Młodsi nawet rozgrzewkę mają krótszą...

13.03.2016 GORNIK ZABRZE - LECHIA GDANSK EKSTRAKLASA PILKA NOZNA
 fot. Michał Stańczyk  /  źródło: Cyfrasport

W zabrzańskiej szatni linia podziału przebiega między odkryciami ubiegłego sezonu - czasem nastoletnimi jeszcze - a tymi, którzy przekroczyli już trzydziestkę albo też dobijają do niej.

Ten podział nie generuje jednak konfliktu pokoleniowego, ale wprost przeciwnie – wyzwala w drużynie zdrową rywalizację. - Najważniejsze, że tej różnicy wieku nie widać w szatni – uśmiecha się Mariusz Przybylski, najstarszy piłkarz Górnika.

 

Do młodych świat należy
Aktualnie w klubowej kadrze jest czterech graczy z trzydziestką na karku (Grzegorz Kasprzik, Ołeksandr Szeweluchin, Igor Angulo i wspomniany Przybylski) i nie mający jeszcze skończonych 29 lat Erik Grendel. Gdy na boisko wybiega podstawowa jedenastka, niezmieniana zresztą od początku sezonu, rola seniora przypada Hiszpanowi. Średnia wyjściowego składu to 23,6 - najniższa w ekstraklasie. A byłaby jeszcze niższa, gdyby nie Angulo, autor 7 goli. - Ale Igor jest znakomitym wzorcem dla młodzieży, która go podpatruje na treningach, uczy się od niego – przyznaje Marcin Brosz, szkoleniowiec Górnika, który od momentu przyjścia na Roosevelta wciela w życie zasadę: „do młodych świat należy”...


Jak widzą tę niecodzienną sytuację starsi gracze, którzy początkowo byli bardzo nieufni wobec inwazji młodych? - Trzeba nadążać za młodymi. My, starsi, cały czas musimy czuć się młodo, bo młodzi szybko odpalają, wszystko przychodzi im łatwiej. Nawet rozgrzewkę mają krótszą, gdyż szybciej są przygotowani do gry. Oni mają swoje tempo i tego tempa musimy im dotrzymać. Nie mamy innego wyjścia – przyznaje Ołeksandr Szeweluchin.

 

Żeby w tygodniu nic nie bolało...
Jeszcze do niedawna piłkarzem nie do zastąpienia, wręcz ikoną Górnika, był Mariusz Przybylski, któremu nikt nie zaglądał w metrykę. Pierwszym, który to zrobił, był Leszek Ojrzyński. Na początku zimowych przygotowań w 2016 roku „niespodziewanie dla wszystkich odsunął piłkarza od treningów z pierwszym zespołem. To był szok dla kibiców, jak również samego zawodnika. W miniony weekend Ojrzyński ponownie zawitał na Roosevelta, prowadząc z ławki Arkę. - Ale nasze drogi nie skrzyżowały się, nie spotkaliśmy się na stadionie – wyjaśnia Przybylski, który nie chce teraz wracać do tych przykrych wydarzeń. Równie przykre były dla niego kontuzje, który z pewnością zahamowały rozwój kariery jednego z najbardziej niedocenianych pomocników ekstraklasy. - Owszem, wpłynęły na moją sytuacj;, na to, że w tym roku ani razu nie zagrałem ligowego meczu – martwi się Przybylski. - W marcu miałem trzecią operację stawu skokowego i ciągle byłem w okresie rehabilitacji. Wszedłem w trening z drużyną, obciążenia oczywiście rosły i pojawiły się mikrourazy. Ostatnio były problemy z „czwórką”, wcześniej - z przywodzicielem. Ale ja się nie poddaję, nie zamierzam jeszcze ustępować młodym. Chcę się z jak najlepszej strony zaprezentować na boisku – zapewnia „Mario”, któremu kontrakt z Górnikiem kończy się 30 czerwca przyszłego roku. Jego marzenia już nie sięgają gwiazd, dotyczą prostych rzeczy. - Chciałbym, by chociaż tydzień-dwa nic mnie nie bolało, nie było żadnych kontuzji; bym mógł normalnie trenować – przyznaje Przybylski.

 

Cicho siedzieć, ostro trenować!
Erik Grendel nie miał może aż tylu zdrowotnych perypetii, niemniej po rekonstrukcji przedniego więzadła krzyżowego musi w ekspresowym tempie odrabiać zaległości fizyczne, by móc skutecznie rywalizować z młodzieżą Górnika. - Miałem długą przerwę w grze, ale dochodzę do siebie. Trener Brosz wymaga ode mnie, bym był w wysokiej formie motorycznej. Gdy będę, piłkarsko na pewno dam sobie radę. Trener nic teraz nie zmienia i nie musi, gdyż wyniki sportowe są bardzo dobre. A co z nami, starszymi graczami? Musimy cicho siedzieć i ostro trenować... Naciskamy na młodych; im mocniej będziemy na nich naciskać, tym szybciej będą się rozwijać. A wtedy rywalizacja w drużynie będzie na jeszcze wyższym poziomie – zaznacza słowacki pomocnik, który jest mocno związany z zabrzańskim klubem i nie chciałby – na razie – zmieniać środowiska. - To, że nie gram, na pewno mnie martwi. Ale niczego w tej chwili nie mogę zrobić. Jeśli do grudnia nie dostanę szansy, zacznę się zastanawiać, co dalej. Na razie postanowiłem sobie, że walczę do końca roku walczę; zrobię wszystko, by się pokazać na boisku. Ja lubię Górnika, lubię ten klub i jego wspaniałych kibiców. Nie chcę z Zabrza odchodzić! – deklaruje stanowczo Grendel.

 

Zaraźliwy optymizm
Starsi zawodnicy nie narzekają po kątach, że młodzi odbierają im chleb i coraz śmielej rządzą w szatni Górnika. Postanowili grać i trenować na ich warunkach, bo wiedzą doskonale, że tylko wtedy dotrzymają im kroku. - To jest pozytywne, że młodzi tak fajnie się rozwijają, że Górnik jest zdominowany przez młodzież. W tak młodej szatni człowiek nie odczuwa różnicy wieku. Oni mają fantazję, a to pomaga nie tylko im, ale i starszym zawodnikom. Na pewno korzyści są obustronne. Przy tej młodzieży starsi zawodnicy czują się tak, jakby im odjęto co najmniej kilka lat. Oni zarażają nas swoim pozytywnym podejściem do życia i piłki – tak podsumowuje całą sprawę Przybylski.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~AmerykaninUżytkownik anonimowy
~Amerykanin :
No photo~AmerykaninUżytkownik anonimowy
Brawo Sandecja , Górnik Zabrze, Arka a nawet Drutex w I lidze , hańba jak grają ci przepłaceni gwiazdorzy w Warszawie, Poznaniu, katowicach , Sosnowcu . Mają za dużo kasy i nie chce im się starać. To oni kładą na łopatki polską ligę. Dość gwiazdorstwa w Polsce . Pogonić do uczciwej roboty tych gwiazdorów
18 sie 20:27 | ocena:100%
Liczba głosów:5
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Mecze ekstraklasy to rozgrzewka!
18 sie 19:36 | ocena:100%
Liczba głosów:2
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii