W gościnie u "Wielkiego Lojzy". Górnik Zabrze na obozie w Kravare

„Górnicy” przygotowują się do wiosny w ośrodku w Kravare - ledwie 15 km od polskiej granicy - który niespełna trzy lata temu był bazą rosyjskich gwiazd podczas hokejowych mistrzostw świata w Czechach.

Zatelefonowałem do znajomego, który pasjonuje się hokejem. - Alois Hadamczik: mówi ci coś to nazwisko? - pytam.
- Wielki Lojza? - ożywił się kolega po drugiej stronie linii. - No pewnie. Taki czeski hokejowy Franek Smuda. Trochę się z niego nasi sąsiedzi czasem podśmiewają, ale i bardzo szanują. Czasem „pan profesor” o nim mówią, bo jest absolwentem Uniwersytetu Karola w Pradze. A w pracy trenerskiej osiągnięcia też ma naprawdę spore - słyszę w odpowiedzi.

 

Fot. Norbert Barczyk / źródło: Pressfocus


Rzut oka „do sieci”. Jest: „Alois Hadamczik - český hokejový trenér a podnikatel”. I długa lista medali wywalczonych na trenerskiej ławce przez ponad 20 lat pracy. Trzykrotny wicemistrz Czech (z Trzyńcem i Vitkovicami), czterokrotny brązowy medalista (w Trzyńcu i Sparcie Praga). Ale jeszcze ciekawiej - w rubryce „reprezentacja”. „Srebro” w mistrzostwach świata 2006, „brąz” w imprezie tej samej rangi w 2011 i 2012...

 

Kowalczu pisał po ścianie
A zatem wszystko jasne. Rozglądam się wokół. Na ścianach restauracji, recepcji, w hotelowych korytarzach mnóstwo zdjęć: czeska reprezentacja z medalami. Dominik Haszek skupiony w bramce. Jaromir Jagr w rękami uniesionymi w geście zwycięstwa. I jeszcze wielu innych, na pierwszy rzut oka anonimowych dla polskiego kibica, który czeskim hokejem interesuje się od przypadku do przypadku. Ale wystrój nawet na postronnej osobie musi budzić wrażenie. Samych koszulek Jaromira Jagra - legendy nad legendami tej dyscypliny, nie tylko w Czechach - oprawionych w ramy, z jego autografem, jest kilka. Zaraz obok - strój Aleksandra Owieczkina. A Ilja Kowalczuk - inny z rosyjskich „gladiatorów hokeja” - podpisał się... bezpośrednio na ścianie, opatrzonej jego wielkim zdjęciem! Dla „Sbornej” w trakcie mistrzostw świata, rozgrywanych w Pradze i Ostrawie w 2015, właśnie „Buly Arena” w Kravare - 15 kilometrów od polskiej granicy - była główną bazą. „Na co dzień” wpadają tu przede wszystkim czeskie hokejowe drużyny ligowe. Nic dziwnego; pomijając całe zaplecze hotelowo-treningowe, najważniejszym dla nich miejscem jest pełnowymiarowe lodowisko. - Nie ma mowy, by zarezerwować ten obiekt w okresie od maja do sierpnia - mówi kierownik drużyny Górnika, Krzysztof Skutnik. - Hokeiści biorą go w absolutne posiadanie; to przecież ich okres przygotowawczy do sezonu.

 

Unia na obóz też da
Zimą - gdy gra liga hokejowa - o miejsce w „Buly Arena” trochę łatwiej. I zabrzanie z tego faktu korzystają już drugi rok z rzędu. „Odkrył” je dla nich... ligowy rywal zza między, czyli Piast Gliwice. Trener Radoslav Latal przywiózł tu swój zespół rok temu w styczniu. Wtedy „górnicy” - mający nieco przesunięty harmonogram przygotowań do wiosny (bo w pierwszej lidze rozpoczynała się ona później, niż w ekstraklasie), w Kravare niejako „wymienili się” z gliwiczanami po zakończeniu ich obozu. W tym roku są jedyną polską ekipą, która tu zjechała. A wspomniany Alois Hadamczik - „podnikatel”, czyli biznesmen - osobiście dogląda, by niczego im nie brakowało. Zabrzanie przyzwyczaili się już do tego, że codziennie parokrotnie mijają się z nim, wychodząc na zajęcia. Zazwyczaj - jako współwłaściciel „Buly Arena” - przesiaduje w hotelowej restauracji, kontraktując kolejne chętne do wynajęcia ośrodka ekipy. A zdarzają się wśród nich czasem przypadki oryginalne: jakiś czas temu do Kravare na zgrupowanie przyjechał jeden z polskich.... piątoligowców z drugiej strony granicy! W klubie jakiś łebski facet - ze znajomością przepisów - napisał stosowny projekt, wysłał do brukselskich urzędników, i otrzymał dofinansowanie z Unii Europejskiej obóz drużyny! Piłkarze-amatorzy przez kilka dni trenowali na tej samej murawie i „robili siłę” na tych samych urządzeniach w „fit-centrum”, co obecnie podopieczni Marcina Brosza. Można? Można...

 

Waterpolo również buduje!
Choć wyposażenie pokoi - dwu- i trzyosobowych - w „Buly Arena” jest dość... ascetyczne, sportowcy na nudę narzekać nie mają prawa. A już na pewno nie - na nadmiar wolnego czasu. „Górnicy” dostają mocno w kość od swego sztabu szkoleniowego, a ośrodkowe „atrakcje” - naturalnie z wyjątkiem wspomnianej tafli lodowej - wykorzystywane są przez nich w pełni. Siłownia, sala gimnastyczna, centrum odnowy biologicznej, o murawie już nie wspominamy. Basen? Oczywiście też, ale... w ściśle określony sposób. - To również forma budowania zespołowości - tak Norbert Bradel, trener przygotowania mentalnego w zabrzańskim sztabie, mówi o wieczornych turniejach piłki... wodnej, organizowanych dla zawodników. Kiedy po 21.00 z akwenu znikną już ostatni goście, obejmują go w posiadanie właśnie „górnicy”, tocząc - w 6-7-osobowych drużynach - zaciekłe boje waterpolowe! Jak widać, każdy element zgrupowania mają ekipie z Roosevelta precyzyjnie zaplanowany. Zresztą do Kravare Górnik przyjechał może nie tyle z własnymi produktami, co raczej - z własnym menu, precyzyjnie przez tutejszą obsługę realizowanym. Zupa-krem jarzynowy, na drugie - krwisty stek, kasza, gotowane brokuły, surówka z buraków - to dla tych kibiców, których interesuje wgląd w piłkarską dietę.

 

Z powodu intensywności łamią się nogi!
Intensywność zajęć - najwyraźniej spora. Zabrzańscy fizjoterapeuci mają pełne ręce roboty. - Zaczynają zwykle przed 10.00, kończą - często po 23.00 - przyznaje cytowany już Krzysztof Skutnik. Niby nic wielkiego: „wcierki”, masaże czy tejpowanie stawów przed treningiem - a czas leci. A jeszcze przygotowanie napojów, suplementów... Generalnie „obłożenie” jest tak duże, że w trakcie tygodniowego zgrupowania trzeba było dowieźć dodatkowy stół do masażu; w poprzednim... nie wytrzymała jedna z nóg! Nic dziwnego, że w pokoju fizjoterapeutów - do którego co rusz ktoś puka - jedno z głównych urządzeń to... automat do kawy!

 

Zabrzańskie akcenty „złotej ery” Banika
„Górnicy” na korzystanie z innych atrakcji ośrodka - pola golfowego, kortu tenisowego albo kręgielni - czasu nie mają. Na przyglądanie się wystrojowi wnętrz - też pewnie nie. A warto, bo poza wspomnianymi już wszechobecnymi już akcesoriami hokejowymi, znajdziemy też wiele pamiątek piłkarskich, na dodatek - z akcentami... zabrzańskimi. Starszy (nieżyjący już) brat właściciela obiektu, Evżen (Eugeniusz) Hadamczik był bowiem twórcą największych sukcesów piłkarzy Banika Ostrawa w ich „złotej erze” na przełomie lat 70. i 80. Dwukrotnie zdobył z nimi mistrzostwo Czechosłowacji, trzykrotnie - wicemistrzostwo. Sięgnął też w tym okresie ostrawski zespół po puchar kraju. W Pucharze Europy Mistrzów Krajowych dotarł do ćwierćfinału, a w Pucharze Europy Zdobywców Pucharów - nawet do półfinału (1:3 i 2:1 z Fortuną Duesseldorf). Szkoleniowca, który w roku 1982 objął olimpijską reprezentację Czechosłowacji, „złamało” jednak wycofanie się tzw. krajów demokracji ludowej z udziału w igrzyskach w Los Angeles, gdzie jego podopieczni mieli bronić „złota” sprzed czterech lat. Choć w 1984 powierzono mu pracę z pierwszą reprezentacją, poprowadził ją tylko w jednym meczu. We wrześniu tegoż roku - w wieku niespełna 44 lat - popełnił samobójstwo..
„Złota era” Banika też ma swe miejsce na ścianach „Buly Arena”. Na zdjęciach mistrzowskiego teamu wprawne oko zabrzańskiego fana bez trudu dojrzy postać dobrze przy Roosevelta znaną. Ważnym ogniwej ostrawskiego zespołu był przecież w tym okresie niejaki Werner Liczka, który w 2004 roku przez osiem miesięcy prowadził Górnika w polskiej ekstraklasie.
Obecna drużyna z Roosevelta zapewne nie doczeka się własnego „kącika” w „Buly Arenie”. Choć gdyby sięgnęła po krajowy czempionat - a przecież ma na to bardzo realną szansę - to... kto wie?

 

Z tej samej kategorii