Suma grzechów sędziego Szczecha. Ekipa z Sosnowca nie ukrywa dezaprobaty

Miedź Legnica pokonała Zagłębie Sosnowiec w minionej kolejce i mogła się cieszyć ze zbliżenia się do strefy dającej awans. Jak łatwo się domyślić, zgoła odmienne nastroje panowały w ekipie pokonanych. Nie były spowodowane wyłącznie końcowym rezultatem, ale też liczbą kontrowersyjnych decyzji podjętych przez arbitra Łukasza Szczecha.

Zaglebie Sosnowiec - Wisla Pulawy
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

- Pierwsza kartka dla Milewskiego co najmniej dyskusyjna – twierdzi z przekonaniem kierownik sosnowieckiego zespołu, Piotr Caliński. - Podstawił przeciwnikowi nogę, ale Miedź utrzymała się przy piłce i wyprowadziła atak. Wracanie do tego przewinienia było niepotrzebne. W konsekwencji po drugiej kartce – tym razem zasłużonej – Sebastian musiał opuścić boisko.


Milewski nie wytrzymał ciśnienia i... w szatni zaczął płakać. – To jeszcze młodzieżowiec, wystarczyło go najpierw upomnieć - mówił po meczu trener Dariusz Banasik. - W poczynaniach piłkarzy Miedzi było sporo cwaniactwa. Po niegroźnym faulu poszkodowany zwija się, jakby mu nogę urwało, a trybuny ryczą na sędziego. Arbiter niestety dał się tej presji ponieść. I w taki sposób "upolowali" nam chłopaka.

 


Banasik po raz pierwszy odmówił komentarza na pomeczowej konferencji prasowej. Tłumaczył się zdenerwowaniem. Wolał nie powiedzieć czegoś, co potem trudno byłoby cofnąć.

 

W przerwie doszło do mocnej konfrontacji między arbitrem a obozem Zagłębia. W jej efekcie kierownik Caliński na druga połowę już nie wyszedł. Dostał zakaz przebywania na ławce rezerwowych i dalszą część rywalizacji musiał obserwować z wysokości trybun.
W scysji brał udział również trener Banasik. Jeszcze nie wiedział, że druga połowa również przyniesie ogromną dawkę adrenaliny. Stan wrzenia w ekipie gości wywołała sytuacja z 60. minuty, gdy świetnie zapowiadającą się akcję Zagłębia ręką przerwał beztrosko Michał Stasiak.


- Można obrazowo powiedzieć, że złapał piłkę i schował do kieszeni – opowiada Banasik. - Jak na podwórku. I za coś takiego tylko żółta kartka. W ten sam sposób byliśmy karani za faul w środku pola. Według nas sędziowanie w tym meczu nie było takie, jak być powinno. Praktycznie każdy nasz faul to była kartka. Nieważne – zamierzony czy nie. Tymczasem mecz nie był brutalny, trudno było dopatrzyć się złośliwości. Na tak istotne spotkania powinno się delegować sędziów ekstraklasowych. Taki właśnie prowadził nasz mecz z GKS-em Katowice i spisał się bez zarzutu. Żadna ze stron nie miała do niego pretensji.


I jeszcze Caliński a propos ręki Stasiaka: - Po meczu obserwator powiedział, że sędzia podjął słuszną decyzję. Możliwość interpretacji obecnie obowiązujących przepisów jest tak szeroka, że oni zawsze z każdej decyzji się wytłumaczą. Nawet jeśli była błędna.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~LudowyUżytkownik anonimowy
~Ludowy :
No photo~LudowyUżytkownik anonimowy
Teraz piłkarze i sztab trenerski wiedzą co czują kibice Zagłębia jak się ich oszukuje! przypomnijcie sobie grajki GKS w Tychach, Znicz u siebie czy kompromitację z Sandecją! Teraz wiadomo, awansu nie będzie bo sędzia nas przekręcił w Legnicy. Ogarnijcie się i grać, a nie płakać na sędziego!
15 maja 21:19 | ocena:89%
Liczba głosów:9
89%
11%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii