Pomiędzy kulturami, czyli jak się wiedzie polskiemu bramkarzowi w Japonii

Kamiński
 fot. www.miss-gaijin.pl  /  źródło: własne

O życiu w innym, nie tylko piłkarskim świecie, opowiada nam bramkarz japońskiego klubu Jubilo Iwata Krzysztof Kamiński oraz jego dziewczyna Natalia Grębowicz.

W styczniu 2015 roku bramkarz Ruchu podjął odważną decyzję. Golkiper postanowił opuścić Europę i zmierzyć się z życiem w Japonii i grą w tamtejszej lidze. Niemal od początku azjatyckiej przygody towarzyszy mu jego ukochana Natalia, która w wolnym czasie poznaje japońską kulturę i prowadzi blog o życiu w Kraju Kwitnącej Wiśni (www.miss-gaijin.pl). Świąteczna przerwa była więc idealną okazją do spotkania się z parą i porozmawiania o piłce, tradycji i życiu w tak odległym od Polski kraju.

 

O aklimatyzacji w Japonii...
Krzysztof Kamiński: Wydaje mi się, że zdziwienie minęło po pierwszym roku. Gdy teraz ktoś mnie pyta czy są rzeczy, które mnie w Japonii jeszcze zaskakują, to mam spory problem żeby takie wskazać. Trochę się z tą kulturą obyłem, nauczyłem się i oswoiłem. Natalia więcej zwiedza i kursuje pomiędzy miastami w Japonii, więc ma okazję poznać wiele nowych rzeczy. Najtrudniejsze jest... przestawienie się z życia w Japonii do życia w Polsce, gdy wracamy do ojczyzny. Są jednak rzeczy, które zawsze wywołują uśmiech, jak „słynna” muszla klozetowa z całą masą przycisków i konsolą do sterowania. Gdy wracam z Polski, to się zapominam...
Natalia Grębowicz: Muszę się przyznać, że ja się łapię na tym, że opowiadając mówię „no, a u nas...” myśląc o Japonii, a nie o Polsce. Od dwóch lat nasz dom jest tam, a do Polski wraca się do rodziny i do znajomych.
KK: Przypomniało mi się teraz, że bardzo mnie dziwiło robienie zakupów w japońskich galeriach handlowych, gdzie płaci się przy kasie, ale towaru się tam nie dostaje. To pracownicy sklepu wszystko pakują i wyprowadzają za drzwi i wtedy dają zakupy oraz kłaniają na pożegnanie. Mają bardzo indywidualne podejście do klienta.

 

O różnicach kulturowych...
KK: Jest ich sporo, ale w większości wynikają z kultury i tradycji w Japonii, która jest odmienna od naszej, europejskiej. Różnice są widoczne, ale zauważam z czasem, że to się zmienia. Odkąd dołączyła do mnie Natalia widzę, że oni starają się dostosować i gdy widzą, że nam nie zawsze wychodzi zachowywanie się tak, jak tego oczekują, doceniają te starania. Nigdy nie robią problemów, że ktoś się zachował niewłaściwie. Japończyk nie powie ci prosto w twarz, że coś źle zrobiłeś, albo że go uraziłeś. Raczej inna osoba z boku ci podpowie. Większy problem jest z ludźmi, którzy tam przyjeżdżają i nawet nie starają się zrozumieć ich zwyczajów czy tradycji. Mam w drużynie Brazylijczyka, który podobnie jak ja jest dwa lata w Japonii, ale on ma więcej problemów, aby się odnaleźć w tym azjatyckim kraju.
NG: Japończycy nawet, jak mają gorszy dzień, to starają się to ukryć i gdy się ich zapytasz, jak się czują, odpowiedzą, że w porządku. Nie są nauczeni dzieleniem się emocjami z innymi ludźmi. Mają swój wewnętrzny świat. Chłopaki na obozach przygotowawczych mają spotkania, głównie dotyczy to Japończyków, na których uczą się kontaktować z ludźmi. Jak dzieci w przedszkolu dostają obrazki i muszą o nich opowiadać.

 

O atmosferze i „życiu” w szatni Jubilo Iwata...
KK: Życie po meczach jest inne, bo w Polsce często zdarzało się, że jak wygraliśmy mecz, to spontanicznie gdzieś wychodziliśmy, albo spotykaliśmy się u kogoś z nas, by pogadać o meczu i trochę się zrelaksować. U nich nie ma czegoś takiego. Praca się skończyła i tyle. Wygrywamy czy przegrywamy, przyjdzie kolejny mecz.
NG: Byłam w szoku, gdy w poprzednim roku Jubilo awansowało do ekstraklasy i z koleżanką byłyśmy na ostatnim meczu, a był to wyjazd. Zastanawiałyśmy się, jak to będzie po spotkaniu, gdzie się przebrać na uroczystość z okazji awansu. Spodziewałyśmy, że wyjdziemy na miasto. Tymczasem zadzwoniliśmy do chłopaków, a oni nam mówią, że nie ma żadnej fety, imprezy, bo robota została wykonana i wracamy do domu...
KK: Gdy któryś z tamtejszych piłkarzy złamie regulamin, nie dostaje kary finansowej, to jest bat na obcokrajowców. Oni publicznie przed całą drużyną stają i przepraszają wszystkich na środku szatni. To taki ich rytuał i to jest dla nich dużo większa kara. To jest surowy wymiar kary.
NG: To jest ich kultura i oni się tym szczycą. Japończycy uczą się około 3 tys. znaków w swoim języku. Mogliby to uprościć, ale nie, bo szanują swoich przodków i tradycję, dzieci się tego uczą. Uwielbiają zwiedzać swoje rzeczy, np. swoje świątynie.

 

O obchodzeniu świąt w Kraju Kwitnącej Wiśni...
KK: Podam przykład ich święta podobnego do naszego Wszystkich Świętych. Spotykają się wtedy w domu u głowy rodziny. Przeżywają to wspólnie, jedzą obiad, potem idą do restauracji. Mają z tej okazji tydzień wolnego, jeden dzień przeżywają, a potem podróżują.
NG: W domu natomiast palą takie, jakby małe ognisko, wszyscy są poubierani na czarno i stają wokół niego. Ten ogień ma wskazać duszom zmarłych drogę do domu.
KK: Co do innych świąt, to wiadomo, że to inna religia, ale obchodzą je podchodząc do świąt stricte komercyjnie. Na Wielkanoc są jajka, są figurki zajączka itd. Boże Narodzenie traktują bardziej, jak Walentynki, jest to okazja do spotkania w najbliższym gronie. Najważniejszym dniem jest Nowy Rok, wtedy spotykają się z rodziną i odwiedzają najważniejsze świątynie, odpowiadające za pomyślność czy zdrowie.

 

O pracowitości Japończyków...
KK: To nie jest żaden mit, lecz autentyczna prawda. Mają urlop, ale z niego nie korzystają. Oni czują, że im nie wypada go w całości wykorzystać. Pojedyncze dni urlopu, czy urlop na żądanie, jest tam źle odbierany. Co innego gdy jest święto narodowe, wtedy też jest tydzień wolnego. W klubie też widać ich pracowitość, bo kilkadziesiąt minut przed treningiem większość piłkarzy jest już na boisku i nawet wykonuje jakieś ćwiczenia, rozgrzewkę indywidualną, jeszcze zanim przyjdzie trener. Po zajęciach sami proszą trenera, aby coś jeszcze porobić, poćwiczyć. Są dni, że trener musi zabraniać im treningu! Trening mamy o godzinie 10, a kilku piłkarzy jest już w klubie o 8 rano. Niektórzy nawet spędzają tam całe dnie, bo mają wszystko pod ręką i jest nawet miejsce, żeby uciąć sobie drzemkę. Młodsi podchodzą do starszych zawodników z wielkim szacunkiem i gdy jest duża różnica wieku, to mówią do nich na pan. Nie ma też mowy o robieniu żartów z młodszych czy jakimś ich upokarzaniu.

 

O organizacji w Jubilo Iwata...
KK: Od początku nie miałem na co narzekać. Kontrast pomiędzy Ruchem a Jubilo był ogromny. W pewnym sensie nas rozpieszczają i można się skupić tylko na piłce. Nie martwiłem się tam mieszkaniem, jego wyposażeniem, jeśli miałem uwagi, to oni brali to pod uwagę.
NG: Na początku Krzysiek miał do dyspozycji swojego tłumacza, który w pewnym sensie był jego prywatnym asystentem.
KK: Jak trzeba było po coś pojechać, coś załatwić w urzędzie, pójść do lekarza, to oni bardzo pomagali. Przez długi czas byłem skazany na tłumacza, bo moje polskie prawo jazdy nie było ono respektowane w Japonii. Musiałem je potwierdzić japońskim egzaminem na specjalnym placu manewrowym, który bardziej przypominał małe miasteczko. Po kilku miesiącach mogłem się już sam swobodnie poruszać. Wtedy zacząłem być bardziej samodzielny. Bardzo nietypowe są nasze wyjazdy na obozy przygotowawcze. Najczęściej lecimy na inną wyspę, ale wyjazd trochę trwa. Najpierw pod drodze musimy wstąpić do urzędu miasta, gdzie burmistrz nas żegna, życzy powodzenia i itd. Na lotnisku czekają na nas kibice. Po przylocie witają nas władze danego miasta i ośrodka, wręczają drobne upominki, najczęściej jest to typowy produkt czy potrawa z danego miejsca. Jest to nietypowe, ale bardzo miłe.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~aUżytkownik anonimowy
~a :
No photo~aUżytkownik anonimowy
Bardzo fajny materiał, ale od "autentyczna prawda" aż zabolały oczy.
26 gru 16 19:48 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii