Hity ekstraklasy minionego sezonu

Rozgrywki już za nami, ale warto pokazać, co było największym zaskoczeniem dla fachowców i kibiców.

 Vadis Odjidja Ofoe
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

1. Gwiazda z brzuszkiem
Co było największym sukcesem Besnika Hasiego podczas jego krótkiej przygody w roli trenera Legii Warszawa? Z pewnością sprowadzenie na Łazienkowską Vadisa Odjidji-Ofoe. Dwa poprzednie sezony belgijski pomocnik miał nieudane. Zagrał w tym czasie w zaledwie 23 spotkaniach i miał problemy, aby przebić się do składu Norwich City, spadkowicza z Premier League. Na jego transfer niektórzy spoglądali dość sceptycznie. Wydawało się bowiem, że 28-letni dziś pomocnik ma lekką nadwagę. Wątpliwości jednak zostały rozwiane dość szybko, a piłkarz całkowicie przekonał do siebie na początku listopada, strzelając gola Realowi Madryt. W ekstraklasie zdobył cztery bramki i zanotował 12 asyst. Bez niego mistrzostwa Polski Legia by nie obroniła.

 

2. Spec od whisky
Michał Probierz należy do ludzi, których albo się kocha, albo nienawidzi. Niewiele brakowało, aby po słabym poprzednim sezonie pożegnał się z pracą na Podlasiu. Po raz kolejny jednak ostro zabrał się do pracy. Efekt? Wygrana faza zasadnicza i drugie, najwyższe w historii klubu, miejsce na zakończenie rozgrywek. Trener był rozgoryczony faktem, że po 30 kolejkach sezon nie dobiegł końca. Pogratulował nawet swojej drużynie mistrzostwa Polski. Walczył o nie z zespołem do samego końca. Zabrakło jednego gola, ale nie ma nad czym załamywać rąk. Może tylko nieznacznie nad tym, że na gali ekstraklasy ani Probierz, ani też żaden z piłkarzy Jagiellonii, nie otrzymał indywidualnego wyróżnienia. Wydaje się, że gdyby trzy nagrody pojechały do Białegostoku, to nikt nie mógłby mieć najmniejszych pretensji. Piłkarze zdecydowali jednak inaczej. Nagroda za gola sezonu dla Konstantina Vassiljeva to marne pocieszenie.

 

3. Liga jest ciekawsza
Czy poziom rozgrywek ekstraklasy idzie w górę? Trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Pewne jest jedno. W górę podąża, z każdym kolejnym sezonem, frekwencja na stadionach. Kiedyś do ulubionych zajęć czytelników poniedziałkowego wydania „Sportu” należało zliczanie liczby widzów, którzy zasiedli na trybunach. Niemal za każdym razem dochodziło się do wniosku, że jeden mecz w Anglii czy Niemczech gromadzi większą publikę niż wszystkie mecze w naszej lidze. Zaczęło się to zmieniać. Na naszą korzyść. W tym sezonie rekordy frekwencji poprawiano kilka razy. 113 807 widzów na stadionach podczas spotkań 27. kolejki to aktualnie najlepszy wynik w historii ligi zawodowej. Cieszy, że wszystkie mecze obejrzało niemal 3 miliony kibiców, a średnia frekwencja z wolna dobija do 10 tysięcy fanów na każdym meczu.

 

4. Poznańska młodość
Cieszymy się zawsze, kiedy młodzi polscy piłkarze osiągają sukcesy i poprzez dobrą grę w naszej lidze promują się. W tym sezonie gracze, z których powinniśmy mieć pożytek, pokazali się w kilku klubach. Jednak tą drużyną, która stawia na młodzież najodważniej, jest Lech Poznań. Jan Bednarek to czołowy stoper ligi. Dawid Kownacki rozwija się w sposób harmonijny, a Tomasz Kędziora wypracował sobie funkcję kapitana „Kolejorza”. Jakiś czas temu niektórzy pukali się w czoło, kiedy mówiono, że na tych trzech piłkarzach Lech zarobi jakieś 15 mln euro. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że zysk może być jeszcze większy. O to chodzi, kluby nie tylko chcą, ale powinny zarabiać na szkoleniu piłkarzy. A do młodych graczy z Poznania należy przyszłość.

 

5. Honor podratowany
Ruch Chorzów spadł z ekstraklasy w sposób nieprzyjemny. W bardzo kiepskim stylu i kiepskiej atmosferze wokół klubu. Honoru Górnego Śląska bronił zatem Piast Gliwice. Nikt nie łudził się, że ekipa z Okrzei obroni wicemistrzostwo Polski. Była w kiepskim położeniu, ale w tym roku pokazała, że potrafi. Zatrudnienie Dariusza Wdowczyka może nie okazało się strzałem w dziesiątkę - chociaż zespół właśnie na takiej pozycji skończył rozgrywki - ale w solidną dziewiątkę działacze Piasta trafili. Gwiazdą zespołu okazał się Gerard Badia. Widać, że hiszpański pomocnik nie spędza czasu wyłącznie na nauce języka polskiego, która idzie mu całkiem nieźle. Ma predyspozycje do tego, aby stać się w przyszłości symbolem Piasta. I niech tak się stanie. To zrównoważony i niezwykle pożyteczny gracz, którego obecność jest obecnie „Piastunkom” niezbędna.

 

Z tej samej kategorii