Jak Zagłębie zdobyło Amerykę!

W 1964 roku piłkarze Zagłębia podjęli się trudu zdobywania Ameryki. Na oczach tysięcy Polonusów wygrali rozgrywki International Soccer League, czyli Interligę.

Zaglebie
 fot. zaglebie.eu  /  źródło: Materiał prasowy

To wówczas padły słynne słowa „Chłopaka z Sosnowca”, czyli Jana Kiepury, który powiedział do sosnowieckich graczy takie zdanie: - Ja zdobyłem Amerykę głosem, wy musicie zrobić to samo nogami!

 

Gierek poparł wyjazd do Ameryki!
Jak doszło do tego, że sosnowiczanie zostali zaproszeni do Ameryki, gdzie zrobili prawdziwą furorę? - To wszystko działo się w głębokiej komunie, ale jednak Zagłębiu udało się polecieć do USA. Klub dostał zaproszenie od naszej Polonii, ambasady amerykańskiej, no i Edward Gierek musiał to poprzeć. On był prawdziwym kibicem Zagłębia i bardzo mu zależało na tym, by klub osiągał sukcesy – mówi nam Krzysztof Smulski, wieloletni zasłużony działacz Zagłębia, dziś zajmujący się kwestiami bezpieczeństwa w Śląskim ZPN i PZPN. - Jak teraz zastanawiamy się nad tym wyjazdem to wiele rzeczy nas dziwi. Chociażby to, że jeden z piłkarzy Franciszek Skiba grał w Zagłębiu i był czynnym milicjantem. A mimo to Amerykanie dali mu wizę. To był ewenement! – kręci głową Smulski, który często zastanawia się nad tym, gdzie podział się kultowy Puchar Interligi Amerykańskiej. Na Stadionie Ludowym na pewno go nie ma… - Triumf w Interlidze i w ogóle wyjazd do Ameryki to było olbrzymie wydarzenie nie tylko w naszym regionie. W centrum Sosnowca, naprzeciwko dworca PKP, gdzie jest teraz tak zwana „patelnia”, była księgarnia, gdzie zgromadzono wszystkie trofea klubu włącznie z Pucharem Interligi. Ale tego Pucharu już nie ma… - martwi się Smulski.

 

Gagarin, Chruszczow, Gomułka i… Wszołek
Osobą, która najwięcej wie o amerykańskiej wyprawie Zagłębia i jej kulisach jest Franciszek Wszołek. To legendarny prezes sosnowieckiego klubu, który wprowadził go na międzynarodowe salony. Zastał Zagłębie drewniane, a zostawił murowane… To był górniczy dygnitarz, który ściskał się z Jurijem Gagarinem, pił stakanami
z Nikitą Chruszczowem i przyjaźnił z Władysławem Gomułką. Nie byłoby jednak wielkiego Zagłębia i Pucharu Interligi, gdyby Wszołek nie miał roztoczonego nad sobą parasola ochronnego ze strony Gierka. Zanim towarzysz Edward został I sekretarzem PZPR, szefował organizacji partyjnej w Katowicach i na meczach Zagłębia bywał częstym gościem. Nic dziwnego, że błogosławieństwo „Pierwszego” pomogło Wszołkowi załatwić wszelkie sprawy związane z wyprawą do Ameryki. Zagłębie spisało się tam jeszcze lepiej niż rok wcześniej Górnik Zabrze. Podopieczni Teodora Wieczorka zdecydowanie wygrali swoją grupę. W pokonanym polu zostawili austriacki Schwechater, belgradzką Crvenę Zvezdę, portugalską Vitórię Guimarães i AEK Ateny. To właśnie przed spotkaniem z Grekami zawodników w szatni odwiedził Jan Kiepura. Tutaj oddajmy głos prezesowi Wszołkowi: - Do przerwy Grecy mocno nas naciskali, ale było 0:0. W przerwie policja amerykańska nie chciała dopuścić kibiców do szatni. Nagle wyrósł jak spod ziemi niski człowiek w czarnym kapeluszu z białą wstążką i mówi po polsku: - Ja muszę do piłkarzy. Mówię mu, że trwa odprawa z trenerem, ale ten nie słuchał, przedarł się przez kordon policjantów i wpadł do szatni krzycząc głośno: - Chłopcy, jesteście wspaniali, ja zdobyłem Amerykę głosem, a wy musicie zdobyć nogami! Po tych słowach trener Teodor Wieczorek nie mógł już kontynuować odprawy – wspomina były sternik Zagłębia, który liczy już sobie 94 lata, ale z pamięcią nie ma żadnych problemów.
Przemowa Kiepury musiała zrobić wrażenie na piłkarzach, którzy wygrali z AEK Ateny 1:0 po golu Czesława Uznańskiego. Popularny „Prezes” został zabrany do Ameryki w nagrodę, gdyż miał już swoje lata i za wiele po boisku nie biegał. Ale wiedział, gdzie się ustawić i piętą zdobył jedynego gola.

 

Kosz z dolarami…
Po meczu rozentuzjazmowany Kiepura, wspólnie z żoną Martą Eggerth zaprosili drużynę do swojego domu. - Podczas tego spotkania przy drzwiach ustawiono specjalny kosz, do którego każdy gość wrzucał pieniądze. Po 50-100 dolarów. Potem otrzymaliśmy ten worek dolarów i podzieliliśmy między naszą 24-osobową ekipę. Każdy dostał po 100, a może nawet więcej dolarów, a były to dobre dolary, o innej wartości. W pewnym momencie, już gdzieś koło północy, Kiepura wskoczył na fortepian i zaczął śpiewać swój słynny przebój: „Brunetki, blondynki". A potem chwycił krzesło i zaczął tańczyć. To było niesamowite! – po tylu latach zachwyca się tym wydarzeniem prezes Wszołek.
W finałowym starciu o Puchar Interligi Zagłębie zmierzyło się z Werderem Brema, który miał na koncie tytuł mistrza Niemiec. Oba finałowe mecze wygrali jednak sosnowiczanie (1:0 i 4:0) i w nagrodę zagrali z Duklą Praga o Puchar Ameryki. Znakomity czeski zespół, który do USA przyleciał tylko na dwumecz z Polakami, był już poza zasięgiem. W pierwszym meczu padł remis 1:1, ale już w drugim Czesi, w składzie z wicemistrzami świata z 1962 roku: Josefem Masopustem, Svatoplukiem Pluskalem i Františkiem Šafránkiem, wygrali pewnie 3:1.

 

Pele to nie diabeł...
Mimo porażki z Czechami Zagłębie wyrobiło sobie świetną markę za oceanem. Prezes Wszołek twierdzi, że klub dostał zaproszenie od Santosu, by zagrać z drużyną boskiego Pele na słynnej Maracanie. Po latach można usłyszeć i taką opinię, że cała sprawa była wyssana z palca. - W mojej opinii to było zmyślone – mówi „Sportowi” Józef Gałeczka, jeden z najsłynniejszych piłkarzy Zagłębia, który był wyróżniającym się piłkarzem w trakcie tournée po Ameryce. Ale prezes Wszołek przedstawia inną wersję wydarzeń: - Bałem się podjąć decyzję i skontaktowałem się z towarzyszem Gierkiem. Ten po dwóch godzinach odpowiedział, że jest zgoda na mecz z Santosem, ale osobiście mi odradza, bowiem wrócimy z wielką chwałą jako zdobywcy Pucharu Interligi. A jeżeli Pele wpakuje nam 2-3 bramki, to nasz wyczyn w USA zblednie. Pozostawił mi decyzję. Ta wypowiedź i rada mnie wystraszyła. Zebrałem całą ekipę i przedstawiłem im przebieg rozmowy z Gierkiem. Wszyscy milczeli. Zabrał głos Witold „Giga” Majewski, kapitan drużyny: - Niech pan decyduje, my jesteśmy gotowi grać i my chcemy ten mecz wygrać. Pele to nie diabeł, to człowiek i nie musi zawsze wygrywać. Ale Gierek to nasz prawdziwy przyjaciel i jego słowa warto wysłuchać. Po wystąpieniu kapitana zdecydowałem, że wracamy do kraju. Rok później pomogłem Majewskiemu wyjechać na 3 lata do klubu polonijnego z Chicago. Właściwie to Gierek to załatwił i przypomniał mi, że robi to dlatego, że „Giga” odradził mecz na Maracanie – zdradza na koniec Wszołek.
Piłkarze zarobili w USA trochę zielonych, a ich kapitan... czerwonego forda mustanga. To był prezent od Polonusów, który przypłynął za Majewskim „Batorym”, kilka tygodni później po powrocie samolotem całej drużyny do Polski. „Giga” był wówczas jedynym polskim piłkarzem, który w szarej komunistycznej rzeczywistości jeździł tak efektownym autem, określanym przez władze dekadenckim. Kilka lat później podobny egzemplarz forda mustanga stał się własnością Jana Banasia. Piłkarz Górnika i jego auto trafili nawet do filmu „Gwiazdy”…

 

 

W rozgrywkach Interligi Zagłębie reprezentowali: Szyguła, Majewski, E. Szmidt, Strzałkowski, Jarosik, Śpiewak, Fulczyk, Skiba, Krawiarz, Bazan, Piecyk, Gałeczka, Myga, Uznański, Machnik, Wąs. Trener: Teodor Wieczorek.

 

Z tej samej kategorii