Konrad Wrzesiński: Został mi rok na realizację celu

Na Kresową ściągany był latem z Pogoni Siedlce - jako jeden z najbardziej uniwersalnych graczy na zapleczu ekstraklasy. Jesień to potwierdziła. W zespole Dariusza Dudka 24-letni Konrad Wrzesiński obsadzał aż cztery pozycje. A awaryjnie gotów jest wystąpić na piątej…

Gornik Leczna - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

ŁUKASZ ŻUREK: Mimo passy meczów bez porażki na zimowy odpoczynek udaliście się z niedosytem.

KONRAD WRZESIŃSKI: - Zgadza się, jest lekki niesmak po ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna (2:2 na Stadionie Ludowym – przyp. red. ). Nasza gra pozostawiała wiele do życzenia. Rywal nie zawiesił wysoko poprzeczki, a mimo to urwał nam punkty. Możemy się jednak cieszyć, że kończymy rok z serią dziewięciu potyczek bez porażki.

 

Początek sezonu nie wyglądał jednak optymistycznie. Na pewno nie spodziewaliście się zmiany trenera już w sierpniu, ledwie po czterech kolejkach…

KONRAD WRZESIŃSKI: - Taki zawód. Jak nie idzie, to karuzela zaczyna się kręcić. Przy okazji szkoleniowych roszad zawsze jest w zawodnikach jakaś obawa i niepewność co do najbliższej przyszłości. Mnie też to nie ominęło, bo przecież do Zagłębia sprowadzał mnie Dariusz Banasik, który z posadą pożegnał się szybciej, niż wszyscy mogliśmy się spodziewać. Dobrze współpracowało mi się z nim i w Siedlcach, i w Sosnowcu. Przy Dariuszu Dudku też jednak szybko się odnalazłem.

 

Przychodził pan na Kresową jako zawodnik na wskroś uniwersalny. To atut czy przekleństwo?

KONRAD WRZESIŃSKI: - Jedno i drugie. Dobrze, że zawsze mogę wystąpić tam, gdzie drużyna mnie akurat potrzebuje. Z drugiej strony – zmiany boiskowej pozycji z meczu na mecz siłą rzeczy muszą odbić się na formie negatywnie. W minionej rundzie grałem na obu bokach obrony oraz na obu skrzydłach. Wydaje mi się jednak, że najbardziej pożyteczny jestem jako prawy pomocnik.

 

Nie każdy wie, że może pan również obsadzić pozycję… środkowego napastnika. Doprawdy niespotykana wszechstronność.

KONRAD WRZESIŃSKI: - Mogę, ale raczej incydentalnie. Tak się zdarzyło dwa razy, kiedy grałem w Pogoni. Zaczęło się od tego, że nasz lewy obrońca otrzymał czerwoną kartkę, jego miejsce zajął napastnik, a ja powędrowałem na pozycję numer 9. To był mecz ze Zniczem Pruszków. Wygraliśmy 1:0, ale nie miałem udziału przy tym golu. Drugie spotkanie ze mną „na szpicy” też zakończyliśmy zwycięsko, mimo że do siatki ponownie nie trafiłem. W Sosnowcu nie przewiduję jednak takich eksperymentów. Mamy trzech klasowych napastników, więc nie ma potrzeby, żeby im fundować doraźne wsparcie. Lewicki, Sanogo, Christovao…

 

Nie brak głosów, że to snajperzy na miarę ekstraklasy. Świadomość, że wszyscy oczekują od Zagłębia skutecznej walki o awans, jest dla was uciążliwa?

KONRAD WRZESIŃSKI: - Nie sądzę. Każdy, kto podpisuje kontrakt w Sosnowcu, zdaje sobie sprawę, że będzie grał pod presją. Awansu oczekują kibice i kierownictwo klubu. A i każdy z nas pragnie tej ekstraklasy. Jeśli przytrafia nam się słabszy okres, to na pewno nie dlatego, że ktoś z boku mówi głośno o awansie.

 

Wiosną 2013 roku zaliczył pan trzy spotkania w krajowej elicie jako zawodnik Polonii Warszawa. Dlaczego stanęło na trzech?

KONRAD WRZESIŃSKI: - To był krótki, ale fantastyczny okres w moim życiu. Spełniłem moje marzenie - jako młody chłopak zadebiutowałem w ekstraklasie. Ale nie zawsze jesteś na fali. Po zakończeniu rozgrywek trafiłem wtedy do II ligi, potem szczebel wyżej. Latem dałem sobie półtora sezonu na powrót do ekstraklasy. Mam nadzieję, że uda mi się to z Zagłębiem. Został mi rok na realizację celu. Nie chciałbym jednak czekać tak długo…

 

Z tej samej kategorii