Angulo jak Wilimowski? Snajper Górnika ma szansę dogonić wielkich

Gornik Zabrze - Slask Wroclaw
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Wciąż jest szansa na to, że napastnik Górnika skończy sezon z co najmniej 30 ligowymi bramkami na koncie. Jeśliby tak się stało, to trafiłbym do ekskluzywnego grona najwybitniejszych napastników, którzy biegali po polskich boiskach. Wcześniej ta sztuka udała się tylko kilku wybitnym snajperom.

12 goli po 12 kolejkach - taki jest bilans doświadczonego hiszpańskiego napastnika Górnika. 33-letni Igor Angulo trafiał w tym sezonie w siedmiu ligowych spotkaniach. Na jego świetny bilans składają się m.in. dwa hat-tricki w meczach przeciwko Wiśle Kraków (3:2) i Wiśle Płock (4:0).

 

Od momentu, kiedy trafił do klubu z Zabrza w sierpniu zeszłego roku, nastrzelał już dla Górnika 31 bramek. Na ten wynik składa się 17 trafień w rozgrywkach I ligi i 14 goli w obecnym sezonie: 12 w ekstraklasie i 2 w Pucharze Polski.

 

A jeśli się zatnie?

Czy Angulo uda się przełamać magiczną barierę 30 goli w ekstraklasowych rozgrywkach? - Patrząc na to, jak gra, w jaki sposób strzela bramki, można powiedzieć, że ma szansę na jej przekroczenie. Tym bardziej, że zespół, w którym występuje gra dobrze, ofensywnie, a to mu na pewno pomaga. Pytanie, czy kiedy jego drużynie nie pójdzie tak dobrze, jak teraz - a taki moment na pewno przyjdzie, oby jak najpóźniej i trwał jak najkrócej - napastnik Górnika będzie dalej trafiać do siatki z dotychczasową regularnością? - zastanawia się Marek Koniarek, jeden z najlepszych napastników na polskich boiskach w latach 80. i 90, który w ekstraklasie, w barwach Szombierek Bytom, GKS Katowice, Widzewa Łódź i Zagłębia Sosnowiec, strzelił w sumie 104 bramki.

 

Przeszkodził mu kolega

To właśnie obecny trener Rozwoju Katowice był najbliższy złamania niesamowitej bariery. W sezonie 1995/96, w barwach zdobywającego mistrzostwo Polski Widzewa, trafił w ekstraklasie aż 29 razy. - A mogło być tych bramek trzydzieści. W ostatniej kolejce graliśmy u siebie z Zagłębiem Lubin. Koledzy mobilizowali: „Marek, musisz strzelić jeszcze kilka bramek, a będziesz królem Europy, piłkarzem z największą liczbą goli”. Rywalizowałem z jakimś Bułgarem, nie pamiętam już dokładnie, kto to był, ale on w końcówce strzelił kilka bramek, więc i tak bym go nie dogonił. Grając zaś z Zagłębiem, tę trzydziestą bramkę może bym i zdobył, ale przeszkodził mi w tym dobry kolega jeszcze z czasów gry w GKS-ie Katowice, Mirek Dreszer, który wszystko mi wtedy bronił. Ostatecznie wygraliśmy 1:0 po golu Rafała Siadaczki – wspomina z uśmiechem i w swoim stylu Koniarek.

 

Hiszpan też „to” ma

Jak będzie z Angulo? - Też w tamtym sezonie mieliśmy mecze, w których męczyliśmy się bardzo, w których nam nie szło. Pamiętam spotkanie ze Stomilem Olsztyn u siebie. Walczymy o mistrzostwo Polski, a po pół godzinie, na swoim stadionie przegrywamy 0:2. Na szczęście potem dwa razy udało mi się pokonać bramkarza gości i punkt udało się uratować. Albo taki mecz z Sokołem Tychy, bo też był kiedyś w lidze taki zespół. Nie szło nam, przez długo czas było 0:0, ale też udało mi się w końcu trafić. To jest właśnie sztuka. Angulo też „to” ma. Piłka odbija się od słupka, wpada pod jego nogi i... bramka. Nie każdy z zawodników może się takim fartem pochwalić. Ważne jest też zaufanie ze strony partnerów, którzy dogrywają piłkę, mają do ciebie zaufanie. Na dziś Igor na pewno jest napastnikiem, który gra najskuteczniej; jest najgroźniejszy na naszych ligowych boiskach. Jego gra spośród innych napastników przypada mi najbardziej do gustu - podkreśla Koniarek, który koronę króla strzelców ekstraklasy wywalczył w wieku 34 lat. A właśnie tyle za kilka miesięcy będzie miał też Angulo...

 

Wiek nie ma znaczenia

- Nie znam historii kariery Angulo: w jakich klubach grał, czy omijały go kontuzje, czy nie. Mnie jakieś poważniejsze urazy omijały. Owszem zdarzały się dolegliwości, ale niegroźne; nie miałem jakiś operacji więzadeł czy podobnych poważnych urazów. Wiek nie ma znaczenia; mało tego, pomaga nawet, jeśli przy tym jest się sprawnym i dobrze przygotowanym fizycznie – podkreśla były świetny napastnik m.in. GieKSy i Widzewa.

 

Oni pisali historię - 30 bramek w sezonie

Henryk Reyman

1927 rok - 37 bramek

Jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy. Jego imieniem nazwany jest stadion Wisły Kraków. Nie tylko wybitny zawodnik, ale też osoba o nieposzlakowanej opinii. Uczestnik wojny polsko-bolszewickiej i powstań śląskich. W historycznym, bo pierwszym sezonie, w którym rozgrywki toczono system ligowym, a nie - jak wcześniej - w grupach, nastrzelał dla „Białej gwiazdy" rekordową liczbę bramek, co pomogło w wywalczeniu mistrzostwa Polski.

 

Marian Łańko

1927 rok – 30 bramek

W pierwszym ligowym sezonie zdobył dla Legii prawie połowę wszystkich bramek, ale drużynie wystarczyło to ledwie do piątego miejsca, a samemu piłkarzowi nie zapewniło korony króla strzelców. Jak pisze o nim świetny historyk futbolu, Andrzej Gowarzewski, był „mistrzem rzutów karnych”. W Legii więcej bramek mają na koncie tylko Lucjan Brychczy, Józef Nawrot i Kazimierz Deyna.

 

Ernest Wilimowski

1934 rok – 34 bramki

Legenda Ruchu, legenda polskiej piłki. W pierwszym sezonie w barwach „Niebieskich" nastrzelał 34 bramki i pomógł klubowi z Chorzowa w wywalczeniu drugiego mistrzostwa kraju. O tytuł króla strzelców musiał wtedy rywalizować z innym świetnym napastnikiem Ruchu, Teodorem Peterkiem, który rozgrywki skończył z 28 trafieniami.

 

Józef Kohut

1948 rok – 31 bramek

Król strzelców pierwszej powojennej edycji rozgrywek w formacie ligowym. Jego gole dały wtedy Wiśle Kraków wicemistrzostwo Polski. Ten niewysoki środkowy napastnik, miał wyjątkowy dar do zdobywania bramek. 11-krotny reprezentant Polski. Najlepsze lata zabrała mu jednak wojna. Zmarł wcześnie, w wieku zaledwie 47 lat. W latach 70. Wisła organizowała piłkarski turniej dla młodzików jego imienia.

Z tej samej kategorii