Szatałow zły na zawodników. „Dostaną po głowie”

GKS Tychy w marnym stylu uległ w niedzielę Chrobremu Głogów. - Nie wszyscy w moim zespole byli na 100 procent zdeterminowani - wściekał się trener Jurij Szatałow.

Pilka nozna. Nice I liga. GKS Tychy - Drutex Bytovia Bytow. 24.03.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

- Akurat dziś nie mogę powiedzieć, że wszyscy w moim zespole byli na 100 procent zdeterminowani, by wygrać mecz i oddalić się z tej strefy tabeli. Przed nami poważna rozmowa na ten temat, trochę dostaną po głowie – nie ukrywał trener Jurij Szatałow po niedzielnej porażce (0:2) z Chrobrym Głogów, która przerwała dobrą serię GKS-u na własnym stadionie.

Szkoleniowca dopytywano, o jakich zawodników chodzi.
- To zostaje w szatni. Żeby jednak sprawa była jasna: dla mnie zaangażować się w mecz, a być zdeterminowanym, to duża różnica. W naszej sytuacji oczekuję nie tylko zaangażowania, ale wielkiej determinacji. Trzeba grać nawet ponad swoje możliwości, a tego u niektórych nie widziałem. Mogą być nawet wyciągnięte z tego konsekwencje - podkreślał Szatałow, któremu średnio spodobało się też, gdy na konferencji przytoczono mu słowa Tomasza Boczka. Stoper przekonywał, że Chrobry był najsłabszym przeciwnikiem, z jakim ostatnimi czasy mierzyli się tyszanie.

- Dlaczego najsłabszym, skoro 2:0 z nami wygrał? Przewagi optycznej nie miał, ale stworzyliśmy mu bardzo dobre sytuacje. Trzeba myśleć nie o przeciwniku, a o sobie. Mieliśmy - zwłaszcza mentalną - szansę oddalenia się odrobinę od strefy spadkowej. Znowu jednak trzeba zaciskać zęby i walczyć, by poszukać następnej takiej szansy na odskoczenie. Coraz bliżej jest końca sezonu, więc coraz trudniej będzie to zrobić – wzdychał szkoleniowiec drużyny z Tychów, która jest coraz bardziej zagrożona degradacją do II ligi.

Szatałow choć trochę starał się jednak usprawiedliwiać swój zespół za niedzielną porażkę.
- W ciągu kilku dni niespodziewanie wypadło nam czterech ludzi z podstawowej jedenastki. Widzimy, że nie tak łatwo jest ich zastąpić. Seweryn Garncanczyk i Jakub Świerczok pauzowali za kartki. Mateusz Grzybek już w sobotę poczuł coś w kolanie, ale zgłosił, że da radę i będzie grał. Przed meczem, na rozgrzewce, wyszło jednak, że kolano mu spuchło i nie mógł stanąć na nogę. Straciliśmy też Radka Pruchnika. Potrzebuje zastrzyku, coś się dzieje z więzadłem krzyżowym. Trudno powiedzieć, na jaki czas wypadł – raportował trener GKS-u, zajmującego obecnie 14. miejsce – ostatnie bezpieczne w I lidze. Przewaga nad rywalami jest jednak niemalże żadna, a już w sobotę wizyta u lidera w Chojnicach...

 

Czy GKS Tychy utrzyma się w pierwszej lidze?
Z tej samej kategorii