„Maluczkich” radość wrześniowa. Cieszcie się, póki czas...

Lechia Gdansk - Termalica Bruk Bet Nieciecza
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Białystok, Nieciecza, Płock, Kielce, Gdynia... - czyżby już całkowicie zmieniła się ekstraklasowa hierarchia krajowych klubów i miejsc, w których najlepiej gra się w piłkę?

W czołowej ósemce jest jeszcze Gdańsk - a więc ośrodek co prawda znaczący, ale przecież niemający w prawie stuletniej już historii mistrzostw Polski „złota” . Z kolei Wrocław, Kraków, Warszawa, o Górnym Śląsku nie wspominając... - tradycyjnie najmocniejsze futbolowo regiony - w odwrocie. Czy dziś można więc już mówić o „dziejowej rewolucji” w ekstraklasie?


Nad tym samym zastanawialiśmy się już rok temu, gdy Piast Gliwice miał 10 punktów przewagi nad resztą stawki. Odpowiedź musi być przecząca. Nawet jeśli w Jagiellonii cichutko szepcze się „A może teraz?”, nawet jeśli Bruk-Bet bazę szkoleniową ma dziś lepszą niż połowa ekstraklasowej stawki, nawet jeśli w płockiej Wiśle śmiało mówią: „Jesteśmy beniaminkiem, ale nie czujemy się jak beniaminek” - wciąż jesteśmy ledwie w przedsionku rywalizacji o mistrzostwo kraju.

 

Obecny - obowiązujący czwarty sezon - regulamin sprzyja przecież goniącym i zbierającym siły na sześć tygodni, a nie solidnie pracującym przez 10 miesięcy. „Maluczkim” radość we wrześniu, grudniu, czasem jeszcze w kwietniu. „Wielcy” swoje ugrają i tak, gdy już posprzątają chwilowy bałagan związany ze zmianą właściciela, roszadą na trenerskiej ławce czy ciasnotą umysłową własnych (pseudo)kibiców, tych od (rzekomo) „nutte, nutte”...


I tylko czasem między okrzykami radości ze wzrastającej wartości „produktu” (oficjalna terminologia marketingowców ligowej spółki)! słychać ciche pukanie od spodu. To ci nieliczni, którzy jeszcze czasem o jakość sportową tej ligowej piłki, kiedy przyjdzie jej zderzyć się z międzynarodową rzeczywistością.

 

Jedni - jak Zbigniew Boniek - robią to z nieco większą dyplomacją („Grajmy między sobą, puszczajmy najlepszych na Zachód, mamy ciekawą, miłą, dobrą reprezentację. Kto te rozgrywki europejskie wymyślił?”), inni - bo to styl „Kowala” - walą prosto między oczy („Kibice w całej Polsce mogą zobaczyć, na jaką piłkę chodzą co weekendy. Przepłacone kabarety, to delikatne określenie”). Skoro jednak kasa się zgadza, kto by na rozsądek zważał... A wy - „maluczcy” - cieszcie się, póki na to pora!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ThorUżytkownik anonimowy
~Thor :
No photo~ThorUżytkownik anonimowy
To są kluby nowocześniej zarządzane, niż te tzw. uznane marki, choćby śląskie. Nie toną w długach, pensje wypłacane na czas i bez szaleństw transferowych (kupowanie szrotu). Prosta recepta na sukces.
19 wrz 16 10:00
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii