Szymon Lewicki: Atmosfera w szatni poprawiła się, ale przed nami długa droga

Rakow Czestochowa - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

29-letni napastnik Zagłębia rozegrał najlepszy mecz w nowych barwach, lecz po końcowym gwizdku i tak nie był zadowolony. Nie tylko z wyniku spotkania z Rakowem.

W 92 min miał pan na głowie piłkę meczową. Spora sportowa złość?
Szymon Lewicki:  Miałem taką, miałem. Szkoda, że nie wpadło. Jak widać nie można mieć stuprocentowej skuteczności. Za pięknie by było.


W pierwszej połowie prezentował się pan jednak znakomicie, jak rasowy snajper. Dwa strzały, dwie bramki.
Szymon Lewicki: Zgadza się. Szkoda, że po tym trzecim strzale piłka nie wylądowała w sieci. Ale byłby to nadmiar szczęścia.


Przed przerwą gdy Zagłębie wyszło na prowadzenie wydawało się, że w pełni kontrolowało przebieg boiskowych wydarzeń. Zmieniło się to po zmianie stron. Dlaczego?
Szymon Lewicki: Sam się zastanawiam z czego to wynika. Ale dokładnie mam podobne wrażenie jeśli chodzi o drugie 45 minut. Może po prostu przestajemy się koncentrować. Wkrada się zbyt duże rozluźnienie. Trzeba się temu przyjrzeć.


Gole tracone po stałych fragmentach gry denerwują najbardziej?
Szymon Lewicki: I to nie pierwszy raz. Podcina nam to skrzydła. To trzeba poprawić. Raków po bramce kontaktowej złapał trochę wiatru w plecy, poszedł za ciosem i zaczęły się problemy. Konsekwencją tego była druga bramka.


Na co stać Zagłębie w tym sezonie?
Szymon Lewicki: Trudno powiedzieć. Na pewno chcemy grać fajną piłkę. Wystartowaliśmy fatalnie. Pierwsze cztery mecze trzy punkty, teraz dwa mecze cztery punkty. Atmosfera w szatni poprawiła się, ale przed nami długa droga.

Z tej samej kategorii