Czesław Michniewicz: Tylko słaby generał krzyczy

15.02.2016 POGON SZCZECIN - KORONA KIELCE EKSTRAKLASA PILKA NOZNA
 fot. Jakub Piasecki  /  źródło: Cyfrasport

Szkoleniowiec Pogoni Szczecin w rozmowie ze "Sportem" przed piątkową wizytą na stadionie lidera ekstraklasy.

W poniedziałkowy wieczór trafiło nam się widowisko. Pogoń najpierw dała strzelić Koronie dwa gole, by po zmianie stron odpowiedzieć trzema. Jutro coś ekstra szczecinianie chcą pokazać na stadionie lidera…

 

ŁUKASZ ŻUREK: Wie pan, co mówią w Gliwicach?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Nic do mnie nie dotarło. Co takiego?

 

Że jakby Michniewicz był trenerem Jagiellonii, to Piast miałby dzisiaj sześć punktów przewagi nad Legią. Wygrałby pan spokojnie na Łazienkowskiej przy stanie 0:2 do przerwy?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Nie, nie. Takie numery zdarzają się w piłce rzadko. Udało nam się odrobić taki wynik w meczu z Koroną, ale to nie znaczy, że tak będzie zawsze i wszędzie. I bardzo bym nie chciał ponownie znaleźć się w podobnej sytuacji. Fajnie wygrać 3:2, kiedy wydaje się, że nawet o remis będzie trudno, ale jednak takie przygody kosztują za dużo zdrowia. Zrobimy wszystko, żeby unikać tego typu kłopotów.

 

Stwierdził pan, że horror z Koroną kosztował pana trzy lata życia. Jak ekstraklasowy trener dba o swoje zdrowie i relaks po godzinach pracy? Joga, robótki ręczne, nordic walking?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Akurat ja nic z tych rzeczy. Przywiozłem sobie do Szczecina rower, bo lubię pojeździć. Na razie zimno, więc maszyna stoi. Ale koła napompowane, sześć atmosfer w każdym. Niedługo trzeba będzie ruszyć w trasę.

 

Na razie przed panem wycieczka autokarem do Gliwic. W piątek czeka nas mecz kolejki?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: To może być rzeczywiście ciekawy wieczór. Czy mecz kolejki? Tego się nigdy nie da zaplanować. Nie będę oryginalny – chcemy po prostu zagrać bardzo dobre spotkanie z nadzieją, że przełoży się to na punkty. Gliwice to jednak wybitnie trudny teren. Legia i Lech nie ugrały tam choćby punktów i strzeliły w sumie jednego gola. Spróbujemy sięgnąć po coś więcej. A jak się to uda? Sam jestem ciekaw.

 

Cieszy się pan, że z Piastem gracie po zimowej przerwie, a nie tuż przed nią? Wtedy to była maszyna trudna do zatrzymania…
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Ale teraz wcale nie będzie łatwiej. Piast od dawna jest już drużyną, z którą trudno będzie grać bez względu na porę roku. Nie sądzę, by zimowa przerwa mogła wpłynąć na obniżenie potencjału tego zespołu. Wręcz przeciwnie. Z Gliwic nie wyjechał żaden ważny piłkarz, więc w ostatnich tygodniach ta ekipa jeszcze lepiej się zgrała i miała czas na dodatkową konsolidację.

 

Wasz piątkowy rywal ma w swoich szeregach przynajmniej trzech bezwzględnych snajperów. A tymczasem obrona Pogoni mocno w poniedziałek kulała…
CZESŁAW MICHNIEWICZ: To prawda, w zespole Piasta klasowych egzekutorów nie brakuje. Jeśli chodzi o naszych obrońców, to w okresie przygotowawczym nic nie wskazywało, że możemy mieć tu kłopoty. W sparingach defensywa prezentowała się solidnie, więc byliśmy o tyły zupełnie spokojni. Ale już mówiłem gdzieś, że czasem to jest jak z egzaminem. Uczysz się kilka tygodni i jesteś pewien, że wszystko wiesz, a potem słyszysz pierwsze pytanie i nagle masz pustkę w głowie. Coś takiego spotkało nas właśnie do przerwy w meczu z Koroną. Wyszliśmy z dużych opałów dzięki ogromnej determinacji i za to dla chłopaków brawo.

 

Podobno w przerwie zachował pan w szatni stalowy spokój.
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Dobry generał tłumaczy, słaby generał krzyczy. Zwykle puszczam w szatni kilka fragmentów z pierwszej polowy, ale tym razem nie było na to czasu, bo musielibyśmy odtworzyć całe 45 minut. Powiedziałem tylko, że trzy kwadranse to dużo czasu. I że do protokołu meczowego wpisuje się wynik końcowy. Zespół rodzi się właśnie w takich momentach, kiedy trzeba w szatni wspólnie zapłakać. Jeśli nigdy nie znalazłeś się w ekstremalnie trudnym położeniu, to tak naprawdę nie wiesz, na co cię stać.

 

Słyszał pan takie hasło: „Murawski do kadry”?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Jak znam trenera Nawałkę, to niewykluczone, że w którymś momencie Rafałem się zainteresuje. Problem tylko w tym, że on sam oznajmił, iż z gry w drużynie narodowej rezygnuje. Sądzę, że sportowo nadal spokojnie by się obronił jako reprezentant kraju. Ale zostawiam to sztabowi szkoleniowemu kadry. Nigdy nie miałem w zwyczaju wciskać komukolwiek moich podopiecznych i tym razem również tego nie robię.

 

Ale dał się pan złapać w zasadzkę. Bo chodziło o Radosława Murawskiego z Piasta…
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Hah, to rzeczywiście pułapka. Radek? Jak najbardziej. Bardzo interesująca przyszłość przed nim – również w aspekcie reprezentacyjnym. Świetnie wyszkolony technicznie, inteligentny i - co ważne - ciągle robiący postępy.

 

A gdyby z Piasta i Pogoni trzeba było stworzyć jeden zespół bez słabego punktu, to jakbyśmy dopasowali formacje?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Jakkolwiek bym nie odpowiedział, mogłoby to kogoś zaboleć. Bo albo wskazałbym zbyt wielu piłkarzy Pogoni, albo za dużo tych z Piasta. Zresztą mam dzisiaj na tyle silną drużynę, że nikogo z Gliwic podbierać nie muszę. Oba zespoły łączy na pewno to, że zostały zbudowane w krótkim czasie. Radoslav Latal został zatrudniony w Piaście pod koniec marca, ja w Pogoni – na początku kwietnia. Tabela pokazuje, że nie zmarnowaliśmy tego czasu.

 

Tabela nie pozostawia również wątpliwości, że Pogoń walczy w tym sezonie o Europę. Prosili pana w klubie, żeby tego głośno nie mówić?
CZESŁAW MICHNIEWICZ: Tego typu deklaracje rzeczywiście w Szczecinie nie padają. Piast jest już pewien, że w przyszłym sezonie ponownie zagra w ekstraklasie. My jeszcze nie. Dlatego stawiam sprawę jasno – najpierw zapewnijmy sobie miejsce w czołowej ósemce, a dopiero potem będziemy stawiać przed sobą kolejne cele. Piłkarze i trenerzy nie są politykami. Nie zbijamy kapitału na tym, co mówimy. Zawsze rozliczani jesteśmy tylko z czynów…

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii