Jedenastka sezonu ekstraklasy redakcji „Sportu”!

Bohaterowie zakończonych rozgrywek ekstraklasy wygrzewają się już na gorących plażach, ale splendory za wykonaną pracę zbierają nadal. Przedstawiamy subiektywną jedenastkę sezonu 2016/17.

Jak można było się spodziewać, naszą jedenastkę zdominowali piłkarze czterech czołowych ekip ligi. Gramy systemem 3-5-2. W defensywie sami stoperzy, ale dwaj z nich muszą sobie poradzić w tym zestawieniu na boku. Reszta obsadzona została na swoich nominalnych pozycjach. Mamy czterech przedstawicieli Legii, trzech zawodników z Lecha oraz po dwóch z Jagiellonii i Lechii.

 

Duszan KUCIAK (Lechia Gdańsk)

Fot. Piotr Matusewicz / źródło: Pressfocus


W Gdańsku i okolicach mówi się dzisiaj, że gdyby został zatrudniony nie zimą, lecz poprzedniego lata, Lechia sięgnęłaby po tytuł mistrza Polski. A jeśli nie, to na pewno sposobiłaby się do kwalifikacji Ligi Europy. Kuciak to jedyny golkiper, który w rundzie finałowej nie puścił bramki, mimo że wszystkie siedem meczów rozegrał od pierwszej do niemal ostatniej minuty. Raz tylko wpuścił między słupki - na osiem minut – Mateusza Bąka, który w ten sposób żegnał się z gdańską publicznością. Tymczasem Słowak – mimo że w dorobku ma już trzy tytuły mistrza Polski ze stołeczną Legią – po zakończeniu sezonu był równie rozgoryczony jak ci, którzy na pierwszy ligowy triumf wciąż czekają.

 

Jan BEDNAREK (Lech Poznań)

Fot. Pawel Andrachiewicz / źródło: Pressfocus


Wydawało się, że po sprzedaży Marcina Kamińskiego do Niemiec w poznańskim zespole na kolejnego młodziana, który zostanie liderem formacji obronnej, przyjdzie czekać bardzo długo. Stało się inaczej. Na środku defensywy świetnie odnalazł się Bednarek, który pod względem rozegranych w lidze minut ustąpił tylko Tomaszowi Kędziorze. Był jednym z filarów drużyny i wiele wskazuje na to, że polską ekstraklasę opuści znacznie szybciej niż „Kamyk”, który wyemigrował w wieku lat 24. Być może stanie się to już tego lata, jeśli tylko stoper Lecha zostanie obwołany jednym z odkryć startujących za moment mistrzostw Europy U-21.

 

Maciej DĄBROWSKI (Legia Warszawa)

Fot. Lukasz Laskowski / źródło: Pressfocus


Niewiele brakowało, a z Legią pożegnałby się już po pierwszej części rozgrywek. I to w nie najlepszym klimacie. Chciał odejść, bo okres jego aklimatyzacji w nowym zespole wydłużał się i przebiegał ze sporymi turbulencjami. Trener Jacek Magiera wytłumaczył mu jednak, że pół roku to za krótki okres, żeby kapitulować. Efekt? Dąbrowski zaufał szkoleniowcowi, przepracował bardzo solidnie zimowy antrakt i rozegrał znakomitą rundę wiosenną. Spisywał się na tyle solidnie, że zaczęto coraz głośniej mówić o zbliżającym się powołaniu do drużyny narodowej. Selekcjoner Adam Nawałka ostatecznie takiego nie wysłał, ale w swoim notesie nazwisko stopera Legii podkreślił na czerwono.

 

Michał PAZDAN (Legia Warszawa)

Fot. Rafal Oleksiewicz / źródło: Pressfocus


Przy Łazienkowskiej zaliczył dopiero drugi sezon, a chwilami można było odnieść wrażenie, że gra tu od zawsze. Absolutny lider defensywy mistrza Polski. W październiku, gdy leczył kontuzję, bardzo go brakowało. To nie przypadek, że akurat kiedy wrócił, Legia rozpoczęła serię 10 wyjazdowych triumfów. Jego wkład w obronę tytułu mistrzowskiego jest trudny do przecenienia. Miał spróbować sił w silniejszej lidze zarówno rok, jak i pół roku temu. Dał się jednak namówić i został. Dzisiaj tego kroku nie żałuje. W zamian dostał obietnicę, że tego lata będzie mógł odejść, gdzie tylko zechce – nawet jeśli jego nowy pracodawca zaproponuje za niego mniej, niż wskazuje zawarta w kontrakcie klauzula odstępnego.

 

Miroslav RADOVIĆ (Legia Warszawa)

Fot. Rafal Oleksiewicz / źródło: Pressfocus


Może nie najlepszy, ale – przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia - najbardziej wartościowy piłkarz w ekipie mistrzów Polski. Bezkonkurencyjny okazał się bowiem w klubowej klasyfikacji kanadyjskiej – do 13 goli dorzucił 10 asyst. Te liczby byłyby pewnie jeszcze bardziej okazałe, gdyby w końcówce sezonu był w pełni zdrowy. Grał jednak z urazem, co wiązało się z ogromnym dyskomfortem. Nie chciał o tym mówić, żeby nie szukać łatwych wytłumaczeń rzekomej obniżki formy. Zaciskał zęby i zostawiał na boisku zdrowie. Kapitańska opaska na ramieniu to nie przypadek. „Rado” przy Łazienkowskiej nigdy nie był jednym z wielu.

 

Jacek GÓRALSKI (Jagiellonia Białystok)

Fot. Pawel Jaskolka / źródło: Pressfocus


Kiedy w listopadzie ubiegłego roku zadebiutował w drużynie narodowej, usłyszał nie tylko od osób mu przychylnych, że wreszcie trafił na należne mu miejsce. O tym, że to piłkarz reprezentacyjnego formatu, mówiło się już wtedy, gdy grał na zapleczu ekstraklasy w barwach Wisły Płock. Po przeprowadzce do stolicy Podlasia szybko potwierdził swoje walory. W drugiej linii białostockiego zespołu był człowiekiem od zadań specjalnych i wywiązywał się z nich nad wyraz rzetelnie. Najdłużej zapamięta prawdopodobnie domowy mecz z Legią. Miał wtedy wyłączyć z gry samego Vadisa Odjidję-Ofoe. Poradził sobie z tym wyśmienicie. Ba, właściwie był jedynym, któremu ta sztuka się udała…

 

Vadis ODJIDJA-OFOE (Legia Warszawa)

Fot. Rafal Oleksiewicz / źródło: Pressfocus


W zgodnej opinii ekspertów, komentatorów i postronnych obserwatorów – najlepszy piłkarz Lotto Ekstraklasy. A jeśli ktoś w formułowaniu komplementów chce być bardziej precyzyjny, dodaje od razu, że tej klasy zawodnik w polskiej lidze nie grał nigdy wcześniej. Takiego samego zdania był choćby trener Lecha Poznań, Nenad Bjelica, który po porażce przy Łazienkowskiej nie zawahał się oznajmić, że Belg do poziomu rozgrywek po prostu nie pasuje. Mało kto pamięta, że podziękowania za sprowadzenie Odjidji-Ofoe do Warszawy należą się… Besnikowi Hasiemu, uznawanemu u nas za największy trenerski niewypał ostatnich lat. To on wskazał na śniadoskórego pomocnika i upierał się, by transfer zrealizować. Dzisiaj prowadzi Olympiakos Pireus i… znów życzy sobie w drużynie tego samego piłkarza.

 

Konstantin VASSILJEV (Jagiellonia Białystok)

Fot. Maciej Gilewski / źródło: 058sport.pl


Mimo słabszej rundy rewanżowej, co było efektem głównie kłopotów zdrowotnych, stanowił serce zespołu, który do ostatnich sekund walczył o mistrzostwo Polski. Sam zawodnik długo rywalizował z Odjidją-Ofoe o miano najlepszego gracza ekstraklasy. Ostatecznie tej konfrontacji nie wytrzymał, ale nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z piłkarzem nietuzinkowym. Boiskowa inteligencja, świetny przegląd pola i kapitalny strzał z dystansu. Tym imponował przez długie miesiące. O jego pozyskanie najgorliwiej zabiega w ostatnich dniach Śląsk Wrocław. Choć gwoli prawdy – tego pokroju zawodnik znajdzie zatrudnienie w każdym innym polskim klubie.

 

Darko JEVTIĆ (Lech Poznań)

Fot. Paweł Jaskółka / źródło: Pressfocus


Konkurs na najlepszą lewą nogę w lidze został rozstrzygnięty w zasadzie bez kontrowersji. Szwajcarski skrzydłowy wyraźnie zdystansował konkurencję. Jego wizytówka to nie tylko precyzyjne do bólu strzały, ale także gra kombinacyjna na małej przestrzeni i coś, co można nazwać finezją ostatniego podania. A że jego koledzy korzystali z tego nie tak obficie jak powinni, to już zupełnie inna sprawa. Jevtić tymczasem udowodnił, że boczny pomocnik nie musi być pędziwiatrem, by uchodzić za piłkarza klasowego.

 

Marcin ROBAK (Lech Poznań)

Fot. Jakub Piasecki / źródło: Cyfrasport


To ten, co nakrzyczał na trenera – tak rozmawiają o Robaku ci, którzy na co dzień interesują się futbolem ligowym średnio. Ale nawet oni wiedzą, że 34-letniemu snajperowi (w naszym zestawieniu najstarszy) puściły nerwy w ostatniej kolejce sezonu. Bjelica ściągnął go wtedy z murawy i… trochę się nasłuchał. Napastnikowi bardzo zależało na samodzielnym tytule króla strzelców, a ostatecznie koronę i berło musiał podzielić z Marco Paixao – obaj zdobyli w lidze po 18 goli. Za incydent lechita zostanie ukarany przez klub. Na pewno finansowo, a być może również zakazem transferu do innego zespołu. Nie zmienia to faktu, że okazał się najlepszym dżokerem w lidze – dziewięć razy trafiał do siatki rywala, wchodząc z ławki.

 

Marco PAIXAO (Lechia Gdańsk)

Fot. Piotr Matusewicz / źródło: Pressfocus


Nie brak takich, którzy właśnie jego uważają za pierwszego snajpera ekstraklasy. Tłumaczą to faktem, iż Portugalczyk tylko trzy bramki zdobył z rzutu karnego, podczas gdy Robak – aż osiem. W dwóch ostatnich potyczkach przed własną publicznością Paixao popisywał się hat-trickiem, ale nie przełożyło się to choćby na awans do europejskich pucharów. Pewnie oddałby kilka zdobytych goli w zamian za miejsce „na pudle”. O takim koncercie życzeń nie ma mowy, ale zawsze można się pocieszyć, że kolejny wyścig do Europy startuje już dokładnie za miesiąc…

 

Z tej samej kategorii