Wdowczyk: Wyglądam na spokojnego? Tak ma być

Nigdy nie myślałem, że przychodząc do Piasta, popełniłem błąd. To jest wyzwanie. Raz się walczy o mistrzostwo, raz o utrzymanie – uważa trener Dariusz Wdowczyk.

Bruk Bet Termalica Nieciecza - Piast Gliwice
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Krzysztof BROMMER: Gdy siada pan za biurkiem, to spogląda w tabelę, analizuje, kalkuluje kto z kim gra, itd.?
Dariusz WDOWCZYK: - Najważniejsze jest to, co my zrobimy na boisku i trzy punkty. Nie patrzymy na nikogo. Rywale nam na pewno w jakikolwiek sposób nie pomogą.

Sytuacja Piasta wciąż nie jest dobra, a za każdym razem gdy z panem rozmawiam, to emanuje pan spokojem i taką pewnością siebie. To gra czy prawdziwe oblicze?
Dariusz WDOWCZYK: - Wyglądam na spokojnego? Tak ma być. Tak poważnie, to zawodnicy cały czas pracują bardzo solidnie. Nie mam im nic do zarzucenia pod względem tego, co robią na treningach. Podstawą jest to, żeby do meczu ze Śląskiem przygotować się dobrze mentalnie i fizycznie. Mamy określoną taktykę i przeanalizowaliśmy przeciwnika - reszta w nogach i głowach piłkarzy.

Odkąd pracuje pan w Gliwicach choć raz przewinęła się myśl „po co mi to było”?
Dariusz WDOWCZYK: - Nie, nigdy nie myślałem, że przychodząc do Piasta, popełniłem błąd. To jest wyzwanie... Raz się walczy o mistrzostwo, raz o utrzymanie. Nie jest to łatwe zadanie, ale podobny problem ma kilka innych zespołów. Widzimy jakie są różnice punktowe, nie ma faworytów. Choćby ostatni finał Pucharu Polski. My potrafiliśmy zdominować Arkę grając w osłabieniu, a Lech nie potrafił się do nich dobrać. Mecz meczowi jest nierówny.

Ostatni mecz ze Śląskiem był szalony. Padło 7 bramek, po nim były przepychanki. Teraz na taki brak kontroli nie możecie sobie pozwolić.
Dariusz WDOWCZYK: - Piłkarze zdają sobie sprawę z tego, jak ważny jest to dla nas mecz. Przy zwycięstwie złapiemy trochę oddechu... Ale tylko na krótką chwilę, bo zaraz będziemy grać na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. Nie patrzmy na to, co robią inne drużyny, tylko skupmy się na sobie i zróbmy wszystko, aby ten mecz wygrać. Niech to inni mają problemy. Na swoim stadionie powinniśmy wygrywać.

Analizował pan mecz z Arką. Czuje pan niedosyt, że mimo przeciwności można było przywieźć z Gdyni trzy punkty?
Dariusz WDOWCZYK: - Po dobrej drugiej połowie udało nam się zdobyć punkt w Gdyni. Pierwsza nie była w naszym wykonaniu dobra. Nie stworzyliśmy sobie okazji do strzelenia bramki, a my musimy tego szukać. Pokazujemy to w drugich 45 minutach, w których potrafimy zagrozić naszym rywalom, potrafimy grać dynamicznie i agresywnie. Moim zadaniem jest to, aby tak się działo od pierwszej do ostatniej minuty, a nie od 46.

Ma pan pomysł na to, żeby drużyna grała lepiej też w pierwszych połowach. Może jakaś mocna kawa przed pierwszym gwizdkiem?
Dariusz WDOWCZYK: - My o tym ciągle rozmawiamy. Zawodnicy to czują i wiedzą, że druga część gry w ostatnich meczach z Arką i Jagiellonią była w naszym wykonaniu dużo lepsza. Pocieszające dla mnie jest to, że w spotkaniu w Gdyni potrafiliśmy utrzymywać się przy piłce oraz stwarzać sobie sytuacje, grając w dziesiątkę.

Panu też wydaje się, że przychodzi wam walczyć nie tylko z rywalem, ale i z błędnymi decyzjami sędziów. Komisja przyznała wam częściową rację i anulowała jedną z żółtych kartek dla Aleksandara Sedlara
Dariusz WDOWCZYK: - Odwołaliśmy się także od kartki dla Heberta. W przypadku Aleksa drugi kartonik był zasłużony, ale przy pierwszym na pewno nie było faulu. Trudno mi także wytłumaczyć, dlaczego kartkę dostał Herbi... Rozumiem, że była ręka, ale to nie było zamierzone działanie naszego obrońcy. Co - miał schować ręce i wbić się głową w murawę? Poza tym nie było za nim żadnego zawodnika Arki. Idąc z duchem gry jego kartka według mnie też powinna anulowana.

 

Z tej samej kategorii