Nasz człowiek w Napoli: „Brak mi regularnego grywania z najlepszymi”

Media Day Reprezentacji Polski U21
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dla przeciętnego kibica Igor Łasicki to jedna z bardziej tajemniczych nadziei naszego futbolu. Co prawda jest kolegą klubowym Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego w Napoli, ale w jego barwach grywa tylko w rozgrywkach młodzieżowych. Dość regularnie powoływany jest też do kadry młodzieżowej przez Marcina Dornę, ale cały jego ubiegłoroczny dorobek boiskowy w tym zespole to... 5 minut.

Pełen spokój, jeśli chodzi o koleje losu we Włoszech? W końcu jest pan tam już piąty sezon.
IGOR ŁASICKI: Nie ukrywam, że po ligowym debiucie w Napoli (wiosna 2014, kilkanaście minut w meczu z Veroną - dop. red.), i po udanym wypożyczeniu w kolejnym sezonie do Gubbio w Serie C (32 mecze w sezonie 2014/15), liczyłem na krok do przodu. W Maceratese jednak przydarzyły mi się dwie - jedna po drugiej - dłuższe przerwy, spowodowane kontuzjami mięśnia dwugłowego. Efekt był taki, że po pół roku miałem ledwie cztery mecze ligowe w tym zespole. W „poszukiwaniu grania” poszedłem więc do Rimini, ale tam... wcale nie było lepiej. Skręciłem kostkę, miałem trzy tygodnie z głowy. Grać zacząłem dopiero w maju 2016 roku. Chyba na niezłym poziomie, skoro latem - akurat w okresie, w którym wypoczywałem w domu - zadzwoniono do mnie z Neapolu. „Jedziesz z drużyną na obóz” - usłyszałem w słuchawce. To była fantastyczna sprawa, bo po dwóch latach „tułaczki” po Serie C znów dostawałem szansę rywalizacji o miejsce w składzie Napoli! I to w momencie, w którym już zacząłem się zastanawiać, czy czegoś w tym moim piłkarskim życiu nie zmienić. Wrażenia po zgrupowaniu były bardzo pozytywne; spodobałem się ponoć i trenerowi Maurizio Sarriemu, i nowemu dyrektorowi sportowemu. Po rozmowach z nimi - mimo sprowadzenia przez klub w ostatnim dniu letniego okienka transferowego Nikoli Maksimovicia (reprezentant Serbii - dop. red.) - zdecydowałem się zostać i walczyć o miejsce w składzie, choć właściwie wszystko było już dograne wokół mojego wypożyczenia do Carpi (Serie B - dop. red.). „Bądź spokojny; do stycznia nauczysz się jeszcze wiele u nas” - usłyszałem od trenera Sarriego.


Nauka - nauką; przydałoby się jednak coś zagrać...
IGOR ŁASICKI: To prawda. Styczeń już mamy, a ja wciąż gram co najwyżej głównie z 20-latkami... Brak mi regularnego grywania z najlepszymi, więc ten styczeń będzie pewnego rodzaju cezurą czasową. Chciałbym znów siąść i porozmawiać ze szkoleniowcem bardzo konkretnie: widzi dla mnie miejsce w drużynie czy nie widzi.

 

Cała rozmowa - w sobotnim papierowym wydaniu „Sportu”

Z tej samej kategorii