Z chorzowskiej „wiaty” do Milanello, czyli jak rudzianin radzi sobie w AC Milan

Choć dopiero przed nim pełnoletniość i matura to od momentu wyjazdu do Mediolanu życie Przemysława Bargiela zmieniło się o 180 stopni. Oto jak rudzianin radzi sobie w legendarnym AC Milan.

Styczeń 2016 roku. 15-letni wówczas Bargiel zostaje włączony do pierwszej drużyny Ruchu i pod wodzą trenera Waldemara Fornalika przygotowuje się do wiosennych zmagań w ekstraklasie. Zespół „Niebieskich” trenuje m.in. w słynnej „wiacie”, czyli blaszanym garażu zaadoptowanym na siłownię dla drużyny. Niektóre sztangi mają już swoje lata, a pomieszczenie wygląda bardzo ubogo. Bargiel cieszy się z samego faktu bycia z pierwszą drużyną. 29 kwietnia tego samego roku jego radość jest jeszcze większa, bo trener Fornalik wpuszcza „młodego” w końcówce meczu z Cracovią. W grudniu Bargiel zasiada na trybunach San Siro w Mediolanie i ogląda na żywo mecz piłkarzy Interu. Jest zafascynowany tym co widzi. „Chciałbym tu wrócić” - myśli sobie trenując przez krótki czas w Interze. Pół roku później podpisuje trzyletni kontrakt z... największym wrogiem Interu, AC Milan. – To było najlepsze co mogło mi się przytrafić – zaczyna opowieść o życiu w Italii, jedzeniu, treningach, piłkarzach i trenerach „Rossoneri”...

 

Szybki kurs włoskiego

Mija powoli pół roku i muszę przyznać, że czuję się w Mediolanie bardzo dobrze. Przez pierwszy miesiąc, może dwa było bardzo trudno, trudno mi było się dogadać, dobrze, że przynajmniej mogłem trochę odświeżyć język angielski. Cieszę się, że koledzy z drużyny, przede wszystkim Włosi mnie nie odepchnęli, tylko pomagali w nauce języka włoskiego, często zamęczałem ich pytaniami o dany wyraz czy tłumaczenie – mówi „Bargi”, który teraz regularnie uczestniczy w zajęciach z języka włoskiego. – Oprócz mnie jest m.in. chłopak z Norwegii czy Hiszpanii i razem chodzimy na zajęcia. Na początku był trochę problem, bo nasza nauczycielka mówiła tylko po włosku. Teraz to się zmieniło. Nieskromnie powiem, że po czterech miesiącach zacząłem normalnie rozmawiać, gramatyka według mnie jest podobna do polskiej. Czasami coś źle odmienię, ale oni rozumieją – wyjaśnia pomocnik.

 

Szkoła także w Chorzowie

Nauka dla 17 latka nie jest mniej ważna niż piłka, choć i to sprawia pewne trudności. - Chcę skończyć także polską szkołę i zdać maturę. Raz w miesiącu przylatuję do Chorzowa i zaliczam obowiązujące materiały. Otrzymuję je drogą mailową, część zaliczam w taki sam sposób. Bardzo zależy mi na maturze, ale i na prawie jazdy. Przemek nie ukrywa, że szybko przyzwyczaił się do życia we Włoszech, co widać... gdy wraca na Górny Śląsk. – Dopiero teraz czuję, jak sztucznie smakuje polski makaron. We Włoszech jestem w stanie jeść makaron na śniadanie, obiad i kolację. Włoska pizza znacznie różni się od tej, którą podają w Polsce. Nie dają sosów, w co nie chcą uwierzyć moi polscy znajomi. Ciasto jest cienkie, skrapiają ją oliwą. Dla mnie jest ona zniewalająca. Nie wszystko co tutaj jemy jest przepyszna, bo kałamarnica nie przeszła mi przez usta – rozpływa się z zachwytu Przemek. – Nie mamy indywidualnych diet, ale mamy ogólne rozpiski co wolno, a czego nie. Co tydzień pobierają nam krew, sprawdzają poziom tkanki tłuszczowej. Tych badań nie da się oszukać. Jeśli ktoś regularnie odwiedzałby McDonald's to szybko by to wyszło na jaw – dodaje.

Imprezy? Nie dziękuję!

Bargielowi odpowiada tak profesjonalne podejście do wszystkich aspektów ze strony klubu, bo sam jest mocno ukierunkowany na swój rozwój i zrobienie kariery. – Przez pierwsze dwa miesiąca za bardzo się nie wychylałem ze swojego mieszkania w hotelu. Za bardzo nie chciałem zwiedzać miasta bez znajomości języka. Transfer do AC Milan to dla mnie ogromna szansa rozwoju. Otwarła się dla mnie furtka i głupio byłoby nie skorzystać. Teraz czuję się, jak w drugim domu. Nie mamy jednak aż tak dużo wolnego czasu. Rano szkoła, potem treningi, a po nich siłownia, na której spędzam codziennie godzinę. Do bazy treningowej w Milanello, która znajduje się na obrzeżach miasta jedzie się 45 minut. My mieszkamy w hotelu obok stadionu San Siro. On składa się z dwóch części, jednej dla gości, drugiej dla nas. Niepełnoletni zawodnicy z Primavery mają pokoje dwuosobowe, starsi otrzymują „jedynki”. Gdy ktoś z nas gdzieś wychodzi musi informować o tym opiekuna.. Jak jest wolny dzień, to wyskoczymy do centrum. Bez prawa jazdy i samochodu przemieszczanie zajmuje sporo czasu. Nie w moim stylu jest wyrywanie się na dyskoteki, choć koledzy czasem z takiej możliwości korzystają, za przyzwoleniem opiekunów. Muszą jednak wrócić o określonej porze. Kiedy mnie zapraszali to grzecznie im odmówiłem.
Ich reakcja była pozytywna. Zrozumieli. Nikt mnie nie nakłaniał. Podeszli do mnie z szacunkiem – opowiada Bargiel.
Także baza treningowa, podobnie jak włoskie jedzenie, zachwyca byłego zawodnika „Niebieskich”. - Milanello to jest twierdza. Trenujemy tam tylko my, czyli zespół z Primavery i seniorzy. Za każdym razem wiele ludzi stoi pod bramą i czeka na przejazd pierwszej drużyny AC Milan. Baza jest położona w wielkim lesie. Jest tam jeziorko i wiele alejek, które poznajemy... biegając. My mamy do dyspozycji 3 boiska, w tym 1 sztuczne. Pierwsza drużyna ma 5, do tego jedno w balonie, a drugie takie budują. Odrębne boisko mają także bramkarze. Po każdym treningu mamy tam posiłek, jest ono jeszcze pyszniejsze niż w hotelu. W Milanello znajdują się biura, sekretariat klubu oraz siłownia, po lewej dla pierwszej drużyny, po prawej dla nas. Technologia jest najwyższej jakości. W siłowni mamy najnowocześniejsze urządzenia i czasem sam nie wiem co czego on służą.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~joUżytkownik anonimowy
~jo :
No photo~joUżytkownik anonimowy
Fajny wywiad. Powodzenia,trzymam kciuki
7 sty 18:07 | ocena:54%
Liczba głosów:13
54%
46%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~xxxUżytkownik anonimowy
~xxx :
No photo~xxxUżytkownik anonimowy
Trzymam mocno kciuki!!
7 sty 22:57 | ocena:67%
Liczba głosów:3
33%
67%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii