Łebski gość na wariackich papierach

GKS Katowice to klub z piękną tradycją, wielokrotny medalista piłkarskich mistrzostw Polski, zdobywca kilku pucharów kraju, mający w kolekcji także Superpuchary. Przypominam tę oczywistość, ponieważ chlubna historia, nawet jeśli już nieco odległa, powinna zobowiązywać.

Olimpia Grudziadz - GKS Katowice
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Przede wszystkim do poważnych zachowań. Tymczasem zmiana trenera tuż przed rozpoczęciem przygotowań do rundy rewanżowej wręcz zmusza do zadania pytania: czy decydenci z Bukowej nie rozminęli się ze zdrowym rozsądkiem?
Nie wątpię, że szefowie GieKSy mieli ważkie argumenty, aby wręczyć dymisję Piotrowi Mndryszowi. Wielokrotnie słyszałem bowiem, jak bardzo trudny we współpracy – w relacjach z zawodnikami, ale też z przełożonymi – potrafi być ten szkoleniowiec. A na przykład w Zagłębiu Sosnowiec zyskał opinię człowieka, który szybko popada w kłopoty związane z zarządzaniem zespołem. Zdaje się, że i obecnie grzech właśnie tej natury nie pozostał bez wpływu na decyzję o przedwczesnym rozwiązaniu kontraktu. Czy jednak naprawdę nie można było podjąć tej trudnej decyzji tuż po zakończeniu rundy jesiennej? Tak byłoby przecież nie tylko uczciwiej – zarówno wobec szkoleniowca, jak i piłkarzy – lecz przede wszystkim bardziej profesjonalnie. Następca Mandrysza mógłby w spokoju, dysponując całym okresem urlopowym, przygotować strategię transferową, skompletować sztab i zaplanować przygotowania wedle własnego pomysłu. W zaistniałej sytuacji zaś wszystko odbędzie się w katowickim klubie na łapu-capu. I na wariackich papierach.
Swoją drogą, trudno oprzeć się wrażeniu, że istotny – być może nawet kluczowy – wpływ na wczorajszą dymisję Mandrysza miało poprzedzone o kilka dni... zwolnienie Jacka Paszulewicza, który teraz będzie prowadził katowicki zespół, z Olimpii Grudziądz. Być może szefowie GieKSy od dłuższego czasu planowali zatrudnienie tego szkoleniowca, i - skoro nadarzyła się okazja - postanowili niezwłocznie ją wykorzystać.
Warto bowiem pamiętać, że Paszulewicz w I lidze wyróżnia się nie tylko wzrostem (mierzy 197 centymetrów). Oprócz papierów trenerskich może pochwalić się dyplomem z prawa sportowego, zdobytym na dziennych studiach. To naprawdę łebski gość, z bardzo dobrym piłkarskim CV, założyciel jednej z najprężniej działających akademii piłkarskich na Wybrzeżu, zwycięzca premierowej edycji Pro Junior System w Nice 1. Lidze. A prywatnie – dobry znajomy selekcjonera Adama Nawałki. Karierę zawodniczą, zwieńczoną mistrzostwami Polski, zakończył przedwcześnie z powodu kontuzji, ale długo nie rozpaczał z tego powodu. Tylko błyskawicznie zwarł pośladki i zabrał się za edukację. No i za biznes. I udowodnił, że jest szybki, a potrafi być też skuteczny. Może zatem w pracy w Katowicach, którą zaczyna co najmniej niestandardowo, błyskawicznie się wykaże i już w czerwcu będzie świętował sukces? Cóż, to wcale nie jest wykluczone...

 

Komentarze (6)

Napisz komentarz
No photo
No photo~BatonangUżytkownik anonimowy
~Batonang :
No photo~BatonangUżytkownik anonimowy
Wiadomo czemu Paszulewicz tani a i tak nie gramy o awans bo nie ma kasy a pozatym Bartnik dyrektorem smiech na sali ile on unas pogral i kiedy jak kasy nie bylo juz lepszy bylby Mussa Yahaya przynajmniej dluzej gral u nas i czym sie wyroznial
11 sty 15:13 | ocena:50%
Liczba głosów:6
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Mały John Użytkownik anonimowy
~Mały John :
No photo~Mały John Użytkownik anonimowy
Paszulewicz może i jest łebskim facetem, ale to bardzo słaby trener. Olimpia jest na 16 miejscu, czyli spadkowym. A byłaby jeszcze niżej, gdyby Ruchowi nie odjęli punktów.
11 sty 15:56 | ocena:60%
Liczba głosów:5
40%
60%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KalendarzUżytkownik anonimowy
~Kalendarz :
No photo~KalendarzUżytkownik anonimowy
Ja tam czekam do 15 stycznia ... potem juz świat nie bedzie taki sam.
11 sty 18:49 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii