Wygrał Górnikowi niejeden mecz. Dziś pożegnaliśmy Leszka Brzezińskiego

Leszek Brzezinski
 źródło: własne

Dziś w południe w Krakowie odbył się pogrzeb byłego piłkarza, a potem działacza Górnika - Leszka Brzezińskiego. - To była osoba do rany przyłóż - podkreśla były szkoleniowiec zabrzan, Zdzisław Podedworny.

Leszek Brzeziński urodził się w Krakowie 25 września 1955 roku. Jego przyjaciel Edward Socha, z którym razem grali w ataku Górnika żartował, że tego dnia urodziło się dwóch wielkich napastników: Leszek Brzeziński i słynny reprezentant Niemiec Karl-Heinz Rummenigge.

 

- Z Leszkiem trzymałem się nie tylko na boisku, ale także poza nim, byliśmy przyjaciółmi, kontakt z nim utrzymywałem do końca – podkreśla Socha.

 

Brzeziński był wychowankiem krakowskiego Wawelu. Potem przywędrował jednak na Górny Śląsk. Grał w Bolesławie Bukowno, Grunwaldzie Halemba, żeby w 1979 roku, w wieku 24 lat trafić do Górnika.

 

Szybki i dobry technicznie

- Zawsze uśmiechnięty, zadowolony, bardzo koleżeński i kontaktowy. Nie miał problemów z wejściem do zespołu. Wszyscy go lubili. Do tego przekonywał do siebie grą i strzelanymi bramkami – podkreśla Socha.

 

W tamtym czasie atak Górnika tworzyła trójka: Edward Socha, reprezentant Polski Andrzej Pałasz i Leszek Brzeziński. - Ja z prawej, Andrzej w środku, a Leszek z lewej strony. Jak mu coś odbiło, to i z lewej potrafił uderzyć – śmieje się Socha.

 

Brzeziński był szybki, dobry technicznie. W klubie z Zabrza spędził w sumie sześć sezonów, w których zagrał w 117 spotkaniach i zdobył 22 bramki. Jak mówią o nim koledzy z boiska, Leszek był dobry technicznie, potrafił ograć rywala i uderzyć celnie na bramkę przeciwnika, ale nie miał wielkiego zdrowia do biegania, a w tamtych czasach to była podstawa.

 

- Zawsze we wtorki do południa mieliśmy ciężkie treningi, było tak szczególnie za trenera Podedwornego. Zajęcia były tak intensywne, że trudno było wytrzymać. Kto jednak chciał grać, to musiał się przyłożyć. Leszek miał z tym problem, bo pod tym względem odstawał, tak, że trener po dziesięciu, piętnastu minutach wysyłał go do szatni, a on… zadowolony, bo nie musiał biegać. Szkoleniowiec szybko się jednak zorientował i potem zmienił taktykę. Leszek musiał trenować z resztą, a za karę trener odsyłał go do szatni na… minutę przed końcem treningu - wspomina Socha.

 

- O Leszku mogę mówić w samych superlatywach, to była osoba do rany przyłóż - wspomina Zdzisław Podedworny. - Jak dobrze pamiętam, przyszedł do Górnika z Grunwaldu Halemba za mojej kadencji. Grzeczny, dostępny, a to, że akurat nie lubił takich, a nie innych treningów? No cóż, kiedyś trenowało się i pracowało inaczej. Ja wychodziłem z założenia, żeby był wynik, to trzeba się przyłożyć i zawsze we wtorki czy środy wychodziliśmy do lasku pobiegać. Leszek był typowym szybkościowcem, z jakiś powodów nie lubił tych mocnych treningów, gdzie dużo trzeba było biegać. Kończyło się jednak na tym, że dostawał burę i tyle. Być może w dzisiejszych czasach byłoby mu łatwiej, wtedy jednak pracowało się inaczej – wyjaśnia trener Podedworny. I dodaje: - Trzeba powiedzieć, że wygrał nam niejedno spotkanie. Pamiętam jeden z meczów na Legii. Poszła kontra, przejął piłkę i zdobył bramkę, która dała nam zwycięstwo w Warszawie. Nie brakowało takich spotkań z jego udziałem – podkreśla szkoleniowiec, który na początku lat 80. prowadził Górnika przez 3 lata i 8 miesięcy.

 

Nie odmówił pomocy

Po odejściu z Zabrza Brzeziński grał jeszcze w ekstraklasie w Cracovii, żeby karierę skończyć w 1989 roku Grunwaldzie. Potem wrócił do Górnika, gdzie z powodzeniem radził sobie w roli kierownika drużyny. - Uśmiechnięty, życzliwy. Zawsze można było liczyć na jego pomoc, nigdy nie odmówił – wspomina Ryszard Staniek, który trafił do Górnika z Odry Wodzisław na początku lat 90.

 

- 2, 3 czy 4 w nocy, nie było dla niego problemu, a wtedy było tak, że piłkarzom trzeba było pomagać o każdej porze. On zawsze był na miejscu – podkreśla Socha, który później ściągnął swojego przyjaciela do Stali Mielec.

 

- Leszek został asystentem trenera Smudy. Potem, kiedy Franek odszedł, to przez jakiś czas był nawet pierwszym trenerem Stali, prowadząc zespół w 12 spotkaniach – przypomina Socha.

 

Przyjaciel Brzezińskiego opowiada jeszcze jedną anegdotę o zmarłym. - Kiedy zaczynała się impreza, to Leszek nie zatańczył dopóki nie podwinął sobie nogawek u spodni – wspomina z uśmiechem.

 

Dziś w południe w Krakowie odbył się pogrzeb powszechnie lubianego i cenionego Leszka Brzezińskiego. Spoczął on na cmentarzu Podgórskim.

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~RaffaelloUżytkownik anonimowy
~Raffaello :
No photo~RaffaelloUżytkownik anonimowy
Ja byłem w 1983 roku po raz pierwszy na meczu Górnika i wtedy właśnie chłopaki wygrali po bramce Leszka Brzezińskiego. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie...
29 sie 07:40 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ObserwatorUżytkownik anonimowy
~Obserwator :
No photo~ObserwatorUżytkownik anonimowy
Pamiętam Leszka Brzezińskiego jako bardzo dobrego technicznie napastnika Górnika Zabrze z pierwszej połowy lat 80-tych. Cześć Jego Pamięci!
28 sie 21:08 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ottoUżytkownik anonimowy
~otto :
No photo~ottoUżytkownik anonimowy
Niech Spoczywa w Spokojui
28 sie 20:28 | ocena:88%
Liczba głosów:8
88%
13%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii