Marcin Garuch: Żyję tu jak w bajce

Marcin Garuch Czarnogóra
 fot. archiwum prywatne  /  źródło: SPORT

- Nad Adriatyk mam pięć minut spacerkiem. Ten kraj jest pięknie położony. Z jednej strony morze, a z drugiej góry – o Czarnogórze rozmawiamy z 28-letnim pomocnikiem, który od początku sezonu występuje w tamtejszym FK Grbalj.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Czy w Czarnogórze dużo mówi się na co dzień o niedzielnym meczu z Polską?
MARCIN GARUCH: - Tu, gdzie mieszkam z żoną i małą córeczką, czyli w Budvie, nie czuć tego tak do końca. To spokojne miasto, kurort wypoczynkowy. Gdy jednak rozmawiam z kolegami, to w samej Podgoricy wszyscy oczekują tego meczu, z dnia na dzień jest coraz gorętsza atmosfera. To w Czarnogórze piłkarskie święto. Przyjeżdża topowa reprezentacja; dla nich to fajne, zmierzyć się z takim przeciwnikiem.

Wybiera się pan do Podgoricy na mecz?
MARCIN GARUCH: - Jeszcze nie wiem. Pewnie do ostatniej chwili będę się zastanawiał. Fajnie by było, ale logistycznie nie jest to łatwe, bo w niedzielę mam jeszcze trening. Do samej Podgoricy daleko jednak ode mnie nie jest; 80 kilometrów, półtorej godziny drogi. Ta krótsza trasa jest akurat remontowana, jest dużo zwężeń, dlatego trzeba wybrać nieco dłuższą – przez góry, krętą, gdzie nie da się przyspieszyć. Bilet mam. Załatwiła mi pani prezes Miedzi Legnica. Rozmawiamy, mamy ze sobą kontakt. Jeśli się nie zdecyduję, to pójdziemy z rodzinką do kawiarni i tam zobaczymy mecz.

Dla naszej reprezentacji faktycznie szykuje się w Podgoricy takie „piekło”, o czym wiele się w Polsce dyskutuje?
MARCIN GARUCH: - Na pewno będzie gorąco. Ale czy tak jak kilka lat temu? Oceniamy to wszystko przez pryzmat spotkania rozegranego w Podgoricy za trenera Fornalika. Wydaje mi się jednak, że od tamtej pory trochę kultura kibicowania się tu zmieniła. Głównie przez te sankcje, jakie nakładała na Czarnogórę FIFA czy UEFA. Nasi reprezentanci muszą spodziewać się tego, że trybuny będą się starać wytrącać ich z równowagi czy wywierać presję na sędziego. W taki sposób, w jaki tylko będą mogły. Czy chamski? Nie wiem. W lidze czarnogórskiej tego jeszcze nie doświadczyłem, choć oczywiście nie jest to duża liga. Raczej trzeba powiedzieć, że bardzo młoda, dopiero rozwijająca się. Frekwencja nie jest zbyt duża. Reprezentacja to jednak dobro najwyższe. Czarnogórcy są mocno związani z barwami narodowymi, Podgorica to serce kraju, dlatego takimi meczami się żyje.

Zwiedza pan Czarnogórę?
MARCIN GARUCH: - Przy okazji meczów... A tak, to jeżdżę wzdłuż wybrzeża. Niedalekie wypady, z racji tego, że mam 10-miesięczną córkę. Kilka fajnych miejsc już widzieliśmy. Kotor, Tivat... Podgoricę też. W promieniu 50 kilometrów mamy bardzo dużo do obejrzenia. Mały kraj, wszystko jest w zasięgu. Najbardziej podoba mi się oczywiście Adriatyk i wszystko to, co wokół. Czarnogóra jest pięknie położona. Z jednej strony morze, z drugiej - góry. Malowniczo się to układa. Gdy jest ciepło, świeci słońce - czyli zazwyczaj - to wszystko nabiera pięknych kolorów. Jest jak w bajce!

Daleko ma pan nad Adriatyk?
MARCIN GARUCH: - Pięć minut spacerkiem! Mieszkamy w kurorcie turystycznym, dlatego nie odczuwamy tak presji ligowych meczów. Życie jest tu nastawione na turystykę. Po treningu można odpocząć, pójść nad morze, usiąść i wypić kawę w takim malowniczym otoczeniu.

Jak pan w ogóle do tej „bajki” trafił?
MARCIN GARUCH: - Przez Vojislava Bakraca, przyjaciela, z którym grałem przez kilka lat w Miedzi. Oficjalnie nie jest menedżerem, ale z jednym z agentów jest „pod rękę” i powoli zaczyna w tym kierunku działać. Wiedział, jak gram i powiedział, że może być tu ciekawie. Że to dobre miejsce, by odbudować się fizycznie i psychicznie.

Długo się pan zastanawiał?
MARCIN GARUCH: - Na podjęcie decyzji miałem tydzień. Wiedziałem wcześniej, że może przyjść taka oferta, ale nie było konkretów. Gdy już się pojawiła, to czasu było niewiele. Z małżonką zastanawialiśmy się, nie było to łatwe, zwłaszcza że w maju urodziła się nam córeczka. Posprawdzałem w internecie i postanowiliśmy zaryzykować. Umówmy się - czasy są takie, że w każdym kraju może dziś być niebezpiecznie. Jeśli już jesteśmy „obywatelami świata”, to szkoda byłoby nie skorzystać, zwłaszcza mogąc robić to, co się kocha. Przez ostatni sezon w Legnicy występowałem już niewiele, głównie „ogony”, dlatego postanowiliśmy z żoną coś w życiu zmienić; może podejść do piłki nieco inaczej. Nie czekałem nawet na oferty z Polski, w czerwcu wyjechałem. Zmiana jest diametralna, ale dobrze jest poznać inną kulturę, nowych ludzi. To inspirujące.

Słysząc entuzjazm w pana głosie, chyba pan nie żałuje?
MARCIN GARUCH: - Jasne, że nie. Przede wszystkim regularnie gram. To najważniejsze. Sportowo i mentalnie się odbudowałem. A przy okazji - gdy zrobiło się ciepło - to nic, tylko po treningach korzystać z życia i tego, co dała przyroda!

Więcej na temat:Czarnogóra, Marcin Garuch
Czy Polska wygra w niedzielę w Podgoricy?

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Czarnogóra, piękny kraj ale ludzie to istna ciemnota...
Ugryzą w ręką każdego, nawet swojego sojusznika bo sami nie wiedzą kto nim jest a kto jest ich wrogiem.
Dlatego kąsają każdego.
26 mar 01:22 | ocena:100%
Liczba głosów:8
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii