Niesforny Słowak musi zapłacić

Jaroslav Mihalik, najdroższy nabytek w historii Cracovii, stał się tej zimy najbardziej palącym problemem.

Jaroslav Mihalik
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

W środę, gdy piłkarze Cracovii trenowali na stadionie przed meczem ze Śląskiem Wrocław, Jaroslava Mihalika nie było wśród nich. Razem z juniorami oraz niechcianymi w zespole Lennardem Sowahem, Grzegorzem Sandomierskim i Deleu trenował w tzw. drugiej grupie treningowej w ośrodku „Pasów”. - To tylko rozwiązanie tymczasowe, bo mogliśmy wziąć na zajęcia na głównej płycie tylko dwudziestu dwóch piłkarzy. O tym, że Mihalika nie było wśród nich, zdecydowały tylko względy sportowe – mówi trener Michał Probierz, zapewniając, że w kolejnych dniach Słowak będzie znowu trenował z pierwszą grupą. To nie oznacza jednak, że jego pozycja w zespole jest dobra.

 

Czterdzieści tysięcy kary
Kiedy zespół pojawił się w Krakowie po zgrupowaniu w Turcji, Mihalik od razu został wezwany na rozmowę z wiceprezesem Jakubem Tabiszem. Czekała go kara w wysokości ponad czterdziestu tysięcy złotych (dziesięć tysięcy euro). Poszło o wywiad, jakiego w trakcie zimowego zgrupowania Mihalik udzielił „Przeglądowi Sportowemu”. Podkreślał w nim, że chce odejść z klubu, został oszukany przez Janusza Filipiaka, prezesa Cracovii, który zniechęcił go do piłki. Piłkarz wypiera się tych słów, ale w klubie nikogo to nie przekonało, bo Słowak jest recydywistą. W podobnym tonie wypowiadał się również w listopadzie w „Gazecie Krakowskiej”. Wtedy Probierz go bronił, mówiąc, że piłkarz twierdzi, iż jego słowa zostały przekręcone. Dochodzą także głosy, że na zgrupowaniu Mihalik nie zachowywał się najlepiej. Zdarzyło mu się nie pojawić na śniadaniu z zespołem i prowokować sztab szkoleniowy. Probierz, zapytany o to, jest enigmatyczny. - Plotki szybko się rozchodzą. W grupie trzydziestu osób zdarzają się różne rzeczy – mówi. W podsumowaniu obozu w Turcji dla klubowej telewizji powiedział, że niektórzy zawodnicy zrobili krok w tył. Miał mieć na myśli m.in. Mihalika.

 

Patowa sytuacja
Cracovia ma ze Słowakiem spory problem. Zapłaciła za niego w lecie ponad 3,5 miliona złotych, jednak skrzydłowy na boisku kompletnie rozczarowywał. Nie strzelił ani jednego gola i zaliczył tylko jedną asystę. Jego zachowanie poza boiskiem też nie było najlepsze. Mihalik nie ukrywa, że nie czuje się w Krakowie dobrze i chce odejść za granicę, jednak przy tak słabej grze, nie ma chętnych, by sporo za niego płacić. Krakowianie z kolei nie chcą się pozbywać piłkarza, bo zbyt dużo na niego wydali, by teraz pozbywać się go lekką ręką. Zwłaszcza, że jego kontrakt obowiązuje aż do 30 czerwca 2021. Trzymanie go jednak na siłę w klubie grozi, że piłkarz będzie na miejscu zatruwał atmosferę i stroił fochy. Sytuacja jest na razie patowa, ale jakieś wyjście trzeba z niej znaleźć. Być może byłoby nim wypożyczenie. Mihalik w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” stwierdził, że ma ofertę odejścia na pół roku na Słowację, z opcją wykupu. W pierwszym meczu wiosny raczej go na boisku nie zobaczymy.

 

Z tej samej kategorii