„Niebieska miłość” Jana Benigiera

Tak nazywa się album książkowy - poświęcony Janowi Benigierowi - który w grudniu miał swoją premierę. Benigier to były napastnik, jedna z legend chorzowskiego klubu.

Niebieska miłość
 fot. red  /  źródło: SPORT

„Mówili do mnie, że jestem gorol oswojony, czyli nasz i to była dla mnie najwyższa pochwała” – wspomina w „Niebieskiej miłości”. Pochodzący z Radomska zawodnik na początku lat 70. trafił na Cichą i stał się bardzo ważnym graczem złotej ery Ruchu. „Janiczek” - tak nazywał go słowacki trener Michal Vican - to była niepokorna dusza. Słowak jednak sporo mu wybaczał, bo Benigier był znakomitym napastnikiem.

 

To w składzie z nim Ruch zdobył trzy tytuły mistrza Polski (1974, 75, 79), Puchar kraju (1974) oraz dwukrotnie awansował do ćwierćfinałów europejskich pucharów – w sezonie 1973/74 do Pucharu UEFA, a w kolejnym sezonie do PEMK (poprzednika Ligi Mistrzów). Benigier wspomina swoje barwne perypetie, realia PRL-u, w 1976 roku jako pierwszy w wieżowcu na ulicy Bocznej w Chorzowie miał telefon stacjonarny: „Pierwszy sekretarz partii załatwił mi ten telefon za wygrany mecz”.

 

Opowiada również między innymi o swojej karierze reprezentacyjnej, pobycie w Belgii oraz o innych „niebieskich” legendach. W albumie sporo jest fotografii. Autorami książki są Barbara Wystyrk-Benigier i Krzysztof Mecner. Pani Basia jest żoną byłego świetnego napastnika, pracowała w przeszłości w „Sporcie”. Mecner to także były dziennikarz „Sportu”.

 

Książkę można zamówić wysyłając maila na adres bwb@autograf.pl

 

 

Komentarze (9)

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Jan Benigier wspomina swoje barwne perypetie, realia PRL-u...
W 1976 roku jako pierwszy w wieżowcu na ulicy Bocznej w Chorzowie miał telefon stacjonarny:
„Pierwszy sekretarz partii załatwił mi ten telefon za wygrany mecz”.
- Haha, bez komentarza :))) NArKA.
13 gru 17 01:32 | ocena:90%
Liczba głosów:10
90%
10%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Do jorgUżytkownik anonimowy
~Do jorg
No photo~Do jorgUżytkownik anonimowy
do ~JoRg.:
No photo~JoRg.Użytkownik anonimowy
4 sty 17:34 użytkownik ~JoRg. napisał
Xyz.Na pewno jesteś większym burakiem niż nie jeden trampkarz .bo Beniger przynajmniej coś osiągnął chocby wicemistrza olimpijskiego czy mistrzostw polski z Ruchem Chorzów ..a ty na pewno zero osiągnięś i zero honoru dla takich ludzi jak Beniger i inni c
No niestety tutaj sie mylisz i to grubo bo mam ogromny szacunek do każdego sportowca. Niestety tego pana znam osobiście i uwierz mi człowieku, ze gdybys chociaż raz z nim porozmawiał to byś płakał przez to jak by Ci jechał za nic. Skoro on nie szanuje NIKOGO i ma sprawy w sądzie za to jak traktuje ludzi na kursach to czemu ktokolwiek ma jego szanować?
Przyznaje ze miał osiągnięcia ale swoim zachowaniem w stosunku do innych niestety psuje bardzo wizerunek swojej osoby :) największy burak w histori polskiej piłki
5 sty 01:55 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~koRupcja:
No photo~koRupcjaUżytkownik anonimowy
14 gru 17 17:21 użytkownik ~koRupcja napisał
Późny Gomułka wczesny Gierek a już mataczyli wynikam i handlowali meczami
Dokładnie....
Nie mówię że w tamtych (komunistycznych) czasach w Zabrzu wszystko było cacy - też kombinowali ale do Górnika ta "komuna" sama się wepchała i było to dopiero pod koniec lat 70-tych. Pomimo posiadanych ludzi "u władzy" przymusem związanych z Górnikiem nikt tej ich władzy nie starał się wykorzystywać a wciąż słyszę jak wszyscy w koło nam to wypominają. Co dziwne w Ruchu tych partyjnych osób było zdecydowanie więcej (z Gorywodą na czele) i tylko dzięki nim wtedy w Chorzowie tak dobrze prosperowali. Im nikt tego tyle nie wypomina co nam.

Ostatnio znalazłem fajny artykuł z wypowiedziami kilku osób związanymi z Górnikiem i z Ruchem.
Po latach sami zaczynają odsłaniać swoje tajemnice z tamtego okresu.
Okazuje się że były trener Ruchu (Fornalik) i obecny (Gucio) - dziś po dwóch stronach barykady - sami sprzedawali tą zaprzysięganą "niebieską" wierność i robili swoich kibiców w bambuko.

"Andrzej Iwan : Czy kupowaliśmy? Moim zdaniem nie potrzebowaliśmy.
W sezonie 1986/87 Ruch, który walczył o utrzymanie, przysłał do nas kogoś z pieniędzmi. My już mieliśmy mistrzostwo zapewnione, a graliśmy z lecącą z ligi Stalą, która też oferowała gotówkę. Poszliśmy do Szlachty, który nienawidził Ruchu całym sobą i pytamy, co mamy zrobić. Ale on był politykiem, wiedział, jak się zachować. Honorowym prezesem Ruchu był wicepremier Manfred Gorywoda, czyli jakby nie patrzeć, zwierzchnik ministra. Szlachta podumał i mówi, że wypadałoby zapunktować u premiera. Kazał nam wygrać ze Stalą, pieniądze od Ruchu przyjęliśmy. Zapłacili od razu, bo po spotkaniu mieliśmy zarezerwowany hotel w Dębicy.
Nie pomogło wstawiennictwo piłkarzy Górnika. W ostatnim meczu Ruch nie zapunktował i wicepremier Gorywoda musiał i tak patrzeć, jak jego Ruch spada do drugiej ligi. Kubowicz dziś twierdzi, że specjalnie tak to zaaranżował. Przyjaciel szefa sędziów Janusza Hańderka został wezwany pod koniec tamtego sezonu do restauracji „ Łania" - kategorii lux, gdzie często stołowali się Gierek czy Bierut – przez dygnitarzy wspierających klub z Chorzowa. – Spytano mnie, czy jestem w stanie pomóc Ruchowi w utrzymaniu się. Nie muszę chyba dodawać, o co im chodziło? Zapewniali pieniądze na sędziów, na bankiety, chcieli tylko, by Ruch nie poleciał z ligi. Ja jednak już wiedziałem, że ta drużyna jest chora od wewnątrz, że jej pomoże tylko oczyszczenie, jakim jest spadek – mówi Kubowicz.
Ruch na sezon wylądował w drugiej lidze. Zanim jednak przystąpił do walki o powrót do pierwszej, Kubowicz i reszta działaczy przeprowadzili serię poważnych rozmów z zawodnikami. – Dzięki swoim kontaktom w PZPN i nagłośnieniu kilku incydentów, przede wszystkim bezczelnego wrzucenia sobie piłki przez Janusza Jojkę w barażu z Lechią Gdańsk, nałożyłem sam na Ruch zakaz transferowy – szelmowsko uśmiecha się Kubowicz. – Wszystkich młodych zapisaliśmy na studia, dzięki temu była pewność, że nie weźmie ich wojsko – dodaje.
Tym sposobem w Ruchu zostali wszyscy najlepsi piłkarze: Od Krzysztofa Warzychy, który za dwa lata miał wyjechać do Panathinaikosu i zostać legendą Koniczynek, po Waldemara Fornalika, który dziś jest selekcjonerem. Wszyscy najpierw w sezonie 1987/88 wywalczyli awans, a następnie ostatnie mistrzostwo PRL. – Wiedzieli, że zostają w Chorzowie, wiedzieli, że mają zablokowane wszystkie wyjścia. Odbyliśmy indywidualną rozmowę z każdym z piłkarzy i ustaliliśmy, że w sezonie spadkowym nie sprzedali chyba tylko trzech meczów – opowiada Kubowicz.

Szlachta za pieniądze górnictwa stworzył w Zabrzu potęgę. Klub, który nawiązał świetnością do czasów Włodzimierza Lubańskiego i Stanisława Oślizły. Cztery mistrzostwa z rzędu świadczą o wszystkim. Chociaż Oster zapewnia, że minister nigdy nie korzystał ze swojej uprzywilejowanej pozycji i nie kazał innym klubom podlegającym pod resort górnictwa wyświadczać ukochanej drużynie Szlachty przysług, to tajemnicą poliszynela jest, że Górnik zawodników z innych górniczych klubów po prostu brał. Ze wszystkich poza GKS Katowice. Marian Dziurowicz już wówczas był zbyt potężną postacią i nawet Szlachta nie wchodził mu w drogę.
Górnik był zresztą bardzo blisko piątego tytułu z rzędu i tym samym wyrównania najlepszego wyniku w historii polskiej piłki, czyli powtórzenia osiągnięć zespołu Lubańskiego i Szołtysika z lat 1963–67. W 1989 roku cztery kolejki przed końcem miał punkt przewagi nad wracającym z rocznego pobytu w drugiej lidze Ruchem. Gospodarzem Wielkich Derbów był Górnik, więc wszystkie atuty były po stronie zabrzan.
– Mecz miał prowadzić sędzia z Warszawy, mniejsza o nazwisko. Wiedziałem doskonale, że od tygodnia trwają pod niego podchody, a każdy zainteresowany już u niego z delegacją był. A wtedy szansę na mistrza miał wciąż Górnik Zabrze, GKS Katowice (Mariana Dziurowicza) i Legia W-wa. W głowie mogło mu się pokołować od tych propozycji, nagród, prezentów – Kubowicz mówi tonem, jakby opowiadał o niedzielnym spacerze w parku. – Moim serdecznym przyjacielem był szef sędziów Stanisław Eksztajn i wymieniłem sędziego derbów. Zadzwoniłem do tego, który był wyznaczony, i wytłumaczyłem: „Rozumiesz, w głowie ci szumi, spieprzysz zawody i będziesz pół roku wisiał. Szkoda by było. Jesteś chory, rozumiesz? Nie możesz się stawić na derbach, bo się po prostu cholernie rozchorowałeś. Wypadek losowy, nikt tego przewidzieć nie mógł, więc wszystkie fanty, które dostałeś, będziesz mógł sobie zachować”.
Beniaminek z Chorzowa został więc sensacyjnym mistrzem Polski. Kubowicz wszystkim piłkarzom Ruchu kupił po kolorowym telewizorze. To jednak Górnik był klubem, w którym były najlepsze nagrody, premie i wiedziano, jak motywować piłkarzy."

NO WŁAŚNIE MOTYWOWAĆ KASĄ I FANTAMI KTÓRE W GÓRNIKU BYŁY ALE W ZABRZU NIE WYKORZYSTYWANO KOMUSZEJ WŁADZY TYCH NIBY "SWOICH" DZIAŁACZY KLUBOWYCH.
W BIEDNIEJSZYM "HUTNICZYM" RUCHU TEJ KASY NIE BYŁO TYLE CO W "GÓRNICZYM" GÓRNIKU.
W CHORZOWIE WSZYSTKO CO WÓWCZAS ZAŁATWIANO "NA LEWO" ROBIONO ZA POMOCĄ TYCH KOMUSZYCH DZIAŁACZY RUCHU.
15 gru 17 05:17 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii