Igor Łasicki: „Nie zamykam się na Polskę”

POLSKA U21 - SZWECJA U21
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Dla przeciętnego kibica Igor Łasicki to jedna z bardziej tajemniczych nadziei naszego futbolu. Co prawda jest kolegą Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego w Napoli, ale w jego barwach grywa tylko w rozgrywkach młodzieżowych. Dość regularnie powoływany jest też do kadry młodzieżowej, ale cały jego ubiegłoroczny dorobek w tym zespole to... 5 minut. Stąd wiele mówi raczej o... przeszłości.

Jak się udało chłopakowi z małego środowiska i małego klubu sięgnąć po „brąz” w rywalizacji siedemnastolatków, potem wyjechać do Włoch, wreszcie znaleźć się w zespole przygotowującym się finałów młodzieżowych mistrzostw Europy?
IGOR ŁASICKI: Zacząłem kopać piłkę w Górniku Boguszów-Gorce. W ogóle w tamtych czasach miałem duży zapał do sportu: trenowałem karate i... bardzo chciałem grać w piłkę. Długo prosiłem... dziadka: „zaprowadź mnie na trening” - ciemno było, więc sam trochę się bałem iść. Jak się okazało, że... może coś z tego będzie, tato zaczął mnie wozić do Wałbrzycha, do tamtejszego Górnika. Niby nie tak daleko - 15 kilometrów, ale sam, nawet na rowerze, nie dałbym rady (śmiech).


A co z tym karate?
IGOR ŁASICKI: Jakiś czas godziłem dwie dyscypliny. Ale wkrótce okazało się, że nie da się pogodzić zajęć. No i postawiłem na piłkę.


Dziś nie żal panu osiągnięć na tatami?
IGOR ŁASICKI: Nie, choć po trzech latach treningów doczekałem się żółto-zielonego pasa i nominacji na jakiś turniej mistrzowski w moim roczniku. Więc... nie wiem, jak by się potoczyła dalej ta moja przygoda Inna rzecz natomiast, że wszystkie umiejętności z karate wyniesione: zwinność, koordynacja ruchowa, wreszcie nawet mentalna praca nad samym sobą - okazały się bezcenne w futbolu. Dość szybko - już w barwach Górnika Wałbrzych - udało mi się awansować do kadry Dolnego Śląska. Tam „wypatrzył” mnie trener Tomasz Bożyczko i tak znalazłem się w akademii piłkarskiej Zagłębia Lubin.


I stamtąd był już tylko krok do kadry narodowej w pańskim roczniku!
IGOR ŁASICKI: To prawda. Zagłębie zaczynało właśnie inwestować w młodzież, zaowocowało to powołaniami do reprezentacji dla Piotrka Azikiewicza, Sebastiana Boneckiego, Gracjana Horoszkiewicza. I dla mnie. To była nagroda za to, że musiałem wyjechać z domu rodzinnego w wieku 13 lat. Rodzice mieli wątpliwości, ale ja im powiedziałem: „Zaufajcie mi, nie sprawię zawodu”. I pojechałem do internatu. Nie będę krył - nie było łatwo. Czasami brakowało domowej atmosfery. Ale mieliśmy dużą pomoc ze strony klubu; dowożono nas do szkoły, w razie potrzeby - pomagano w nauce.


Mistrzostwa Europy w Słowenii przyniosły wam wspomniane brązowe medale. Okazały się zarazem... przepustką do wielkiego świata piłkarskiego.
IGOR ŁASICKI: To prawda. Zdobyliśmy miejsce na podium siłą drużyny, z drugiej strony jednak - parę indywidualności w składzie mieliśmy. Ja sam dostałem kilka ofert z Włoch. Było Udinese, była Fiorentina... Wybrałem Neapol, bo tam - wydawało mi się - mam największe szanse na granie. „Konkurencja wśród obrońców jest tam najmniejsza” - podpowiadał mi mój ówczesny włoski menedżer. Byłem bardzo zdeterminowany; chciałem zobaczyć, jak „od środka” wygląda zawodowa piłka. Uff, ciężko było. Inny świat, a do tego nie znałem języka.


Angielskiego też nie?
IGOR ŁASICKI: Nie. Życie mnie zmuszało do szybkiego „łykania” włoskiego. Jak się nie dogadałem, to pewnych spraw nie załatwiłem.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
W ty wieku przyjść i to na zaplecze jednej z najsłabszych lig Europy,facet musi być słaby!
8 sty 15:50 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii