Dariusz Banasik: Szatnia musi o siebie zadbać sama

Znam większość nowo pozyskanych zawodników, więc relacje między nami od samego początku wyglądają bardzo dobrze. Teraz ci piłkarze muszą poznać siebie nawzajem. Myślę, że po 3-4 meczach wszystko zacznie funkcjonować optymalnie - mówi trener Dariusz Banasik

Pilka nozna. I liga. Zaglebie Sosnowiec - Stomil Olsztyn. 04.03.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

W przerwie letniej sprowadzono do Sosnowca aż siedmiu zawodników, których trener Dariusz Banasik znał z okresu pracy w Legii Warszawa, Zniczu Pruszków i Pogoni Siedlce. Sześciu z nich zagrało na inaugurację sezonu z Olimpią Grudziądz (0:1). Sekstet tworzą Konrad Wrzesiński, Arkadiusz Jędrych, Mateusz Cichocki, Adam Banasiak, Tomasz Nawotka i Robert Sulewski (przebywał przy Łazienkowskiej na testach). Nie przełożyło się to jednak na siłę synergii…

 

Chybiona roszada

- Już w pierwszym meczu mieliśmy kilka momentów naprawdę udanych, ale wiadomo, że na tę inaugurację siłą rzeczy patrzymy przez pryzmat porażki – mówi szkoleniowiec Zagłębia, Dariusz Banasik. – Kontrolowaliśmy przebieg spotkania przez całą pierwszą połowę i początek drugiej. Wydawało nam się, że bramka jest kwestią czasu i… chyba za szybko w to uwierzyliśmy. Jeśli miałbym wskazać coś, co musimy poprawić w pierwszej kolejności, to przede wszystkim skuteczność.

 

Akurat w ataku grają zawodnicy, których trener Banasik wcześniej nie prowadził i nie testował – Szymon Lewicki i Alexander Christovao. Przed startem sezonu długo zastanawiano się przy Kresowej, który z nich powinien znaleźć się w wyjściowej jedenastce. A może obaj?

 

- W końcówce meczu z Olimpią zdecydowaliśmy się zagrać dwójką napastników, ale okazało się to nie najlepszym posunięciem – przyznaje Banasik. – Roszady, których dokonaliśmy, nie przyniosły nam tyle pożytku, ile się spodziewaliśmy. Zszedł z boiska Żarko Udoviczić, który od początku lewą stroną napędzał nasze akcje ofensywne. A potem z powodu urazu o zmianę poprosił Adam Banasiak, najbardziej aktywny zawodnik na boisku. I wtedy wszystko „siadło”.

 

Sztuka adaptacji

Premiera rozgrywek okazała się nieudana, ale w obozie Zagłębia nie ma mowy o lamentowaniu. W ostatnich tygodniach drużyna przeszła przecież kadrową rewolucję. Zanim nowi gracze poczują się w Sosnowcu jak u siebie w domu, trochę czasu musi upłynąć…

 

- O sportową stronę aklimatyzacji jestem spokojny – zapewnia Banasik. – Nieco dłużej potrwa pewnie adaptacja pozaboiskowa. Mam na myśli wybór mieszkania i sprowadzenie do Sosnowca rodzin. To zawsze kwestia indywidualna, ale jestem pewien, że każdy przejdzie przez ten etap pomyślnie. Znam większość nowo pozyskanych zawodników, więc relacje między nami od samego początku wyglądają bardzo dobrze. Ale to tylko jedna strona medalu. Teraz ci piłkarze muszą poznać siebie nawzajem. Szatnia musi o siebie zadbać sama, czyli wytworzyć właściwą „chemię”. Myślę, że po 3-4 meczach wszystko zacznie funkcjonować optymalnie.

 

Futbol jest złudny

Mimo że na Stadionie Ludowym nikt o ekstraklasie tym razem głośno nie mówi, zewsząd słychać, że Zagłębie to ponownie jeden z głównych pretendentów do awansu. Czy przynajmniej „na papierze” to dzisiaj mocniejszy zespół niż w pierwszym półroczu?

 

- Nigdy tak nie powiem, bo futbol to bardzo złudna dyscyplina sportu – tłumaczy opiekun Zagłębia. – Powiem, że mam lepszą drużynę, a potem się okaże coś zupełnie innego. Na weryfikację przyjdzie czas najwcześniej w połowie rundy jesiennej. Jedną różnicę widać jednak już teraz. Wiosną nie wszyscy chcieli zostawić na boisku serce. Teraz każdy jest maksymalnie zdeterminowany. Drużyna się jeszcze dociera, ale dobre efekty naszej pracy powinny przyjść już niebawem. Czas pracuje na naszą korzyść…

Z tej samej kategorii