Na wyjeździe też się da. Górnik zgarnia komplet punktów w Niecieczy

Górnik do tej pory najbardziej błyszczał w Zabrzu. Teraz wreszcie wygrał na wyjeździe.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Gornik Zabrze
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

O tym, że w Górniku pewności siebie po znakomitych kilku ostatnich miesiącach nie brakuje, najlepiej świadczy przedmeczowa wypowiedź Szymona Żurkowskiego, który stwierdził, że celem Górnika jest mistrzostwo Polski, bo „jak może być inaczej?”. Mimo znakomitej i efektownej gry na początku sezonu rewelacyjnego beniaminka, przeciwnicy mieli w rękach solidne argumenty, każące wątpić, czy zespół Marcina Brosza zdoła na dłuższą metę utrzymać się w czołówce. Zabrzanie nie potrafili do tej pory wygrywać poza swoją twierdzą przy Roosevelta i wyglądali na całkowicie uzależnionych od goli swojego najlepszego strzelca Igora Angulo. Mecz w Niecieczy był pierwszym w tym sezonie zadaniem kłamu tym opiniom. Górnik grał równie porywająco, co we wcześniejszych meczach, mimo że był pozbawiony największych dotychczas atutów.

 

Pierwsza wyjazdowa wygrana zabrzan w tym sezonie mogła być bardziej okazała i pewniejsza, ale zawodnicy z Górnego Śląska mieli problemy z wykorzystywaniem doskonałych sytuacji, które stwarzali. W ciągu kilku minut po zdobyciu pierwszej bramki, zabrzanie mogli zamknąć mecz. Nie zrobili tego jednak i jeszcze przed przerwą stracili bramkę. To największy mankament beniaminka. W poprzednich tygodniach też nie było bowiem tak, że Górnik, wyjeżdżając poza Zabrze, tracił wszystkie atuty. Przeciwnie, w trakcie minionych wyjazdów także prezentował się bardzo dobrze. Przez długie fragmenty meczów w Białymstoku (1:2), Gdańsku (1:1) i z Cracovią w Krakowie (3:3), był od rywala lepszy i prowadził. W decydującym momencie nie potrafił jednak dobić rywala i wypuszczał dobre wyniki z rąk.

 

Przebieg meczu w Niecieczy bardzo poważnie groził powtórką. Bruk-Bet Termalica był dotychczas najbardziej anemiczną i bezpłciową drużyną ligi. W ofensywie nie stwarzał żadnego zagrożenia. Pod koniec okna transferowego trener Mariusz Rumak doczekał się jednak wzmocnień w osobach Bartosza Szeligi, Szymona Pawłowskiego i Rumuna Gabriela Iancu. Ten ostatni jeszcze nie grał, ale do dyspozycji szkoleniowca Słoni wreszcie, po długiej przerwie, był za to Roman Gergel. Opiekun zespołu małopolski liczył, że mecz z Górnikiem będzie dla jego drużyny nowym otwarciem i w pewnym sensie faktycznie tak było. Samuel Štefanik, w otoczeniu nowych skrzydłowych i napastnika Jakuba Wróbla, który niespodziewanie, po rocznej przerwie, dostał szansę w ekstraklasie od pierwszej minuty, wreszcie pokazywał możliwości, które zwykle w nim drzemią. Pawłowski prezentował jakość, której niecieczanom bardzo brakowało. Gergel, dopóki miał siły, też grał bardzo dynamicznie. Niecieczanie stworzyli sobie więcej sytuacji, niż we wszystkich poprzednich meczach razem wziętych. Jeśli chodzi o wynik, ich sytuacja dalej jest fatalna, obsunęli się na ostatnie miejsce w tabeli. Pod względem gry, mecz z Górnikiem był jednak pierwszym od dawna znakiem życia drużyny, która poprzednie dobre spotkanie rozegrała jeszcze w 2016 roku. Zabrzanie potrafili jednak przetrzymać trudny moment i rozstrzygnąć wynik po swoim niezaprzeczalnie największym atucie, większym niż gra w Zabrzu i Angulo: stałym fragmencie gry. Górnik po raz kolejny potwierdził, że jest powiewem świeżości w ekstraklasie. Ale wcale niekoniecznie krótkotrwałym.

 

Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Górnik Zabrze 1:2

0:1 - Kądzior, 23 min

1:1 - Stefanik 37 min

1:2 - Ł. Wolsztyński 70 min

 

Bruk-Bet: Mucha – Szeliga, Kecskes, Putiwcew, Mikovic – Piątek (84. Misak), Kupczak – Gergel (71. Guba), Stefanik, Pawłowski – Wróbel (46. Śpiączka).

Górnik: Loska – Ambrosiewicz, Wieteska, Suarez, Koj (90. Wolniewicz) – Kądzior, Matuszek, Żurkowski, Kurzawa – Ł. Wolsztyński (80. Urynowicz), R. Wolsztyński (37. Ledecky).

 

Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).

Widzów 3519

Z tej samej kategorii