Największe „kity ekstraklasy” minionego sezonu

Znakiem rozpoznawczym Sławomira Peszki było chamskie zachowanie i poniewieranie przeciwnikami. Pomocnik Lechii Gdańsk w momentach "przestępstwa" miał tak niewinny wygląd, że nawet anioł zostałby przy nim uznany za notorycznego przestępcę. Rafał Siemaszko nie miał na tyle cywilnej odwagi, by przyznać się sędziemu do złamania przepisów.

Sławomir Peszko
 /  fot. Tomasz Jastrzębowski  /  źródło: olimpik

Kity ekstraklasy

 

1. „Lotnik” z Gdańska


Chyba niewielu będzie kibiców w Polsce, którzy zakwestionują piłkarskie umiejętności Sławomira Peszki. Ale w minionym sezonie pomocnik Lechii zapadł w pamięci sympatyków futbolu nie z powodu fajerwerków technicznych. Jego znakiem rozpoznawczym było chamskie zachowanie i poniewieranie przeciwnikami.
Po raz pierwszy swoją diabelską naturę pokazał w meczu z Lechem Poznań. Nie dotrwał do końca meczu, ponieważ uderzył w twarz obrońcę „Kolejorza”, Tomasza Kędziorę. A po zakończeniu spotkania zgrywał niewiniątko. - Młodym piłkarzom Lecha - Kędziorze i Bednarkowi po kilku dobrych meczach, kiedy chwilowo wygrywają i są na fali, w głowach się poprzewracało - powiedział reprezentant Polski. - Ja ich kultury na boisku nie będę uczył. Refleksja? „Przyganiał kocioł garnkowi”, albo lepiej „W cudzym oku dostrzegał źdźbło, a w swoim belki nie widział”.


Po raz drugi Peszko wyleciał z boiska w meczu z Legią, gdy wyprostowaną nogą trafił Vadisa Odjidję Ofoe. To, że Belg nie doznał poważnej kontuzji, graniczy z cudem. Po tym faulu sędzia Bartosz Frankowski od razu pokazał piłkarzowi Lechii czerwoną kartkę. Zdziwiony piłkarz udał się do stadionowego tunelu. Peszko miał tak niewinny wygląd, że nawet anioł zostałby przy nim uznany za notorycznego przestępcę. Nie otrzymał jednak rozgrzeszenia, tylko cztery mecze dyskwalifikacji.

 

2. Ręka - niewidka


Napastnik Arki Gdynia Rafał Siemaszko sezon 2016/2017 może uznać za udany. Był najlepszym snajperem swojej drużyny, walnie przyczynił się do zdobycia przez swój klub Pucharu Polski. Ale nie możemy postawić mu posągu jak antycznym bohaterom, bo na jego piłkarskim życiorysie pojawiła się skaza. Jest nią zdobyty gol ręką w meczu z Ruchem Chorzów, który pozbawił „Niebieskich” nadziei na walkę do końca o utrzymanie w ekstraklasie. Rękę - niewidkę widzieli wszyscy, oprócz sędziów.
Wychowankowi Orkanu Rumia zabrakło cywilnej odwagi, by przyznać się do oszustwa. Nie wziął przykładu z reprezentanta Niemiec, Miroslava Klosego, który w meczu Lazio Rzym - SSC Napoli też strzelił gola ręką. Arbiter początkowo uznał bramkę, ale Klose wymógł na nim zmianę decyzji. Mimo prób powstrzymania przez kolegów z drużyny przyznał się, że bramka padła po strzale ręką. Sędzia anulował trafienie, a Napoli wygrało mecz 3:0 (hat-trick Edinsona Cavaniego). To było zaledwie 5 lat temu, 26 września 2012 roku. Jak widać niektórzy mają klasę, innym pozostaje „nasza klasa” w… internecie.

 

3. Zamienił stryjek


Prowadzący Koronę trener Maciej Bartoszek zasłużył na to, by pracować w Kielcach w następnym sezonie. Właściciel klubu Dieter Burdenski doszedł jednak do wniosku, że nie liczą się umiejętności, tylko znajomości. „Posprzątał” Bartoszka, angażując w jego miejsce Szwajcara Gino Lettieriego. Nowy szkoleniowiec może pochwalić się tylko tym, że ma podwójne obywatelstwo (włoskie i niemieckie), bo sukcesów trenerskich w jego CV nie znajdziemy. A ostatnie jego dokonania w trzecioligowym klubie niemieckim FSV Frankfurt mogą doprowadzić człowieka co najwyżej do wylewu krwi do mózgu. Z rozpaczy.


Jedyny Lettieri, który wywołuje u mnie pozytywne skojarzenia, to nieżyjący już, niestety, amerykański aktor Alfredo Lettieri, który genialnie zagrał Virgila „Turka” Sollozzo w „Ojcu chrzestnym”.

 

4. Albańska mina


Pod wodzą Besnika Hasiego Legia miała w cuglach obronić mistrzostwo Polski. Albańczyk jednak sprowadził drużynę z Łazienkowskiej na manowce i włodarze stołecznego klubu szybko zakomunikowali mu „panu już dziękujemy”. Trudno dziwić się ich reakcji, skoro Hasi w 9 meczach zdobył tylko 9 punktów.


Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby Besnik Hasi był trenerem Barcelony, „Duma Katalonii” nie zakwalifikowałaby się do Ligi Mistrzów. Szczęście w nieszczęściu, że Albańczyk jest tylko trenerem, a nie na przykład lekarzem. Gdyby nim był, nigdy nie odważyłbym się leczyć u niego. Powierzenie bowiem życia jego rękom byłoby zbyt dużym ryzykiem, ponieważ istniałyby poważne szanse, że się go (życia) już nie odbierze.

 

5. Miasteczko westernowe


Przez cały miniony sezon miałem wrażenie, że w Chorzowie kręcą western. W obsadzie zabrakło Johna Wayne’a, główne role grały wyłącznie czarne charaktery. Nie będę sypał nazwiskami, bo te są dobrze znane nie tylko sympatykom Ruchu. Jest oczywiste, że więcej szkód temu zasłużonemu klubowi wyrządzono nie na boisku, tylko w zaciszu gabinetów. Podwójne umowy z piłkarzami, jedna ze spółką, druga z fundacją Ruch Chorzów, to tylko jeden z wielu powodów, które ściągnęły nad Cichą czarne chmury. Ruchowi nie pobłażano, więc jeszcze w trakcie rozgrywek odpisano mu cztery punkty. Niejasności, problemy finansowe wywołały u zawodników nerwy i stres, a stąd był tylko mały krok do degradacji. Sportowej i nie tylko.

Z tej samej kategorii