrótce po takiej dalekiej wrzutce padnie gol dla nas w lidze.

Kilka miesięcy temu nie było pana praktycznie w pierwszej drużynie, nie mówiąc już o podstawowym składzie. To jak wszystko bardzo szybko się pozmieniało pana także trochę zaskoczyło?
Patryk DZICZEK: - Wszystko zależało i zależy ode mnie. Są treningi czy zajęcia dodatkowe i to na nich muszę udowadniać swoją wartość. Faktycznie kilka miesięcy temu mnie tutaj nie było. Powiedziałem sobie, że się nie poddam i po debiucie w ekstraklasie, który miał miejsce 2 lata temu, chcę wrócić do ligi. Tak się stało, ale nie spoczywam na laurach. Dalej muszę pracować, żeby utrzymywać formę i nie zejść poniżej pewnego, dobrego poziomu.

Forma sportowa to jedno, a psychika to drugie. Nad nastawieniem mentalnym też pan dużo pracuje?
Patryk DZICZEK: - Cały czas współpracuję z trenerem mentalnym. Nie ma mowy o chwili rozluźnienia czy samozadowolenia. Powtarzam sobie, że wciąż muszę sporo pracować i poprawiać każdy element. Dużo pracowałem nad moją głową i jestem gotowy na kolejne wyzwania.

Woda sodowa panu nie grozi?
Patryk DZICZEK: - Myślę, że nie... a raczej jestem przekonany, że nie. To, że zagrałem w kilku meczach w ekstraklasie to nie znaczy, że jestem wielkim zawodnikiem.

Ostatnio bardzo dobrze wygląda pana współpraca z Martinem Bukatą. Zgadza się?
Patryk DZICZEK: - Tak. Współpraca między nami dobrze wygląda. Mamy wymienność pozycji, gdy któryś z nas atakuje, idzie do przodu, to drugi zostaje i asekuruje. Sporo sobie podpowiadamy, a na treningach to dopracowujemy. W pucharze obaj strzeliliśmy po golu i mam nadzieję, że takich spotkań będzie więcej.

Nie ulega wątpliwości, że pomógł panu transfer do Palermo Radosława Murawskiego, który był dla pana pewnego rodzaju wzorem
Patryk DZICZEK: - Wymieniliśmy się ostatnio wiadomościami i gratulacjami za pierwsze gole w drużynie. Cieszę się, że mu dobrze idzie w Palermo. Życzę mu powodzenia we Włoszech. Radek przyjmował mnie do drużyny, można powiedzieć, że trochę się zaopiekował, bo sam to przechodził, wiedział co może odczuwać tak młody piłkarz, jak ja.

Przed wami trudny wyjazd i trudne zadanie w stolicy.
Patryk DZICZEK: - Na pewno nie będzie to łatwy mecz, szczególnie, że Legia przegrała z Termaliką i będzie chciał szybko to sobie odbić. Na pewno nie możemy się tylko bronić, bo to źle się może dla nas skończyć. Trzeba zagrać jak ze Śląskiem, tylko poprawić skuteczność i zacząć strzelać gole. Z Legią tych sytuacji nie będzie tak dużo, jak w tych ostatnich meczach trzeba więc wykorzystać te szanse, które będziemy mieli.

Trybuny będą przeciwko wam. Nie jest pan jeszcze przyzwyczajony do takich tłumów?
Patryk DZICZEK: - Myślę, jest to dodatkowa mobilizacja, ale też na pewno większy stres. Wiadomo Lech czy Legia są najsilniejsze polskie drużyny i dla takiego młodego zawodnika, który ma za sobą kilka spotkań w ekstraklasie to duże przeżycie. W Poznaniu pierwszy raz grałem przy takiej liczbie kibiców. Po 10 minutach ciśnienie jednak zeszło i myślę, że w Warszawie będzie tak samo, albo i lepiej.

 

Z tej samej kategorii