Niełatwe życie Słowaka przy Okrzei

Dobrivoj Rusov
 /  fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

To czwarty sezon w którym Jakub Szmatuła i Dobrivoj Rusov walczą o miejsce między słupkami gliwickiej bramki. Do tej pory ta zacięta rywalizacja wychodziła na dobre temu pierwszemu.

Kibicom może się wydawać, że tak naprawdę... nie ma rywalizacji o miejsce w bramce Piasta, bo od dłuższego czasu niekwestionowanym numerem jeden jest Jakub Szmatuła. Nic bardziej mylnego. Trener bramkarzy klubu z Okrzei, Mateusz Smuda, na każdym kroku podkreśla, że dobra dyspozycja jednego jest zasługą drugiego, który sportową złość pokazuje na treningach, podnosząc poziom rywalizacji. - Nie jest prostym zadaniem utrzymywanie takiej mobilizacji i świadomości, że każdy z nich jest potrzebny. Nam się to jak na razie udaje, może dlatego, że obaj to profesjonaliści i po prostu dobrzy ludzie. Staramy się działać uczciwie i to też w pewnym sensie zbudowało tak dobre relacje. Mam świetnych bramkarzy, którzy się nie obrażają, tylko walczą z całych sił na treningu i trzymają kciuki za kolegę – powtarza Smuda. Przykład owej przyjaźni „konkurentów” widzieliśmy w maju tego roku, gdy w I połowie Szmatuła ucierpiał w jednym ze starć i w przerwie musieli zaopiekować się nim lekarze. Rusov, zanim poszedł przygotowywać się do wejścia na boisku, odwiedził w gabinecie lekarskim swojego starszego konkurenta.
Słowak od początku pobytu w Gliwicach nie miał łatwego zadania. Wydawało się, że miejsce w składzie Piasta może wywalczyć w cuglach, bo krążyła o nim opinia jednego z najbardziej utalentowanych golkiperów na Słowacji. Życie napisało jednak swój scenariusz i Rusov miał o wiele trudniej. Sam musiał przestawić się do życia poza ojczyzną, a w dodatku Jakub Szmatuła zaczął przeżywać najlepsze chwile w swojej karierze. - Początek w Gliwicach mnie przerósł - przyznał swego czasu Rusov. - Dobo widuję na co dzień i trudno mi zauważać zmiany, ale wydaje mi się, że się zmienił, dojrzał. Wiele osób, które go widzi rzadziej, też to potwierdzi - dodaje Mateusz Smuda.

Szmatuła, który kilka lat temu dla kibiców poza Górnym Śląskiem mógł być anonimowym bramkarzem, obecnie ma zupełnie inną pozycję. Nie dość, że osiągnął życiową formę i historyczny sukces z Piastem (wicemistrzostwo Polski), to jeszcze został uznany za najlepszego bramkarza w ekstraklasie. Paradoksalnie to, co zbudowało jego pewność siebie, teraz może być zagrożeniem. - Trudniej utrzymać formę, gdy jest się na szczycie niż wejść na odpowiedni poziom. Tak jest w wielu sportach. Na pewno Kuba musi zmagać się z tym, że utrzymanie tak świetnej dyspozycji przez 3 lata to nie lada wyzwanie - przyznaje trener Smuda. 36-letni golkiper ma w sobie jednak dużo pokory. - Do siebie często mam pretensję, tak jak choćby za ostatni mecz z Pogonią, kiedy w 92 minucie straciliśmy gola po rzucie rożnym. Sam mogłem lepiej chłopaków poustawiać czy krzyknąć. Dwa pierwsze mecze nie były dla mnie udane. Nie miałem dużo pracy, ale też nie jestem zadowolony ze swojej postawy. Trzeba podnieść głowę do góry, bo wiem na co mnie stać – przyznaje Jakub Szmatuł], który co ciekawe, w poprzednich sezonach miał słabsze chwile i kilka razy był bliski utraty miejsca w składzie, ale udawało mu się wrócić do wysokiej formy. Jak rywalizacja będzie wyglądała w tym sezonie przekonamy się w najbliższych tygodniach i miesiącach.

Z tej samej kategorii