Pomocnik Piasta: Gra i życie w Europie to ogromna szansa

Joel Valencia czuje się w połowie Hiszpanem i w połowie Ekwadorczykiem. Jest szczęśliwy, że jego życie w Europie znacznie się poprawiło, ale nie zapomina o rodzinie w Ameryce Południowej.

Pilka nozna. Piast Gliwice. Oboz treningowy w Hiszpanii. 28.01.2018
 /  fot. Irek Dorożański  /  źródło: 400mm

Niewysoki Valencia pochodzi z ekwadorskiego Puerto Quito. To miasteczko położone 140 km od stolicy kraju Quito, w połowie drogi nad Ocean Spokojny. Liczy niewiele ponad 3 tys. mieszkańców. Rozwija się tam ekoturystyka, dzięki obfitości dzikiej przyrody, wtórnej dżungli, czy pięknych wodospadach takich, jak choćby Cruz Azul. Joel nie mógł zbyt wiele zapamiętać z tamtych niezwykłych obrazów, bo wcześnie opuścił Amerykę Południową. – Miałem niespełna 7 lat gdy się przeprowadziliśmy i tak naprawdę to niewiele mam wspomnień z Ekwadoru. Byłem tam później kilka razy, jest tam duża część rodziny. Ostatnio nie było jak, ale planuje w niedalekiej przyszłości znów polecieć. To region rolniczy, ale oni zajmują się czymś na wzór waszej agroturystyki – opowiada sympatyczny skrzydłowy.

 

Wszystko dzięki dziadkowi
Dziadek Joela, z uwagi na trudną sytuację ekonomiczną, wyjechał ze chlebem w 2000 roku do Hiszpanii. Ściągnął tam potem wnuczka i żonę. To właśnie na Półwyspie Iberyjskim Joel rozpoczął swoją przygodę z piłką. Do klubu zapisał go nie kto inny, jak dziadek. – Co do dziadków, to faktycznie pojechałem z nimi do Hiszpanii. Grałem najpierw amatorsko, a jako 11-latek trafiłem do Realu Saragossa – tłumaczy. Valencia zadebiutował w pierwszym zespole Realu Saragossa ponad sześć lat temu, 28 sierpnia 2011 roku.

 

Gra w Europie była dla piłkarza ogromną szansą na... normalne, szczęśliwe życie. – W Ekwadorze są bogaci ludzie, ale większość jest biedna, żyje z dnia na dzień. Jeżeli nie jesteś biznesmenem, nie robisz interesów, albo np. nie grasz w piłkę, to nie jest ci łatwo. Życie jest trudne, a perspektywy nijakie. Dla wielu ludzie w Ekwadorze, ale i w wielu krajach Ameryki Południowej, wyjazd do Hiszpanii jest szansą na normalne, lepsze życie. Może nie jest to raj, ale na pewno coś lepszego. Miałem szczęście, bo wtedy łatwiej było tam zalegalizować swój pobyt i otrzymać paszport hiszpański. Dla mnie, jako dla sportowca, to wielka sprawa i ułatwienie. Nie ma co się oszukiwać. Mam wielu przyjaciół z Afryki. To piłkarze, są naprawdę utalentowani, ale z powodu tego, że nie mają europejskich paszportów, jest im o wiele trudniej – mówi skrzydłowy.

 

Obywatel... świata
Pytamy piłkarza Piasta, który kraj jest mu bliższy obecnie? – Uważam, że czuję się tak samo Ekwadorczykiem co Hiszpanem. Mam za sobą mecze w juniorskiej reprezentacji jednego i drugiego kraju. W Hiszpanii dorastałem i dojrzewałem. Czy chciałbym wrócić kiedyś do tamtejszej ligi? Tak naprawdę, jest mi to obojętne. Chcę grać, cieszyć się piłką – przyznaje. W Polsce, w Gliwicach z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc czuje się coraz lepiej, choć jedna rzecz jest trudna do przeskoczenia. – Co jest największym problemem dla mnie w Polsce? Pogoda, reszta jest do opanowania – uśmiecha się niewysoki skrzydłowy, który do Piasta trafił z FC Koper. – Na Słowenii miałem jednak mnóstwo pecha i często łapały mnie kontuzje. Później pojawiły się inne problemy. Klub miał problemy finansowe i ostatecznie został zdegradowany do niższej ligi. Teraz jestem w Gliwicach i cieszę się, że wszystko wygląda znacznie lepiej. Jestem tutaj szczęśliwy – zapewnia.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
~Jontek :
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
Ekstraklasa to super sprawa mało gry,spora kasa!
10 lut 22:10 | ocena:71%
Liczba głosów:7
29%
71%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii