Po 60 dniach przerwy, piłkarze wracają na ligowe boiska. Nareszcie!

T-Mobile Ekstraklasa - 20.kolejka
 /  fot. Dawid Markysz  /  źródło: Edytor

Na trzy dni przed inauguracją piłkarskiej wiosny, wpadła na mailową skrzynkę "Sportu" analiza ekstraklasowego rynku transferowego w T-Mobile Ekstraklasie, dotycząca... letniego okienka transferowego.

Podsumowała je firma audytorsko-doradcza Grant Thornton, dochodząc do... zaskakująco przewidywalnego wniosku. "W przypadku polskich klubów korelacja między wydatkami na nowych zawodników i wynikami sportowymi w zasadzie nie występuje" - napisali autorzy raportu, przywołując się przede wszystkim na przykład Lechii Gdańsk. "Podliczono" ją na 2,7 mln euro wydanych na transfery, co przy globalnych wydatkach całej ligi (4,6 mln euro) robi wrażenie. Efekt? Wystarczy spojrzeć w tabelę...

 

"Byli" znów są na rodzimej ziemi
Na Lechię uważnie patrzono i tej zimy. Po przemyśleniach (?), jej letnia polityka myśli nieuczesanych tym razem nabrała konkretnego krajowego wymiaru; angażu reprezentantów Polski, w stosunku do których użycie terminu "byłych" jest chyba wciąż przedwczesne. Reaktywacja dwóch "panów W" (Jakuba Wawrzyniaka i Grzegorza Wojtkowiaka) na polskich boiskach, wsparta występem Sebastiana Mili "w ukochanym klubie" - jak zwykł był powtarzać, to z pewnością wydarzenie zasługujące na telewizyjny piątkowy prime time. Tym bardziej, że po drugiej stronie stanie Wisła - drużyna niemalże bez żadnych zmian personalnych. Co może - ale przecież nie musi... - być jej atutem.

 

Wielkie wzajemne podglądanie
Bardzo niewielkie retusze kadry przeszedł też w minionych tygodniach Piast. Podobnie jak Wisła, pozyskał w zasadzie tylko bramkarza. Angaż Dobrovija Rusova ma jednak znaczący wymiar, biorąc pod uwagę notowania tego golkipera na rodzimym, słowackim rynku. Potyczka z Ruchem - którego bramki też strzec pewnie będzie Słowak, też zakontraktowany tej zimy - ma swoje podteksty: o "wielkim wzajemnym szpiegowaniu" w Turcji dwóch ekip mieszkających tam po sąsiedzku pisaliśmy na naszych łamach trzy dni temu. Tak naprawdę jednak ważny jest wymiar sportowy. Chorzowianie wygrać muszą, by złapać kontakt z drużynami z "bezpiecznej strefy". Gliwiczanie przegrać nie mogą, jeśli marzy się im - a marzy na pewno - grupa mistrzowska. W obu przypadkach zaś porażka to bolesne przekłucie kibicowskiego balona, nadmuchanego zimą sygnałami, iż "wszystko jest OK". Wysyłały je sztaby szkoleniowe klubów, służby marketingowe i... komisja licencyjna.

 

Czekanie na Jendriszka
Lider z wiceliderem ekstraklasy bezpośrednio mierzyli swe siły w czwartkowy wieczór, w Pucharze Polski. Pewnie wszystkich sił nie odkryli; w niedzielę w lidze miejsca na tajemnice już nie będzie. Legia jest murowanym faworytem w starciu z Jagiellonią i nawet pseudokibice tym razem raczej jej zwycięstwa nie zabiorą. Śląsk w Krakowie? Nie dał "Pasom" rady z Sebastianem Milą w składzie i na własnym stadionie, więc i przy Kałuży nie musi go czekać spacerek. A do tego - czekamy na debiut niejakiego Erika Jendriszka na polskich boiskach!

 

Ostatnie takie starcie?
Na deser pozostaje poniedziałkowe starcie dwóch klubów "na krawędzi". Niekoniecznie krawędzi tabeli, za to bytu - na pewno. Los żadnego innego zespołu ekstraklasowego nie jest tak uzależniony od woli prezydenta miasta, jak w przypadku Górnika i Korony. O ile jednak zabrzanie okazali się bardzo umiarkowani w zimowych poszukiwaniach (czyżby wreszcie ktoś się przejął słowami "oszczędność" i "plan naprawczy"?), o tyle kielczanie przetestowali bodaj największą grupę zawodników spośród wszystkich ekip ligowych. A najlepsze, że żadna z tych taktyk nie musi okazać się skuteczna w walce o byt. Koronie niedaleko do strefy spadkowej. Górnikowi - do braku licencji na kolejny sezon... Tym bardziej warto zobaczyć starcie obu zespołów!

Jakim wynikiem zakończą się sobotnie derby Ruchu z Piastem?
Z tej samej kategorii