Dariusz Wdowczyk: Tak dalej być nie może!

Od moich zawodników oczekuję innego podejścia. Może niektórzy pomyśleli, że mają zagwarantowane miejsce na zawsze, a tak przecież nie jest - podkreśla szkoleniowiec drużyny z Okrzei.

Piast Gliwice - Pogon Szczecin
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

KRZYSZTOF BROMMER: Kilka dni wystarczyło, by ochłonął pan po tym, co zobaczył w Poznaniu?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Co tydzień mamy premierę, więc trzeba było szybko ochłonąć, skupić się na kolejnym meczu i jak najlepiej się do niego przygotować.

 

Jakiś czas temu rozmawialiśmy i bardzo chwalił pan środkowych obrońców, Aleksandara Sedlara oraz Heberta. Po spotkaniu z Lechem to im oberwało się najbardziej...

DARIUSZ WDOWCZYK: - Samo życie. Każdy mecz weryfikuje zawodników i to, co robią na boisku. Myślę, że przez 40 minut wyglądało to dobrze. Popełnialiśmy błędy w ustawieniu, przesuwaniu, ale Lech z nich nie skorzystał, chociaż kilka razy mógł nam zagrozić już zdecydowanie wcześniej. Dwa gole, które straciliśmy w pierwszej połowie padły po wyprowadzaniu piłki przez nas. Najpierw Martin Bukata zanotował stratę, a później niedokładnie piłkę podawał Urosz Korun. Nie oznacza to jednak, że po takich pomyłkach musimy tracić bramki. Organizacja gry w obronie nie była jednak na tyle dobra by temu zapobiec. Dochodzą to tego złe indywidualne decyzje Sedlara i Heberta. W pierwszym przypadku Aleks mógł zrobić wślizg, czyli to co robi zawsze lub odprowadzić Jóźwiaka do końcowej linii. Wtedy nie byłoby tej sytuacji, a tak rywale uzyskali rzut karny. W drugiej sytuacji bramkowej Hebert powinien dużo wcześniej zaatakować Makuszewskiego. To jest dla mnie oczywiste. Dobrivoj Rusov również mógł odrobinę lepiej zachować się przy tej bramce, bo mówi się, że bramkarz powinien chronić „krótki” róg, ale uderzenie było mocne i oddane z niewielkiej odległości, więc nie sparował piłki.

 

Błędy, błędami, ale chyba najbardziej pana zdenerwowało nastawienie drużyny w końcówce meczu.

DARIUSZ WDOWCZYK: - Nie pogodzę się z tym. Wróciliśmy do gry, strzelając kontaktowego gola, ale nie byliśmy konsekwentni. Lech nie grał nadzwyczajnego spotkania. Te 5 bramek nie odzwierciedla tego, co się działo na boisku. Być może w drugiej połowie tak było, bo po trzecim golu rywale złapali trochę oddechu i grało im się swobodniej, ale w pierwszej na pewno nie. Mecz trwa 90, a nie 40 minut... My przez pełny wymiar czasu nie zrobiliśmy wiele, by osiągnąć korzystny rezultat. Popełniliśmy zaledwie 7 fauli! To też daje mi pewien obraz tego, jak się prezentowaliśmy i angażowaliśmy w walkę. Chcemy grać w piłkę, ale jak nie poprzemy tego walką, to będziemy mieć problemy z każdą drużyną.

 

Mecz ze Śląskiem będzie w waszym wykonaniu inny?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Spodziewam się, że będzie zdecydowanie inny. Przekaz jest jasny: tak dalej być nie może! Jeśli nie będziemy skoncentrowani od pierwszej do ostatniej minuty, to - tak jak powiedziałem - będziemy mieli problemy z każdym. Od moich zawodników oczekuję innego podejścia. Po to ciężko trenujemy w tygodniu, by w weekendy wychodzić na mecz i niech to będzie dla nas święto. Dajmy z siebie wszystko, by osiągać dobre rezultaty. Można przegrać z każdym, ale trzeba mieć w sobie wiarę i determinację, by robić wszystko, aby osiągnąć korzystny wynik. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że nie robiło nam różnicy czy stracilibyśmy 5 czy 7 bramek... Dla mnie to jest różnica w podejściu każdego zawodnika do meczu i do wykonywania swojego zawodu profesjonalnie przez całe spotkanie. Odprawa nie była niczym przyjemnym, bo po 1:5 nie ma możliwości na nic takiego.

 

Musiał pan w tym tygodniu wcielić się w psychologa?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Życie toczy się dalej i - ile razy to słyszymy - musieliśmy wszystko przeanalizować oraz wyciągnąć wnioski. My nie chcemy tylko analizować. Chcemy po prostu grać lepiej. Musimy to zrobić, bo wiem, że potrafimy. Odprawa i rozmowy nie były niezbyt miłe, nie dlatego, że przegraliśmy 1:5, ale dlatego, że popełnialiśmy proste, juniorskie błędy w różnych formacjach. Przesuwanie w pionie i poziomie było totalną klapą, a w drugiej połowie zupełnie nic nie funkcjonowało.

 

Skoro ma pan tyle uwag do poszczególnych piłkarzy, to można spodziewać się kolejnego „zimnego kubła” dla zawodników w postaci roszad w składzie?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Zobaczymy. Na niektórych pozycjach możemy trochę pozmieniać, ale na innych nie mamy zbyt wielu opcji. Chciałbym sprawić, aby zawodnicy byli głodni gry i byli zdesperowani, żeby wychodzić na murawę w pierwszej jedenastce. Być może niektórzy pomyśleli, że mają zagwarantowane miejsce na zawsze, a tak nie jest.

 

Nie może pan już liczyć na Radosława Murawskiego, który odszedł oraz na kontuzjowanego Gerarda Badię. Obaj znaczyli wiele - dla drużyny i byli „dobrymi duchami” szatni. Może być tak, że ich w tych trudnych momentach brakuje?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Niewątpliwie, Gerard scala szatnię. Dzięki jego charyzmie, umiejętnościom i nawet językowi polskiemu, którym dobrze się posługuje. Zawodnicy patrzą na niego i jest motorem napędowym drużyny. Teraz go nie ma, więc chciałbym, żeby ktoś inny przejął jego rolę, bo musimy zacząć ze sobą rozmawiać. Nie chcę, aby było tak, że wracamy do szatni po 1:5 i mówimy „nic się nie stało”. A właśnie, że się stało! Przegraliśmy, a przeciwnik strzelił nam 5 goli. Na miejscu Rusova powiedziałbym kilka słów kolegom z zespołu. Umówmy się, że on sam nie zawinił przy żadnej bramce, a gdyby nie jego interwencje, przegralibyśmy jeszcze wyżej. Krótka, męska i zdecydowana rozmowa może poczynić dużo dobrego. Trzeba sobie powiedzieć kilka rzeczy w żołnierskich słowach. Zawodnicy, którzy grali przed bramkarzem nie pomogli mu w tym, by on mógł ten mecz wybronić.

 

Wydaje mi się, że jednym z piłkarzy, którzy w meczu z Lechem wnieśli sporo ożywienia był Aleksander Jagiełło. Zgadza się pan?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Obserwuję zawodników na treningach i wymagam od nich więcej niż, żeby tylko „coś się działo”. Nie tylko Olek, ale i Karol Angielski, który w momencie pojawienia się na boisku miał również zadania defensywne, ale odpuszcza rywala, który za chwilę strzela bramkę lub stwarza groźną akcję. To są momenty, które wpływają później na obraz gry. Dodatkowo pojawia się jeszcze brak komunikacji. Przy pierwszej bramce dla Lecha Sedlar i Konczkowski powinni się dużo lepiej zachować. Finalnym błędem było to wejście Aleksa, ale gdyby Martin wcześniej inaczej się zachował, to akcja rozwiązałaby się inaczej. Jak byśmy ze sobą rozmawiali i sobie podpowiadali, to być może nie skończyłoby się to tak, jak się skończyło. Jeśli będziemy grupą, która się ze sobą nie komunikuje, to będziemy mieć problemy także z innymi drużynami. Jak popatrzyłem sobie na stopera Lecha Lasse Nielsena, który po angielsku, ale krzyczał na wszystkich kolegów, to tego samego bym wymagał od moich zawodników. Wszystko jedno, w jakim języku będą to robić, ale niech krzyczą.

 

Śląsk to niewygodny rywal. Na kogo przede wszystkim będziecie musieli uważać?

DARIUSZ WDOWCZYK: - Nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że trzeba uważać na Marcina Robaka, Jakuba Koseckiego i Roberta Picha... Wszyscy wiedzą także, że wrocławianie są solidni w defensywnie, a Piotr Celeban potrafi strzelać bramki, co udowodnił w meczu z Lechią. Skoncentrujmy się na tym, co mamy robić. W tym spotkaniu trzeba „pojechać” na charakterze, a mniej na umiejętnościach. Jeśli go pokażemy, to cała reszta przyjdzie. Dla nas najważniejsze są 3 punkty. Jak będziemy gonili za każdą akcją, zagramy skutecznie w obronie i pokażemy determinację, żeby wygrać, to tak się stanie. To jednak nie zrobi się samo.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Panie nie ma tak źle. Miasto dało 5 baniek to parę punktów się kupi.
4 sie 15:08 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Panie z tym szrotem bez koperty daleko nie ujedziesz!
4 sie 15:02 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii