Słodko-gorzka nastoletnia emigracja

Mecz otwierający wiosnę w ekstraklasie przyniesie nam (być może) starcie dwóch chłopaków, którzy - po kilku latach zagranicznej „edukacji futbolowej” - szukają teraz regularnej gry na macierzystej ziemi.

Gornik Zabrze - MFK Zemplin Michalovce
 /  fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Oskar Zawada kontra Paweł Bochniewicz - taki właśnie pojedynek szykuje się nam w piątkowy wieczór w Płocku. Przy czym o ile - również ze względu na absencję kartkową dwóch stoperów - występ zabrzanina jest bardzo prawdopodobny, o tyle płocczanin ma w swej ekipie mocną konkurencję do miejsca w ataku. Ich starcie (rzeczywiste lub tylko „papierowe”) to jednak dobry pretekst, by przyjrzeć się krótko kwestii wyjazdów naszych 16-, 17-latków - bez doświadczenia w piłce seniorskiej - do klubów na zachodzie i południu Europy. Bo - jak pokazuje parę wybranych przykładów zamieszczonych obok - bywa to furtka do wielkiej piłki i wielkich pieniędzy. Ale udaje się niewielu; nie wszyscy też po powrocie mają to szczęście, że zostają zauważeni i otrzymują szansę w Polsce...

 

Język, kontuzje, zwyczaje
Początki są megatrudne - to zdanie wspomnianego Pawła Bochniewicza, z którym rozmawialiśmy na Cyprze, doskonale oddaje skalę wyzwania, przed jakim staje nastolatek, do tej pory wychowywany zazwyczaj w cieplarnianych domowych warunkach. Owszem, czasem - jak w przypadku Zawady - czekają na niego „czyste, pachnące i uprasowane stroje”. Kiedy indziej jednak - jak opowiadał jego jutrzejszy rywal - „trzeba sobie samemu majtki prać”. Przeszkodą bywa język (- Kiedyś Kamil Oziemczuk prosił mnie, żebym zadzwonił i zamówił mu pizzę - opowiadał w jednym z wywiadów Arkadiusz Ryś z silnej grupy polskiej w Auxerre), czasem poważna kontuzja (- Jakby ktoś ze skóry mnie obdzierał. Zaraz zostałem zmieniony, nałykałem się tabletek przeciwbólowych, ale niezbyt pomogły - tak Kamil Oziemczuk wspominał zerwanie więzadła w kolanie podczas jednego z meczów Auxerre), trudne do zrozumienia bywają też czasem... miejscowe zwyczaje w klubach (- Jak każdy chłopak z akademii, miałem swoje obowiązki. Naszym zadaniem było rozstawianie palików, przygotowywanie napojów dla zawodników pierwszej drużyny, a nawet… czyszczenie im butów - „zeznawał” w wywiadzie dla „Piłki Nożnej” Jarosław Fojut, opowiadając o pierwszych tygodniach w Boltonie).

 

Mocno zagryźć wargi
Tak naprawdę jednak najważniejsza jest świadomość... rywalizacji. - Tych, co mają ochotę na grę i karierę, jest całe mnóstwo - „oczywistą oczywistość” zauważa Paweł Bochniewicz. Udaje się tym najwytrwalszym, najbardziej nastawionym na sukces. Dobrze ujął to kilka lat temu [Maciej Korzym], który w świadomości kibiców zaistniał jako 16-latek sprawdzany na Stamford Bridge. - Być w Chelsea na testach, a być w Chelsea to jest różnica - mówił. Mówi o tym Oskar Zawada, wymieniając ledwie dwóch graczy z jego juniorskiej drużyny w Wolfsburgu, którym powiodła się sztuka zwrócenia na siebie uwagi w seniorskim futbolu. Podobne doświadczenia ma Oktawian Skrzecz. - Z mojego rocznika w akademii - przecież świetnej nawet w niemieckiej skali - przebili się do tej wielkiej piłki Leroy Sane i Thilo Kehrer - relacjonuje doświadczenia z grup młodzieżowych Schalke 04. - Na pewno trzeba być bardzo silnym psychicznie. I mocno zagryźć wargi, żeby przeżyć pierwsze miesiące - mówi trener Michał Globisz, który niejedno pokolenie piłkarzy już wychował i niejedno posłał w piłkarski (dosłownie) świat. Jako klasyczny przykład przywołuje nazwisko „trójmiejskiego krajana”, czyli Grzegorza Krychowiaka. - Twardy miał charakter. Nie był orłem techniki - złapał ją dopiero we Francji - ale miał wystarczająco determinacji, by ten najtrudniejszy okres przetrwać. I wygrać rywalizację z wieloma innymi.

 

Nie zawsze trafi się ekstraklasa
A kiedy się tej rywalizacji za granicą wygrać nie uda? Teoretycznie - po paru latach ćwiczeń na boiskach, o których w Polsce często młodzież może tylko pomarzyć (- W Arce nie zawsze juniorzy ćwiczą na zielonej murawie; w Midtjylland, z którym to rywalem graliśmy w Lidze Europy, do dyspozycji zawodników jest 19 boisk trawiastych - trener Globisz przypomina, że mówimy „tylko” o klubie duńskim...) wydaje się, że taki „powracający” ma dużo więcej atutów w ręku niż jego rówieśnik „krajowy”. Ale po paroletniej nieobecności „na piłkarskiej karuzeli” w Polsce różnie bywa z tymi szansami otrzymywanymi w ojczyźnie. Nie zawsze trafi się ekstraklasa. A jak już się wpadnie w pierwszą czy drugą ligę... - Z czasem zawodnik dostosowuje się do jej poziomu - przyznawał na naszych łamach [Robert Trznadel], opowiadając o swej karierze. - Efekt jest taki, że więcej jest dziś tych, którzy wielkiej kariery - wyruszając w świat w wieku 16 lat - nie zrobili - smutno kiwa głową Michał Globisz. Wypada więc i Zawadzie, i Bochniewiczowi życzyć, by oni akurat wpisali się w ową mniejszość...

 

 

Wyjechali i wygrali
Wojciech Szczęsny
Miał niespełna 15 lat, gdy - jako piłkarz macierzystej Agrykoli - poleciał z pierwszym zespołem Legii na zimowe zgrupowanie na Cypr. Jako szesnastolatek znalazł się w szkółce piłkarskiej Arsenalu, gdzie występował przez trzy lata w zespole rezerw. Debiut w pierwszej drużynie w oficjalnym meczu (Pucharu Anglii) zaliczył jako 19-latek, w Premier League debiutował w wieku 20 lat i 8 miesięcy. Na koncie ma ponad 130 występów w tej lidze, w Serie A - w barwach Romy i Juventusu - z wolna zbliża się do setki.

Grzegorz Krychowiak
Rówieśnik Szczęsnego, z kraju też wyjechał jako 16-latek, do Bordeaux. Pierwszy zawodowy kontrakt podpisał przed ukończeniem 18. roku życia. Markę na francuskich boiskach wyrabiał sobie na wypożyczeniach do Nantes i - przede wszystkim - Reims, co otwarło mu drogę do Primera division i sukcesów na skalę międzynarodową z Sevillą (dwukrotny triumf w Lidze Europy).

Piotr Zieliński
Ruszał na Zachód jako 17-latek, bez żadnego doświadczenia ligowego - w Lubinie grał tylko w Młodej Ekstraklasie. „Obronił się” talentem i umiejętnościami: zadebiutował w elicie po roku pobytu we Włoszech. Dziś ma na koncie prawie półtorej setki meczów w Serie A, a jego wartość - 14 mln euro przy przejściu z Udinese do Napoli - ciągle rośnie.


Wyjechali, wrócili, zaistnieli
Mateusz Szczepianiak
Też - jak Zieliński - miał 17 lat, też wyjeżdżał z Lubina; tyle że do Francji. Choć w Auxerre Polacy od dekad mają dobrą markę, w jego przypadku skończyło się jedynie na występach w rezerwach, bez debiutu w pierwszej drużynie. Ale czego się nauczył, to... jego. Po powrocie - w wieku 20 lat - trochę „popracował” na macierzystym Dolnym Śląsku. Ale nie tam (pod latarnią najciemniej?), a w Bielsku-Białej i Krakowie stał się ligowcem pełną gębą.

Szymon Matuszek
„Na głęboką wodę” rzucony jako 17-latek, ze starszymi o rok Kamilem Glikiem i Kamilem Wilczkiem ruszył (w jego przypadku - na 2,5 roku) do Hiszpanii. Treningi m.in. w Realu Madryt C miały dlań sporą wartość; jeszcze przed 20. urodzinami - po powrocie - debiutował w ekstraklasie. Z Piastem z niej spadł, sporo lat spędził w pierwszej lidze, ale dziś bez niego trudno sobie wyobrazić Górnika Zabrze.

Michał Janota
Miał 16 lat, gdy najpierw zaliczył testy w Rangers Glasgow, by ostatecznie wyjechać do Feyenoordu Rotterdam. Gdy zadebiutował w Eredivisie jako 18-latek wydawało się, że ma szansę na dużą przygodę w lidze holenderskiej. Skończyło się jednak na trzech sezonach na jej zapleczu. Po powrocie miejsce znalazł dla siebie miejsce w polskiej ekstraklasie. W sumie - zbliżył się do setki w niej występów, ale od półtora roku „szlifuje” boiska pierwszej ligi.


Wyjechali, wrócili i... co dalej?
Robert Trznadel
Rocznik 1990 - w kadrach juniorskich jeździł na mecze z Krychowiakiem i Szczęsnym. „Wypchnięty” niemal z Górnika Zabrze jako 17-latek, do Sieny, skąd pół roku później trafił do Parmy. Po kolejnych 12 miesiącach - wybrał powrót do ukochanego Górnika, ale w seniorach dostał szansę dopiero po spadku zespołu do I ligi (2009). I - na razie - wyżej nie podskoczył. Wciąż jednak gra i wciąż ma nadzieję na debiut w ekstraklasie - może uda się z Odrą Opole?

Arkadiusz Ryś
W reprezentacjach juniorskich był kapitanem drużyny, w której grał m.in. Kamil Glik i Maciej Korzym. Jako 17-latek spróbował swych sił w Auxerre, ale - poza treningami z pierwszą drużyną - nie dostał szansy. Po powrocie potrenował nawet przez pół roku u Adama Nawałki w GKS-ie Katowice, ale ostatecznie uznał, że z piłki nie wyżyje. Studia, treningi z dziećmi, i normalna praca, w której bezcenny jest język francuski - to jego życie dziś. Futbol - od paru lat już tylko amatorsko niemalże, w niższych ligach.

Oktawian Skrzecz
Najmłodszy w opisywanym gronie. Ruszył „na saksy” jako 16-latek, bo Lechia - w której trenował - zaproponowała mu kontrakt na poziomie, który - jak mówił - „nie starczyłby na kupno butów do gry”. Cztery lata treningów w Schalke 04 dały mu jedynie sezon w rezerwach - stąd decyzja o powrocie do kraju. W Śląsku - w letnim okresie przygotowawczym - nie starczyło czasu na wywalczenie miejsca w kadrze ekstraklasowej. Szuka więc obecnie minut - i swej „pozycji na rynku” - w GKS-ie Katowice. Czy uda mu się przeskoczyć do którejś z dwóch kategorii powyżej?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Zawada kontra Bochniewicz - taki właśnie pojedynek szykuje się nam w .... (p. redaktorze)
w kontekscie porównania nowych nabytków obu ekip ale nie w tej samej formacji bo o ile Zawada jest zawodnikiem ofensywnym to Bochniewicz jest zawodnikiem defensywnym.
Rzetelne gazety sportowe takie jak np. KICKER porównują przed meczami pojedynki dwóch napastników, dwóch obrońców czy bramkarzy obu ekip ale NIGDY napastnika z obrońcą !!!
Takie porównanie nie ma sensu bo wystarczy jeden błąd obrońcy który wykorzysta ów napastnik i obrońca jest na straconej pozycji i nie ważne że w tym meczu wybroni 6 czy 12 innych 100% akcji przeciwnika.
9 lut 14:04 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii