Trener Banasik miesza w składzie

Trener Zagłębia Dariusz Banasik
 /  fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

W obozie Zagłębia trwa nieustający stan pełnej mobilizacji. To zasługa faktu, że po ostatnich perturbacjach kadrowych nikt nie może być pewny miejsca w wyjściowej jedenastce. Wcześniej nie było to normą. Dzisiaj liczy się przede wszystkim to, co piłkarz pokaże w tygodniu na treningu.

 

To oznacza, że w sosnowieckim zespole nie zawsze obowiązuje sprawdzona maksyma mówiąca, że „jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. Gdyby wybór podstawowego składu opierał się tylko o nią, przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała od pierwszej minuty zagrałby zapewne Konrad Budek.
- Strzeliłem gola w Kluczborku, a w Zabrzu miałem udział przy pierwszej zdobytej bramce – przypomina – 21-letni defensor. – Mimo że oba mecze wygraliśmy, w kolejnym usiadłem na ławce. Trener zaprosił mnie na rozmowę i oznajmił mi to wcześniej. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony tym, co usłyszałem. Ale rozumiem, że w drużynie cały czas toczy się rywalizacja i każdy kiedyś musi dostać szansę.
Tym razem szansę dostał Marcin Sierczyński i to on zagrał w miejsce Budka na pozycji prawego obrońcy. Przez 90 minut spisywał się przyzwoicie. Niewiele jednak brakowało, by stał się negatywnym bohaterem sobotniego wieczoru. W doliczonym czasie gry sfaulował w polu karnym Mariusza Magierę, wskutek czego arbiter musiał podyktować „jedenastkę”. Bezbramkowy remis uratował skuteczną interwencją Wojciech Fabisiak.
Roszada dokonana przez trenera Dariusza Banasika mogła więc okazać się kosztowana. Nie była jednak podyktowana kaprysem. Po pierwsze – atuty Sierczyńskiego bardziej pasowały akurat pod styl gry bielszczan. Po drugie – przeprowadzone w ubiegłym tygodniu badania wykazały u Budka nieco wyższy poziom zmęczenia organizmu.
Kto z tego duetu wystąpi od początku w sobotnim starciu z Olimpią w Grudziądzu? Jesienią zagrał "Siara", ale zszedł z murawy w 55. minucie przy stanie 1:4. Sosnowiczanie polegli ostatecznie 3:5. Teraz pora na rewanż.

Z tej samej kategorii