Piotr Leciejewski: Ktoś na górze miał na mnie plan

Pilka nozna. Liga Europy. MFK Ruzomberok - SK Brann. 13.07.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: FOCUSMEDIA

Trochę zapomniany w Polsce, w Norwegii wręcz noszony na rękach. Bronił barw Górnika Zabrze, GKS-u Katowice, Górnika Łęczna, Korony Kielce czy ŁKS-u Łódź. W Norwegii gra od 9 lat. Przez trzy lata w Sogndal IL, następnie w SK Brann. „Polski Norweg” - tak o nim mówią w tym skandynawskim kraju.

Michał CHWIEDUK: W drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy pański zespół trafił na słowacki Rużomberok. Na Słowacji wygraliście jedną bramką. Spodziewaliście się trudnej przeprawy?
Piotr LECIEJEWSKI: - Wiedzieliśmy już przed meczem, że MFK Rużomberok jest dobrą drużyną i oczekiwaliśmy bardzo trudnego spotkania. Wiadomo, że dzisiaj nikt w Europie za darmo zwycięstwa nikomu nie odda, zwłaszcza w domu. Byliśmy przygotowani na taki obraz meczu, jaki był. Czyli dużo rzutów rożnych, dużo ciężkiej, fizycznej pracy. Najważniejsze, że wywieźliśmy korzystny wynik ze Słowacji, co jest kluczowe przy okazji meczu rewanżowego. Mamy jeden gol, teraz rywalizacja przechodzi do Norwegii i mam nadzieję, że u siebie też coś strzelimy i awansujemy do kolejnej rundy.

Szefowie klubu postawili przed wami cel w europejskich rozgrywkach?
Piotr LECIEJEWSKI: - Naszym celem jest zawsze każdy kolejny mecz. Nie zakładaliśmy awansu do fazy grupowej. Wiadomo, że miło byłoby, jakbyśmy awansowali do tego elitarnego grona. My uczymy się od nowa tej Ligi Europy, po wielu latach przerwy. Dlatego trener (Lars Arne Nilsen – przyp. red.) uczulał nas na Słowaków. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciepło i nie chodzi tylko o różnicę temperatur. Słońce w pierwszej połowie mocno świeciło nam w oczy, co nie ułatwiało gry. Wiadomo, że jak gra się na stadionach z większymi trybunami to można się schować do cienia, a w Rużomberoku są tylko dwie trybuny. Chłopaki bardzo odczuli tą pierwszą połowę. Dopiero w drugiej połowie, gdy temperatura obniżyła się, zaczęliśmy grać to, co zakładaliśmy sobie przed meczem. Myślę, że nie zagraliśmy najlepiej w tym meczu, ale zwycięzców się nie osądza. Z pokorą przyjmujemy to, cieszymy się jednak, że wszystko rozstrzygnie się w Norwegii.

Popisał się pan kilkoma świetnymi interwencjami, które uratowały zespół od utraty bramek. Także chyba gratulacje można kierować także na pańskie ręce.
Piotr LECIEJEWSKI: - Najważniejsze jest to, że ja i cała formacja obronna zagraliśmy na zero z tyłu. Laurów nie przypisywałbym tylko sobie, bo na to zasługuje także reszta chłopaków. Wiadomo, że nas bramkarzy ocenia się po statystyce puszczonych bramek. Z siebie jestem zadowolony, chociaż mogło być lepiej. Zrobisz jeden przypadkowy ruch i zawsze jakiś klops może wpaść, więc tu trzeba być skoncentrowanym do końca. Każdy mecz na zero bardzo cieszy.

W poprzednim sezonie zajęliście w lidze drugie miejsce. Teraz pora chyba na mistrzostwo?
Piotr LECIEJEWSKI: - Liga norweska jest bardzo wyrównana, a filozofia klubu, trenera i drużyny jest taka, aby każdy kolejny mecz był najważniejszy. Wiem, że można uznać to za jakieś bajdurzenie. Nie patrzymy bardzo w przyszłość. Wiadomo, tak jak w poprzednim sezonie zdobyliśmy drugie miejsce, tak w tym chcielibyśmy to powtórzyć, a fajnie byłoby wygrać ligę.

Lech Poznań w Norwegii miał trudną przeprawę z Haugesund. Wszystko się rozstrzygnie w Poznaniu. Stawiał pan na taki scenariusz?
Piotr LECIEJEWSKI: - Haugesund wygrał z Lechem 3:2, prowadząc już 3-0. Lech pewnie myślał, że będzie to łatwa przeprawa i to dla nich mogło okazać się niemiłą niespodzianką. Wiadomo, że wszystko rozstrzygnie rewanż, gdzie różnie może być. My bez problemu z nimi w lidze wygraliśmy 3:1 , ale wiadomo, że mecz meczowi nierówny i trudno tak oceniać. Jednak Lech to jest Lech, marka w Polsce jak i w Europie i myślę, że u siebie, przy dopingu kibiców, poradzi sobie z nimi.

W poprzednim sezonie był pan uhonorowany nagrodą dla najlepszego bramkarza ligi norweskiej. Takie coś chyba cieszy na obcym terenie?
Piotr LECIEJEWSKI: - Na pewno zawsze jest miło odebrać taką nagrodę. Ja szczególnej wagi nie przywiązuję jednak do tego typu wyróżnień. Na pierwszym miejscu liczy się drużyna. Nie uważam, że poprzedni sezon był jakiś wybitny w moim wykonaniu. To, że puściłem mało bramek to zasługa przede wszystkim całego zespołu i to przede wszystkim to cieszy. W poprzednich sezonach też zaliczyłem wiele dobrych spotkań, jednak nasze miejsce było trochę dalsze niż drugie. Wiadomo, że w zdobywaniu takich wyróżnień jest dużo łatwiej, gdy drużynie idzie, osiąga sukcesy.

Jak się żyje w Norwegii? To raczej nie jest zbyt często spotykane, że polski piłkarz wyjeżdża właśnie do tego kraju.
Piotr LECIEJEWSKI: - W Norwegii jestem już dziewięć lat. Znam ten kraj dobrze, więc przyległa do mnie taka łatka „polskiego Norwega”. Odnalazłem się w tym kraju, dobrze mi się tam funkcjonuje, ale wiadomo - jestem Polakiem i zawsze za Polską będę tęsknił. Mam w Norwegii prawie 200 meczów rozegranych w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wyjeżdżałem jako młody chłopak, tam się odnalazłem, dostałem szansę i tylko mogę mówić, że ktoś na górze miał właśnie taki plan na mnie. Tak widocznie miało być. Ale na pewno nie żałuję i gdybym mógł cofnąć czas, to nie zawahałbym się nad decyzją o wyjeździe.

Jak porówna pan ligi norweską i polską?
Piotr LECIEJEWSKI: - Nie chcę oceniać poziomów obu klas rozgrywkowych, mogę być stronniczy i po co później się tłumaczyć z tego? Myślę, że najlepszą oceną w aspekcie porównania będą wyniki drużyn w europejskich pucharach.

W polskich mediach pojawiła się niedawno informacja, że jest pan bliski przejścia do Zagłębia Lubin?
Piotr LECIEJEWSKI: - Nie chcę tego szeroko komentować. Na pewno było coś na rzeczy, nie jest powiedziane, że nic się nie wydarzy, bo jak wiadomo życie pisze różne scenariusze. Mam kontrakt z Brann Bergen do końca 2019 roku i na tym się koncentruję.

Akurat mecz z Rużomberokiem obserwowało dwóch skautów Zagłębia. Może to tylko przypadek?
Piotr LECIEJEWSKI: - Naprawdę? Nie wiem, czy to przypadkowo, czy nie. O to pewnie obserwowali piłkarzy słowackiej drużyny (śmiech). Ja takimi rzeczami nie chcę się zajmować, dla mnie najważniejsze jest w tej chwili SK Brann. Tu mam swój klub, swoje życie. Tutaj dostałem szansę, tu się spełniam i teraz to jest najważniejsze. Polska to mój dom, moja ojczyzna, zawsze będę chciał wrócić do niej. Ale czy w roli zawodnika? Życie pokaże.

Jak z perspektywy Norwegii wygląda polska liga? Jak może pan porównać to, co się widzi teraz, a to co było kiedyś.
Piotr LECIEJEWSKI: - Śledzę cały czas na bieżąco polską ligę. W dobie internetu jest to bardzo proste. Wydaje mi się, że jest to silna liga, fajnie jest to wszystko zrobione. Ja wyjechałem 9 lat temu, wtedy to trochę inaczej wyglądało. Kluby były biedniejsze, zaległości wobec zawodników były na porządku dziennym. Gorzej było na pewno z organizacją, dlatego byłem miło zaskoczony tym, co zastałem w Norwegii. Tu jest wszystko naprawdę poukładane od A do Z. Zgrupowania, wypłaty, zarządzanie klubami.

Pana pierwszym klubem w polskiej ekstraklasie był Górnik Zabrze. To już 13 lat temu. Ten czas szybko leci.
Piotr LECIEJEWSKI: - Gdy przychodziłem do Górnika byłem wręcz młokosem, miałem 19 lat. Wiele rzeczy pojmowałem inaczej niż teraz. Miałem inne spojrzenie na świat, na rzeczywistość. Przychodziłem do Górnika razem z grupą piłkarzy, którzy tak jak ja grali w Zielonej Górze. Paweł Wojciechowski, Krzysiek Wierzbicki i Wojtek Okińczyc, mieszkaliśmy razem w Zabrzu i to był też świetny czas. Tak się jednak życie poukładało, że ja kontynuuję karierę na wyższym poziomie. Reszta chłopaków gra w niższych ligach, czy pokończyła karierę. W Górniku miałem po raz pierwszy zderzenie z wielkim klubem, z atmosferą na trybunach. To było wtedy nie do opisania. Górnika zawsze będę darzył ogromnym sentymentem i życzę mu jak najlepiej, żeby nie zaliczył już spadku, bo to jest zawsze przykre.

Po pół roku gry w Górniku przyszedł czas na wypożyczenie do GKS-u Katowice.
Piotr LECIEJEWSKI: - W GKS-ie Katowice byłem i to najlepiej oddaje sytuację. Bardziej byłem, niż grałem. Zaliczyłem wtedy tylko połówkę w przegranym meczu w Poznaniu (20 kwietnia 2005, 1:3 – przyp. red.) , gdzie - jak pamiętam - puściłem dwie bramki. Byłem wtedy młodym chłopakiem, który przeszedł na wypożyczenie z Zabrza. W Katowicach jest fantastyczny klimat dla piłki. Kibice zawsze żywiołowo nas dopingowali. Powiem tak. Dla mnie pobyt w Katowicach był jednym z lepszych okresów w życiu, może piłkarsko tego nie udowodniłem, nie pokazałem za dużo. Ale życiowo to piękny okres. Tam można powiedzieć, że dojrzałem. Jeżeli chodzi o szatnię, to zawsze ciepło to wspominam. Fantastyczni ludzie. Było tam wielu charakternych ludzi. Grał wtedy Artur Andruszczak, Paweł Pęczak, Krzysiek Markowski czy Mirek Wichuch. Ooo i zapomniałbym o Rysiu Czerwcu. Pamiętam pierwszy raz, jako młody chłopak, przydzielili nam jeden pokój i nie wiedziałem, jak mam się do niego zwracać. Czy na pan, czy na ty. Bardzo sympatyczni ludzie. To był dla mnie bardzo dobry czas.

Pański kolega z tamtej drużyny, Dawid Plizga, ostatnio wrócił do GKS-u. Chyba pora na awans?
Piotr LECIEJEWSKI: - Czytałem właśnie, że Dawid dołączył ponownie do GKS-u. Mnie to cieszy, to dobry zawodnik. Fajnie byłoby, jakby poprowadził swój klub do awansu. GKS-owi należy się ekstraklasa. Są kibice, duże miasto. Idealny klimat do piłki na wysokim poziomie. Szkoda, że od mojego pobytu nie zagrali w ekstraklasie. Minęło już ponad 12 lat, miejmy nadzieję, że za rok już wrócą na swoje miejsce.

Gra pan z sukcesami już długo w Norwegii. Był przez ten czas jakiś temat powołania do reprezentacji?
Piotr LECIEJEWSKI: - Nie było w ogóle kontaktu ze strony trenerów reprezentacji. Ja myślę, że mamy bardzo dobrych bramkarzy, grających w dobrych klubach. Ja znam swoje miejsce w szeregu. Nie ma co porównywać ligi norweskiej do włoskiej czy angielskiej. To nie ten poziom. Wiadomo, że każdy ma marzenia i kiedyś mówiłem, że moim jest gra z orzełkiem na piersi. Nie udało się, tak widocznie ma być i z pokorą to biorę.

 

 

Liczby
18 – liczba rozegranych spotkań w polskiej ekstraklasie
183 – liczba rozegranych spotkań w norweskiej Eliteserien
13 – liczba puszczonych bramek w tym sezonie w lidze norweskiej

 

Z tej samej kategorii