Skruszony mur, czyli jest nad czym myśleć

W tym sezonie zobaczyliśmy już sześć różnych kombinacji zestawienia linii obrony gliwiczan, ale żadna na dzień dzisiejszy nie gwarantuje zabezpieczenia tyłów. A w meczu z Górnikiem postawa defensywny będzie kluczowa.

Piast Gliwice - Lechia Gdansk
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że Piast w poprzednich sezonach tracił sporo goli, a lepsze czy gorsze momenty zależały od postawy i skuteczności ofensywnych piłkarzy. Teoretycznie tak jest i teraz, ale dla Waldemara Fornalika poukładana i szczelna obrona to fundament, baza do budowania lepszej gry i lepszych wyników.

 

Odkurzanie „zakurzonego”
Nowy szkoleniowiec gliwiczan miał na razie dwa mecze na przyjrzenie się na żywo postawie linii obrony. W meczu ligowym z Arką i w Pucharze Polski z Chrobrym wystawił dwie różne defensywy, dając możliwość pokazania się każdemu z obrońców. W tym Marcinowi Pietrowskiemu na prawej stronie, gdzie dawno nie grał, a także trochę „zakurzonemu” Adamowi Mójcie na lewym boku. Wnioski, jakie po tych dwóch spotkaniach mógł wyciągnąć, nie są z pewnością optymistyczne. Niezależnie od tego, na kogo postawił, i tak błędy w tyłach się przytrafiały i tylko od rywali zależało, czy srogo kosztowały gliwiczan.

 

Czar par
Już poprzedni trener, Dariusz Wdowczyk, także sporo „mieszał” w obronie, szukając najlepszego rozwiązania. Rozgrywki zaczął od - wydawałoby się najlepszego na tamtą chwilę - zestawu. Na prawej stronie grał pozyskany latem Martin Konczkowski, w środku - chwaleni za postawę wiosną Hebert z Aleksandarem Sedlarem, z konieczności na lewej biegał Marcin Pietrowski. Wdowczyk po pewnym czasie „złożył zamówienie” na lewego obrońcę z prawdziwego zdarzenia i taki do klubu trafił; mowa o Dario Rugaszeviciu. Ale optymalna, przynajmniej „na papierze”, defensywa nie zagrała ze sobą choćby jednego meczu od początku! Gdy Chorwat Rugaszević wywalczył sobie miejsce na lewej obronie, to w środku grał albo Seldar, albo Hebert. Nigdy razem!

 

A może „autobus”?
Wiedzę poglądową sztab szkoleniowy ma, ale przed niedzielnym meczem stoi przed trudnym wyborem. Każdy z obrońców miewał gorsze i lepsze momenty, a ciągłe zmiany nie wpływały pozytywnie na zgranie i wypracowanie przez defensywę mechanizmów. Swoich zwolenników wśród gliwickim kibiców ma więc plan... zamurowania bramki w meczu na Roosevelta, oddania inicjatywy Górnikowi i wyczekiwania na swoja szansę. Bo przecież zabrzanie przede wszystkim lubią grać z kontry i tak zdobywają wiele bramek. Koncentracja na defensywie być może sprawi, że w szeregach gości z Gliwic będzie mniej błędów.

 

Ostrzeżenie wrocławskie
Czy więc można spodziewać się powrotu do ustawienia z trzema stoperami? W wicemistrzowskim sezonie taki system święcił triumfy. W obecnych rozgrywkach Piast tak zagrał tak raz - z Lechią, z którą przegrał „na własne życzenie”, bo przecież rywal grał przez 50 minut w osłabieniu. Górnik jest rozpędzony, a Piast w dołku, więc naturalne wydaje się wyznawanie w ekipie gości zasady „przede wszystkim nie stracić”. Jeżeli jednak zabrzanie rozpoczną niedzielny mecz tak, jak ostatnie domowe spotkanie ze Śląskiem, to nawet najlepsza obrona może być w opałach. Pierwsze 5-10 minut wspomnianego meczu przypominał on szturm wojsk na oblężoną twierdzę. Tylko dzięki nieskuteczności Górnika ekipa trenera Jana Urbana przetrwała ten napór i po „otrząśnięciu się” wywiozła z Roosevelta jeden punkt. Taki sam scenariusz obecnie Piast przyjąłby z uczuciem sporej ulgi...

 

Z tej samej kategorii